W piątek rano kilkudziesięciu rekrutów z ośrodka szkoleniowego straży granicznej w Charsadda, 30 kilometrów na północ od Peszawaru, miało wyjechać do domów na krótki urlop po ukończeniu dziewięciomiesięcznego kursu. Kiedy pakowali rzeczy do minibusów, zamachowiec samobójca zdetonował potężną bombę. Chwilę później doszło do drugiej, jeszcze silniejszej eksplozji. Zginęło co najmniej 80 osób, w tym 66 rekrutów. 120 osób zostało rannych.

To pierwszy zamach od 2 maja, kiedy amerykańscy komandosi zabili w Pakistanie przywódcę al Kaidy Osamę bin Ladena. – Nasz przywódca Hakimullah Mehsud powiedział, że zamach jest reakcją na męczeństwo Osamy bin Ladena i działania pakistańskiej armii na terenach plemiennych. Pakistańskie i amerykańskie siły powinny się przygotować na więcej ataków – powiedział Ehsanullah Ehsan, rzecznik organizacji Tehrik e Taliban Pakistan (TTP), która przyznała się do ataku.

TTP, czyli Talibski Ruch Pakistanu, składa się głównie z Pasztunów zamieszkujących tereny plemienne afgańsko-pakistańskiego pogranicza. Organizacja rozpoczęła kampanię terroru w 2007 roku, kiedy ówczesny prezydent Perwez Muszarraf kazał rozprawić się z ekstremistami okupującymi Czerwony Meczet w Islamabadzie. Zamachy przybrały na sile, kiedy w 2009 roku pakistańskie władze rozpoczęły ofensywę przeciwko ekstremistom próbującym przejąć władze na terenach plemiennych. Z rąk talibów odbito dolinę Swat, prowincję Badżaur, a ostatnio armia rozpoczęła ofensywę w prowincji Mohmand, graniczącą z rejonem, gdzie dokonano piątkowego zamachu.

TTP udowodnił wiele razy, że jest w stanie zaatakować nawet najlepiej strzeżony cel. W 2009 roku przeprowadził brawurowy szturm na kwaterę główną pakistańskiej armii w Rawalpindi. Celem jego ataków była m.in. siedziba wywiadu ISI, liczne posterunki policji i wojskowe koszary, hotel Marriott w Islamabadzie czy indyjska drużyna krykieta. Oskarżany jest też o zabicie byłej premier Benazir Bhutto. W sumie w jego atakach zginęło ponad 2 tys. ludzi.

– Pakistańscy talibowie nie potrzebują żadnego pretekstu, aby zabijać. Ich kampania terroru od dawna stanowi zagrożenie dla demokracji i stabilności państwa. Ale współpracują z al Kaidą i przejęli jej ideologię, dlatego potraktowali śmierć bin Ladena osobiście – mówi „Rz" Sarfaz Chan, socjolog z uniwersytetu w Peszawarze.

Pakistańscy ekstremiści mogą rozszerzyć swoją działalność także poza Pakistan. Urodzony w Pakistanie Amerykanin Faisal Shahzad, który próbował zdetonować bombę na Times Square w Nowym Jorku, przyznał, że przeszedł szkolenie w obozie pakistańskich talibów. Związki z talibami miał także Jordańczyk, który w 2009 roku zdetonował bombę w amerykańskiej bazie w Afganistanie, zabijając siedmiu agentów CIA. Na nagraniu wideo wyemitowanym po jego śmierci widać, jak siedzi w towarzystwie przywódcy TPP Hakimullaha Mehsuda.

– Obecni ekstremiści to w wielu przypadkach mudżahedini, którzy walczyli z wojskami sowieckimi w Afganistanie w latach 80. Wśród nich było wielu obcokrajowców z Egiptu, Arabii Saudyjskiej czy Jemenu. Nie tylko al Kaida może ich wykorzystać do przeprowadzania zamachów za granicą – ostrzega Sarfaz Chan.

Zdaniem eksperta Ameryka i Pakistan muszą jak najszybciej zakończyć spory wywołane akcją zabicia bin Ladena. – Razem wspierali ekstremistów w latach 80. i tylko razem zdołają ich pokonać – uważa Chan.