Serię wycieków danych, o których w ostatnich tygodniach dowiedziała się opinia publiczna, zapoczątkował atak na platformę MyDr, która dostarcza oprogramowanie medyczne dla gabinetów lekarskich. Hakerzy przejęli wówczas dane 19 mln pacjentów. Sam MyDr należy do firmy DocPlanner, jednego z polskich „jednorożców”, czyli startupu, którego wycena przekroczyła 1 mld dol. Firma działa dziś głównie w Europie i Ameryce Południowej.
Po zhakowaniu MyDr ataki dotknęły inne podmioty zarządzające danymi medycznymi Polaków – platformę gabinetową Medyc, sieć medyczną Enel-Med i system Felg Dent dla gabinetów stomatologicznych. W rezultacie doszło do wycieku numerów PESEL co najmniej kilkunastu milionów Polaków.
Czytaj więcej
Cyberprzestępcy wzięli na cel polską ochronę zdrowia. NASK prześwietla ostatnie ataki na firmy Enel-Med, Qbusoft i MyDr, a minister cyfryzacji Krzy...
Fingerprint twierdzi, że nie działa dla zysku. Prowadzi korespondencję z CERT Polska
Za ataki na MyDr, Medyc i Enel-Med ma odpowiadać haker z grupy Fingerprint. To on ma stać również za wyciekiem z Fakturowni, z której wykradziono dane wszystkich klientów. Cyberprzestępca deklaruje, że nie zamierza wystawiać wykradzionych danych na sprzedaż, a jego celem było zwrócenie zaatakowanym firmom uwagi na to, że mają problem z cyberbezpieczeństwem. Oferuje im pomoc we wzmocnieniu zabezpieczeń. – To nie jest typowy przestępca. Twierdzi, że nie działa dla zysku. Przedstawia się jako etyczny haker – wskazuje źródło „Rz”. Haker wymienia wiadomości z CERT Polska.
– W korespondencji używa języka angielskiego w stylu hinduskim, ale to wygląda na kamuflaż. Prowadzone analizy, które uwzględniają podtekst kulturowy wiadomości, sugerują, że to ktoś z Polski – mówi nasz informator. Jak dodaje, służby mają do czynienia z profesjonalistą, co sugerują używane przez niego narzędzia do maskowania tożsamości.
Czytaj więcej
Dostawca oprogramowania dla gabinetów stomatologicznych FELG Dent padł ofiarą ataku hakerskiego. Jak ustalił portal Niebezpiecznik, przestępcy prze...
Haker odciął się od ataku na platformę Felg Dent i zaoferował firmie darmową pomoc. Jak informuje Niebezpiecznik.pl, za ten wyciek ma odpowiadać grupa Horus, która przesłała redakcji portalu fragment wykradzionych danych. Jak wskazuje nasze źródło, mają one dotyczyć m.in. Grzegorza Brauna, Janusza Palikota i syna Sławomira Mentzena. W wiadomości do portalu Niebezpiecznik.pl przestępcy zasugerowali, że dysponują listą lekarzy dentystów, którzy wystawiali recepty na leki psychotropowe. Grupa Horus zażądała od właściciela platformy – spółki Felg Software – okupu w wysokości 100 tys. zł.
Platformy gabinetowe to „firmy z tektury”. Żałowały pieniędzy na inwestycje w cyberbezpieczeństwo
Z czego wynika rosnąca liczba ataków na platformy medyczne? – Hakerzy zorientowali się, że firmy, które przetwarzają dużo danych, są „z tektury” . Zupełnie nie dbają o ochronę danych i bardzo oszczędzają na cyberbezpieczeństwie. To łatwy łup dla cyberprzestępców – wskazuje źródło „Rz”. Jak dodaje, część z zaatakowanych podmiotów nie zgłosiła formalnie wycieku danych do CERT Polska. Kłopot w tym, że nie miały takiego obowiązku, co niejednokrotnie umożliwia im „ukrywanie” faktu wykradzenia danych do czasu, kiedy o ataku poinformują sami przestępcy.
Czytaj więcej
Resort cyfryzacji opracował pakiet zmian legislacyjnych, które uszczelnią system ochrony danych osobowych, w tym medycznych – ustaliła „Rzeczpospol...
To ma zmienić zapowiedziana przez Ministerstwo Cyfryzacji Cyber Piątka, czyli nowe zasady ochrony danych. Zgodnie z propozycją resortu podmioty, które przetwarzają dane na dużą skalę, czyli obsługują ponad 100 administratorów lub przetwarzają dane dotyczące łącznie ponad 100 tys. osób, miałyby zgłaszać naruszenie co CSIRT NASK. Inne rozwiązanie ma dotyczyć obowiązku informowania pacjentów o tym, jakie podmioty przetwarzają ich dane medyczne, z uwzględnieniem podmiotów zewnętrznych. Pacjenci przeważnie nie zdają sobie bowiem sprawy, że ich dane są przetwarzane przez platformę gabinetową, która dostarcza oprogramowanie dla przychodni, z której usług korzystają.
– W umowach między dostawcami oprogramowania a podmiotami leczniczymi znajduje się przeważnie zapis o powierzeniu przetwarzania danych. Ludzie nie są jednak o tym informowani, albo dostają do wypełnienia ogólną zgodę „na udostępnienie danych partnerom biznesowym” – wyjaśnia nasz rozmówca.
Czytaj więcej
Wyciek danych blisko 19 mln Polaków ujawnił problem, który może być znacznie większy niż sam cyberatak na MyDr. Adam Haertle, redaktor naczelny por...
Inny problem, na jaki wskazuje, wiąże się z kwestią nieproporcjonalnego rozwoju firm oferujących oprogramowanie medyczne. – Często to biznesy niskomarżowe , a ponieważ niewiele zarabiają, to nie mogą dużo inwestować, również w cyberbezpieczeństwo. Niektóre z nich szybko się jednak wyskalowały i nawet nie wiedzą, że mają tak gigantyczne bazy danych – słyszymy. Software zrobiony w garażu dalej jest oprogramowaniem z garażu z tą różnicą, że nie obsługuje już małych przedsiębiorców, tylko duże sieci gabinetów – uzupełnia źródło „Rz”.
Przyznaje też, że kwestia niskich nakładów na cyberbezpieczeństwo po stronie platform medycznych, to klasyczny przykład prywatyzacji zysków i uspołeczniania kosztów. – Przez to, że firma „jednorożec” zarabiała, to teraz upubliczniamy koszty wycieku danych – mówi.