W bezprecedensowym akcie solidarności redaktorzy naczelni wszystkich najważniejszych włoskich gazet – na co dzień obrzucający się inwektywami na łamach swoich dzienników i skaczący sobie do gardeł w programach telewizyjnych – zebrali się w siedzibach związku dziennikarzy prasowych w Rzymie i Mediolanie i podczas telekonferencji uzgodnili treść wspólnego protestu.

Przy jednym stole zasiedli Vittorio Feltri, redaktor naczelny należącego do rodziny Berlusconich „Il Giornale”, i jego zarówno ideologiczni, jak i prywatni wrogowie: Enzio Mauro („La Repubblica”) i Concita Di Gregorio redagująca komunistyczną „L’Unita”. Pod listem podpisały się również agencje prasowe oraz dziennikarze radia i telewizji. Napisali w nim między innymi, że projekt ustawy godzi w prawo Włochów do informacji, jest ciosem w demokrację, wolność prasy i próbą nałożenia mediom kagańca. Zapowiedzieli, że nigdy nie podporządkują się tym ograniczeniom, narażając się na grzywny, więzienie i wszelkie inne sankcje.

Zgodnie z włoskim prawem dokumenty procesowe, w tym materiały z podsłuchów, można upublicznić dopiero w dniu rozpoczęcia procesu. Zakaz ten nie był nigdy przestrzegany i sekrety najważniejszych śledztw niemal zawsze przeciekały do gazet. W efekcie media i opinia publiczna wydają wyroki na długo, zanim sprawą zajmie się sąd, o co niespecjalnie trudno, bo we Włoszech od rozpoczęcia śledztwa do rozprawy wstępnej mija przeciętnie 4,5 roku, a czasem i 10 lat.

Z jednej strony wiele niewinnych osób padło ofiarą medialnego linczu, z drugiej wiele afer wyszło na jaw tylko dzięki ujawnieniu podsłuchów przez media. Jak choćby głośna sprawa z 2006 r. dotycząca korupcji we włoskim futbolu. Poza tym włoscy prokuratorzy podsłuchują w tej chwili ponad 120 tys. osób, co zżera aż jedną trzecią budżetu wymiaru sprawiedliwości.

Tzw. ustawa podsłuchowa miała te problemy rozwiązać. Przewiduje ona dla wydawców prasowych oraz stacji telewizyjnych i radiowych karę do 465 tys. euro za publikację tajnych dokumentów procesowych. Natomiast dziennikarzom grozi grzywna do 20 tys. euro i dwa miesiące więzienia, a jeśli śledztwo objęte jest ścisłą tajemnicą, od roku do 6 lat za kratkami. To samo ma czekać niedyskretnych policjantów i pracowników wymiaru sprawiedliwości.

Inny list protestacyjny, który został zamieszczony w Internecie, podpisało już 160 tys. osób. Wszyscy wskazują, że we Włoszech dziennikarzy do więzienia wsadzał wyłącznie Benito Mussolini. Dziennikarze i wydawcy nie rozumieją, dlaczego to oni mają być karani za niedyskrecje pracowników wymiaru sprawiedliwości, tym bardziej że zadaniem mediów jest zbieranie i publikacja informacji bez względu na to, od kogo pochodzą, a jedynym kryterium powinna być ich prawdziwość.

Zapowiedziano masowe demonstracje przed Senatem i Izbą Deputowanych.

Z niedyskrecji pochodzących z otoczenia premiera wynika, że Silvio Berlusconi nie chce iść na wojnę ze wszystkimi mediami i ustawa zostanie utrącona albo znikną z niej sankcje dla dziennikarzy i wydawców.