Skandal związany z funkcjonowaniem unijnej misji prawnej na Bałkany (EULEX) wybuchł pod koniec października. Ukazująca się w Prisztinie gazeta „Koha Ditore" ujawniła, że funkcjonariusze misji – w tym sędziowie i prokuratorzy – przyjmowali łapówki od albańskich grup mafijnych i tuszowali oskarżenia polityków o korupcję.
Sprawa jest o tyle bulwersująca, że EULEX powołano z obawy o to, że wymiar sprawiedliwości w młodym państwie kosowskim nie jest wystarczająco niezależny i odporny na naciski. Sędziowie EULEX mieli więc zajmować się najtrudniejszymi sprawami dotyczącymi zbrodni wojennych i przestępczości zorganizowanej. Wspomagają ich prawnicy i policjanci – w sumie ok. 1600 utrzymywanych przez UE funkcjonariuszy.
Sygnały o poważnych nadużyciach pojawiły się w 2012 r., jednak prawdziwa bomba wybuchła, gdy skandaliczne praktyki niektórych swoich kolegów ujawniła Maria Bamieh, brytyjska prokurator EULEX. Pracownicy misji uznali, że to ona jest źródłem przecieków do mediów, i w akcie zemsty zaczęli kwestionować jej kompetencje i uczciwość (mimo iż poprzednio przez sześć lat powierzano jej najtrudniejsze sprawy, a większość z nich wygrała przed sądem).
Bamieh wskazała osoby biorące łapówki (wymieniła Włocha Francesca Florita i Czeszkę Jaroslavę Novotną), ale zarzuty dotyczą wielu pracowników misji, głównie tych pochodzących z Europy Wschodniej. Jej zdaniem mija się z celem przysyłanie do najbardziej skorumpowanego kraju w Europie ludzi z państw, w których korupcja też jej powszechna.
Europosłów zirytowała postawa wysokich rangą unijnych urzędników, którzy odpytywani w zeszłym tygodniu o sprawę EULEX w Parlamencie Europejskim odmówili składania wyjaśnień – rzekomo z powodu obecności mediów. Fernando Gentilini, jeden z głównych unijnych dyplomatów na Bałkanach, i Kenneth Deane, szef misji cywilnej, nie powiedzieli nic więcej niż to, o czym wcześniej pisały media. Słowacki europoseł i były minister spraw zagranicznych Eduard Kukan zaproponował w tej sytuacji przeprowadzenie niezależnej kontroli EULEX. Postulat ten, poparty przez wielu innych europarlamentarzystów, można uznać za swoiste wotum nieufności wobec misji prawnej. Niektórzy żądali wręcz uruchomienia kontroli przez Olaf, biuro antykorupcyjne UE.