Powodem anomalii pogodowej okazał się wielki cyklon, który przywiał masy zimnego powietrza znad Rosji. Fala zimna dotarła na Bliski Wschód na początku tygodnia i objęła duże obszary od Izraela i Libanu aż po Kaukaz. Fatalna pogoda spowodowała utrudnienia na drogach i kłopoty w ruchu lotniczym. Nieprzejezdna była główna droga łącząca Damaszek z Bejrutem. W Jordanii nie działały lotniska. Do czwartku zanotowano trzy ofiary śmiertelne, kilka osób odniosło rany.
Meteorolodzy ostrzegają, że najgorsze może dopiero nadejść jeśli temperatura będzie nadal spadać, zwłaszcza we wschodniej części objętego konfliktem obszaru. W przeszłości w górzystych obszarach na pograniczu Turcji i Iraku, gdzie przebywa obecnie ponad milion uchodźców zdarzały się już nawet 20-stopniowe mrozy. Władze autonomii kurdyjskiej próbują zaradzić temu szukając miejsca dla rodzin z małymi dziećmi w choćby najprostszych schronieniach jak szopy i stodoły. Problem w tym, że uchodźców jest zbyt wielu - tylko w prowincji Dohuk przebywa ich 850 tys., prawie tylu ilu jest stałych mieszkańców.
Szczególny dramat przeżyli w tym tygodniu mieszkańcy miast namiotowych w libańskiej dolinie Bekaa, w południowej Turcji i w Kurdystanie. Część obozów została dodatkowo odcięta od dostaw prądu, a generatory na miejscu są coraz większym luksusem z powodu awarii i braku paliwa. Wiele namiotów uległo zawaleniu z powodu obciążenia śniegiem i wiatru dlatego wszędzie zalecono usuwanie z dachów gromadzącego się śniegu. Zdarzały się pożary namiotów wywołane prymitywnym ogrzewaniem.
Większość uchodźców wciąż nie doczekała się obiecywanych przez organizacje pomocowe ociepleń i ogrzewania. Wszystko czym dysponują to prymitywne „kozy" opalane najczęściej odpadkami i malutkie piecyki olejowe. Nie wszyscy mogą sobie zresztą pozwolić na olej opałowy, którego cena wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat pięciokrotnie. Do luksusu należy cieplejsza odzież, standardem jest dres i sandały. Francuscy dziennikarze opisują długie kolejki bosych kobiet i dzieci czekających na śniegu na odbiór paczek żywnościowych i noszących wodę w plastikowych pojemnikach.
Nawet jeśli poszczególnym obozom przydzielone zostało zaopatrzenie, to jego dostarczenie często okazuje się niemożliwe. Kilkanaście tureckich ciężarówek z kocami i ociepleniem namiotów tkwiło przez trzy dni na nieprzejezdnej drodze nie mogąc dojechać do obozu Bajet Kandala nad Tygrysem. Z kolei na obszarach kontrolowanych przez Państwo Islamskie lekarze z organizacji humanitarnych z trudnością otrzymują zgodę na udzielanie pomocy ludności cywilnej. Tymczasem w okolicach Mosulu brak już nawet podstawowych leków i małe dzieci masowo chorują na zapalenie płuc.