[i]Korespondencja z Moskwy[/i]
Bezprecedensowy sukces ekologów od miesięcy usiłujących bronić lasu w podmoskiewskich Chimkach. Gdyby nie koncert legendarnej grupy U2, ich głos nadal nie zostałby usłyszany. Po wsparciu ekologów przez lidera grupy Bono prezydent Rosji polecił wstrzymać wyrąb lasu, przez który miała biec autostrada.
Dwa dni przed pierwszym w Rosji koncertem Bono grzecznie pogawędził z rosyjskim prezydentem, dyskretnie pomijając sprawy polityczne. Ale kiedy w środę wieczorem zaprosił na estradę rosyjskiego rockmana opozycjonistę Jurija Szewczuka, stało się jasne, po czyjej jest stronie.
60 tysięcy ludzi zebranych na moskiewskim stadionie Łużniki zawyło z radości, gdy Bono wywołał „kogoś, kogo dobrze znają”. Na scenie niespodziewanie pojawił się Jurij Szewczuk. Legendarny muzyk, który śpiewał, zanim jeszcze rozpadł się ZSRR, wykonał razem z liderem U2 słynną piosenkę Boba Dylana „Knockin’ on Heaven’s Door”.
Cztery dni wcześniej Jura Szewczuk zdzierał gardło, śpiewając bez mikrofonu na placu Puszkina podczas koncertu protestu przeciw wyrębowi lasu pod budowę autostrady w podmoskiewskich Chimkach. Akcja zorganizowana wspólnie przez muzyków i ekologów o mały włos nie doszłaby do skutku, bo „wszystkie siły na niebie i na ziemi”, a przede wszystkim moskiewska milicja, próbowały im przeszkodzić. Funkcjonariusze przekonywali, że bez specjalnej zgody koncertu nie będzie, blokowali wejścia i konfiskowali gitary. Człowiek wiozący nagłośnienie dojechał z opóźnieniem, bo nieznani sprawcy przebili mu opony. W końcu koncertu nie pozwolono nagłośnić, jednak muzycy śpiewali do megafonu, a pod pomnikiem wieszcza zebrało się 3 tysiące ludzi.