Uczniowie zostali uprowadzeni wraz z dyrektorem szkoły, nauczycielem i kierowcą autobusu z prezbiteriańskiej szkoły średniej. Jedna z dziewcząt zdołała zbiec porywaczom.
- Mówili, że nie powinniśmy chodzić do szkoły, na razie, ponieważ w kraju nie panuje pokój i nie możemy chodzić do szkoły, dopóki nie będzie pokoju - relacjonowała Majum.
Porywacze zmusili 46 dziewcząt i 32 chłopców do kilkukrotnego zmieniania kryjówek, w których ich przetrzymywali, po czym uwolnili porwanych.
Porywacze mieli wielokrotnie zapewniać uczniów, że nie grozi im niebezpieczeństwo i że będą mogli bezpiecznie wrócić do domu.
- Mówili, żebyśmy się nie martwili i czuli się z nimi swobodnie. Ludzie z bronią mówili nam, żebyśmy się nie bali, to nie było normalne, baliśmy się - mówiła Majum.
Porywacze mieli karmić porwanych owocami i dawali im żywność do gotowania w budynku, w którym przez pewien czas ich przetrzymywali.
W Kamerunie, w regionach anglojęzycznych, często dochodzi do porwań uczniów i nauczycieli. Separatyści walczą tam o secesję anglojęzycznej części kraju.