Obszar zagrożony wścieklizną ustanowiono w 9 powiatach i w 6 dzielnicach stolicy: Wawrze, Wesołej, Rembertowie, Pradze-Południe, Wilanowie i części Targówka. Rozporządzenie wojewody z 31 grudnia 2021 r. wprowadza na obszarze zagrożonym obowiązek szczepienia kotów. Właściciele mają na nie 30 dni. Szczepienia dotyczyć mają kotów, które ukończyły trzeci miesiąc życia i powinny być powtarzane co rok. Dotyczą zarówno kotów wychodzących, jak i na stale przebywających w mieszkaniach. Tyle, że te wychodzące nie mają prawa wychodzić z domu do odwołania stanu zagrożenia wścieklizną.

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł tłumaczył podczas konferencji prasowej, że od marca 2021 r. na Mazowszu odnotowano ponad 100 przypadków wścieklizny u zwierząt, przede wszystkim u lisów, ale także u jenotów, saren, wiewiórek czy nietoperzy oraz u kilku kotów.

– Wścieklizna to wirusowa choroba zwierząt, zagrażająca także ludziom. Jest praktycznie w 100 proc. śmiertelna i nie ma z nią żartów. Dlatego apeluję, by zwierząt nie dotykać i nie ratować, gdy są w marnym położeniu. Wścieklizny nie widać, ale zarażone zwierzę zachowuje się dziwnie – nie boi się człowieka, podchodzi do niego, próbuje nawiązać z nim kontakt – tłumaczył Konstanty Radziwiłł, z zawodu lekarz. Dodał, że jeżeli doszłoby do kontaktu, a tym bardziej pogryzienia, należy natychmiast zgłosić się do lekarza.

Czytaj więcej

Wścieklizna na Mazowszu i w Warszawie. Zaatakowała koty

– Koty chodzą własnymi drogami i mogą mieć kontakt z chorym zwierzęciem albo z jego wydzielinami – tłumaczył obowiązek szczepień kotów i restrykcje dla tych zwierząt. Za ich nieprzestrzeganie grozi grzywna do 500 zł., a obowiązek szczepienia egzekwować ma powiatowy lekarz weterynarii oraz policja.

Właściciele kotów są oburzeni. Wskazują, że wychodzącego kota trudno będzie utrzymać w domu. Z kolei karmiciele kotów, którzy na koszt gminy dokarmiają zwierzęta wolnożyjące, zauważają, że dzikich kotów często nie da się nawet pogłaskać, nie mówiąc o złapaniu ich czy utrzymaniu w domu. – Czy to znaczy, że wszystkie koty wolnożyjące z terenów zagrożonych wścieklizną zostaną odwiezione do schroniska? To dla nich pewna śmierć – zauważają.

Ich obawy podzielają samorządowcy: – Trudno powiedzieć opiekunowi, by wziął dzikiego kota do domu. Nie wiadomo też, kto miałby łapać wolnożyjące zwierzęta. Ciężko sobie wyobrazić, by strażnicy miejscy rzucili inne swoje obowiązki i szukali kotów – mówi Bartosz Wiśniakowski, zastępca burmistrza Wilanowa. To niejedyne zmartwienie władz dzielnicy: – Żółte znaki drogowe z informacją, że na danym obszarze występuje wścieklizna, którymi musimy oznakować ulice, kosztują 1 tys. zł każdy. Pan wojewoda podejmuje uchwałę i nie zastanawia się nad jej realizacją, która spada na samorząd – zauważa wiceburmistrz Wiśniakowski.

Z kolei Krzysztof Strzałkowski, burmistrz Woli i przewodniczący komisji zdrowia Sejmiku Województwa Mazowieckiego, porównuje decyzje dotyczące wścieklizny do dotyczących koronawirusa:

– Jak pokazały kwestie pandemii, Mazowiecki Urząd Wojewódzki ma przekonanie, że samo podpisanie decyzji lub zarządzenia ma moc sprawczą i zdejmuje całą odpowiedzialność z rządu. Tak było z dodatkowymi łóżkami w szpitalach, które istniały wyłącznie na papierze, i tak jest z walką że wścieklizną. W miejsce akcji informacyjnej i współpracy z samorządami i mieszkańcami, będą kontrole i mandat – uważa Krzysztof Strzałkowski.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ