Dwanaście osób zginęło wczoraj rano od kul zamachowców, którzy wtargnęli do siedziby satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo". Wśród ofiar znajdują się redaktor naczelny pisma Stephane Charbonnier oraz trójka rysowników, twórców karykatur, z których słynął tygodnik. Nie żyje także dwóch policjantów, którzy próbowali powstrzymać uciekających napastników. Dziesięć osób zostało rannych.
Dwaj zamaskowani terroryści uzbrojeni w kałasznikowy oraz granatnik dostali się w środę o godz. 11.30 do redakcji „Charlie Hebdo" pilnowanej przez ochroniarzy. Strzelanina trwała krótko. – Był to akt barbarzyństwa – powiedział przybyły na miejsce tragedii prezydent Francois Hollande. W momencie zamykania tego wydania „Rzeczpospolitej" trwał pościg za trzema terrorystami.
„Charlie Hebdo" nie został wybrany przypadkowo. Tygodnik był wielokrotnie oskarżany o prowokacje pod adresem muzułmanów. Publikował karykatury Mahometa, a także komiks przedstawiany jako biografia proroka. W 2011 r. redakcja tygodnika została podpalona, a redaktorzy regularnie otrzymywali groźby pozbawienia życia.
Tygodnik się nie ugiął i już po kilku miesiącach opublikował kolejne karykatury proroka. Pojawiły się w atmosferze napięcia w świecie muzułmańskim po premierze filmu „Niewinność muzułmanów", którego reżyserem jest chrześcijanin z Egiptu. Nieco wcześniej miał miejsce atak na konsulat USA w Libii, gdzie zginął ambasador. Francuski rząd skrytykował wtedy tygodnik za moment publikacji karykatur. W styczniu ub.r. na łamach „Charlie Hebdo" pojawił się komiks z życia Mahometa. Wtedy w obronie islamu stanął rząd irański.
Radykalni francuscy muzułmanie traktowali tygodnik jako narzędzie sił wrogich islamowi. We Francji mieszka 6,5 mln muzułmanów. – Czeka ich teraz godzina próby. Będą narażeni na cierpienie z powodu tych, którzy chcą występować w ich imieniu – mówi „Rzeczpospolitej" Dalil Boubakeur, przewodniczący Francuskiej Rady Religii Muzułmańskiej (CFCM), skupiającej większość organizacji muzułmańskich we Francji.