Reklama
Rozwiń
Reklama

Spory NATO na szczycie

Sojusz wciąż nie uzgodnił, czy częścią nowej koncepcji strategicznej ma być budowa tarczy antyrakietowej

Aktualizacja: 19.11.2010 01:21 Publikacja: 18.11.2010 19:49

Lizbona

Lizbona

Foto: AFP

Na zaczynającym się w piątek po południu dwudniowym szczycie NATO w Lizbonie zostanie przyjęta nowa koncepcja strategiczna, która będzie podstawą działania sojuszu przez następnych dziesięć lat. Stare kraje członkowskie nie czują się zagrożone atakiem ze strony Rosji i chcą, by strategia przygotowywała sojusz na nowe zagrożenia, jak terroryzm, cyberataki czy atak bronią rakietową ze strony takich państw, jak np. Iran.

Pod presją m.in. Polski NATO ma zagwarantować, że nowe priorytety nie osłabią gwarancji bezpieczeństwa dla nowych krajów członkowskich. Artykuł 5, który mówi o solidarnej obronie w przypadku ataku na któregokolwiek z członków, ma pozostać fundamentem NATO.

– Artykuł 5 zostanie utrzymany, ale nie będzie wzmocniony. Był słaby i taki pozostanie, bo każdy kraj dalej może dowolnie interpretować, w jakiej formie należy udzielić pomocy – mówi „Rz” Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog z Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie.

[srodtytul] Polska popiera tarczę[/srodtytul]

Prezydent Bronisław Komorowski zapewnia, że strategia jest korzystna dla Polski, która będzie walczyć o przyjęcie jej w kształcie zaproponowanym przez sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena. Wciąż nie wiadomo jednak, czy znajdzie się w niej wzmianka o popieranym przez Polskę planie budowy tarczy antyrakietowej. Sojusznicy mieliby połączyć swoje systemy antyrakietowe z radarami i wyrzutniami, które USA chcą umieścić w Polsce, Czechach i Turcji.

Reklama
Reklama

W ten sposób mogłaby powstać tarcza, która chroniłaby nie tylko wojska krajów NATO, ale wszystkich mieszkańców. – Dla Francji kluczowe jest to, jakie będzie uzasadnienie dla stworzenia tego systemu, jak zareaguje na to Rosja i ile to będzie kosztowało – mówi „Rz” Francois Lafond, ekspert German Marshall Fund w Paryżu.

Według Rasmussena cały system, nie licząc wkładu amerykańskiego, mógłby kosztować sojuszników do 200 mln euro. Ale nie wszyscy są przekonani, że to wystarczy. A pieniądze mają kluczowe znaczenie w sytuacji, gdy europejskie rządy muszą ciąć wydatki budżetowe.

Francja nie chce się też zgodzić, by decyzja o budowie tarczy zmierzała do usunięcia broni atomowej z Europy. Liczyły na to Niemcy, chcąc się pozbyć głowic jądrowych USA ze swojego terytorium. NATO uznało jednak, że broń atomowa powinna pozostać elementem odstraszania dopóty, dopóki posiadają ją inne kraje.

[srodtytul] Zbliżenie z Rosją[/srodtytul]

Członkowie sojuszu są za to zdeterminowani, aby na szczycie w Lizbonie rozpocząć nowy rozdział współpracy z Rosją. Dlatego NATO zaprosiło ją do projektu tarczy antyrakietowej. Kreml sprzeciwiał się poprzedniej wersji systemu, twierdząc, że umożliwi on strącanie rosyjskich rakiet dalekiego zasięgu, co naruszy równowagę strategiczną między Rosją i USA. – Nowy system służy jedynie do strącania rakiet krótkiego i średniego zasięgu, więc Rosja nie może już argumentować, że jest dla niej zagrożeniem. Mimo to Rosjanie ciągle się wahają – tłumaczy „Rz” Stephen Larrabee z waszyngtońskiego instytutu RAND.

Rosja i NATO mogłyby połączyć swoje systemy przeciwrakietowe, wymieniać się informacjami o zagrożeniach i teoretycznie wzajemnie się ochraniać. Nie miałyby jednak wpływu na użycie swoich wyrzutni ani radarów. Taka współpraca i tak byłaby przełomem w relacjach Rosji i sojuszu, który powstał jako odpowiedź na zagrożenie ze strony ZSRR. Ale największą przeszkodą na drodze do kompromisu może być stanowisko Ankary, której zależy na dobrych stosunkach z Iranem. Z powodu sprzeciwu Turcji NATO nie wymieni Iranu jako potencjalnego zagrożenia. Lecz Turcja domaga się też kontroli nad radarem, który miałby stanąć na jej terenie.

Reklama
Reklama

– Turcja może się nie zgodzić na radar u siebie, ale mimo to może poprzeć tarczę – przewiduje Larrabee.

NATO dopiero na szczycie zdecyduje też, jak zakończyć misję w Afganistanie. Spór dotyczy m.in. tego, czy przekazywać Afgańczykom całe prowincje, czy tylko spokojniejsze dystrykty, co pozwoliłoby na przesunięcie wojsk do zapalnych rejonów. Ameryka obawia się, że sojusznicy zamiast przesuwać wojska, po prostu je wycofają.

– Przekazywanie fragmentów prowincji to tworzenie pozorów zwycięstwa. Zachód pogodził się już z przegraną i zajmuje się łagodzeniem skutków – uważa Kostrzewa-Zorbas.

[i]Anna Słojewska z Brukseli

Wojciech Lorenz[/i]

Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama