Niemcy doświadczały wcześniej zamachów terrorystów islamskich na uczestników jarmarków bożonarodzeniowych czy miejskich festynów. W ostatnią sobotę celem była parada równości w centrum Berlina, zwana tu Christopher Street Day (CSD). To kolejny atak na znienawidzone przez dżihadystów symbole zachodniego życia. Jak poprzednie zamachy, wstrząsnął Niemcami, skłonił władze do składania deklaracji w sprawie zmian prawnych, które pomogłyby ograniczyć islamistyczne zagrożenie, a nawet do działań: zaraz doszło do deportacji grupy radykalnych Afgańczyków.
Podejście do koniecznych zmian dzieli jednak mainstreamowe partie, podobnie jak sprawa deportacji.
Czytaj więcej
- Nikt się nim nie interesował. Miał być odesłany. Gdyby to zrobiono, nie uczestniczyłbym w nabożeństwie za jego ofiary – mówi „Rzeczpospolitej” Jo...
Nowy problem: islamista, który zaatakował uczestników berlińskiego CSD, zabił jedną osobę (Polkę) i ranił około 30 innych, był (był, bo już nie żyje, zginął w czasie obławy policyjnej) obywatelem Niemiec. Nawet urodził się w Niemczech, jego rodzina przyjechała z Libanu. Islamiści, którzy przeprowadzili poprzednie wstrząsające krajem zamachy terrorystyczne, byli imigrantami i to często po odrzuceniu wniosku o azyl. W ich przypadku padało pytanie, dlaczego nie zostali w odpowiednim momencie wydaleni. Teraz pojawia się pytanie, czy można wydalić radykalnego islamistę, który ma niemiecki paszport?
Dwa paszporty islamisty. Radykałowie stracą niemieckie obywatelstwo?
Pozbawianie obywatelstwa, po to, by się pozbyć z kraju radykała, jest całkiem bliskie hasłu „reemigracji”, które od lat głosi skrajnie prawicowa AfD i z tego przede wszystkim powodu jest uważana przez elity za zagrożenie dla demokracji oraz izolowana. Do reemigracji Alternatywa dla Niemiec, a przynajmniej część jej liderów, chce zmuszać nie tylko imigrantów, najpierw tych, którzy dopuścili się przestępstw albo nie uzyskali ochrony prawnej, ale także obywateli Niemiec pochodzenia imigranckiego, którzy, ich zdaniem, się nie integrują, przede wszystkim muzułmanów. Landowe oddziały AfD, które tak rozumieją reemigrację, trafiają pod obserwację kontrwywiadu.
Pomysł wydalania z kraju po pozbawianiu niemieckiego obywatelstwa zrodził się w niemieckiej chadeckiej partii CDU/CSU. Dotyczy – i tym się różni od pomysłów AfD – wyłącznie niebezpiecznych radykałów („stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego”) i to tylko takich, którzy mają też paszport innego kraju – tam można by ich odesłać. Takie rozwiązanie zaproponował premier Bawarii i szef CSU Markus Söder, a kanclerz i szef CDU Friedrich Merz uznał, że nie wymagałoby ono nawet zmian w ustawie zasadniczej.
O jak licznej grupie może być mowa? Niemiecka policja wspomina o 410 (po śmierci zamachowca z Berlina – 409) islamistach stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa. Nie wypłynęły informacje, ilu ma podwójne obywatelstwo czy ilu w ogóle nie ma niemieckiego. Kontrwywiad zaś mówi o ponad 28 tys. osób związanych z organizacjami islamistycznymi i terroryzmem islamistycznym, w tym ponad 9 tys. gotowych do stosowania przemocy.
Czytaj więcej
Szef niemieckiego rządu traci w sondażach. Jego obóz polityczny przegrywa w nich ze skrajnie prawicową AfD. To stawia pod znakiem zapytania nie tyl...
„Do zamachów dochodzi bezpośrednio przed wyborami”
Druga partia rządząca, socjaldemokratyczna SPD, ma w sprawie odbierania paszportów RFN wątpliwości, które wyraziło kierowane przez nią ministerstwo sprawiedliwości. SPD w ogóle wyciąga inne wnioski z islamistycznego zamachu na paradę równości. Ona przede wszystkim chciałaby zmian w konstytucji, gwarantujących ochronę społeczności LGBT. Waha się też w sprawie zaostrzania prawa, które po zamachu postulują chadeccy koledzy z rządu.
Ważni politycy SPD przyłączyli się do grona wątpiących w to, że atak na paradę równości był czynem samotnego wilka zainspirowanego ideologią dżihadystyczną. – Od 2024 r. daje się zauważyć anomalię: do zamachów dochodzi bezpośrednio przed wyborami – stwierdził w wywiadzie telewizyjnym Sebastian Fiedler, były policjant i najważniejszy przedstawiciel SPD w komisji spraw wewnętrznych Bundestagu. Dwa lata temu syryjski imigrant, który powinien być wydalony, a nie został, zabił nożem kilka osób na festynie miejskim w zachodnioniemieckim Solingen. Było to tuż przed wyborami w dwóch landach wschodnich. W jednym z nich wygrała, co było pierwszym takim przypadkiem w Niemczech, skrajnie prawicowa AfD.
Za kilka tygodni odbędą się kolejne ważne wybory – we wschodnioniemieckiej Saksonii-Anhalt. Tam niewykluczony jest przełom: AfD może po raz pierwszy utworzyć regionalny rząd, co dla elit, zwłaszcza lewicowych, w tym z SPD, jest wizją koszmarną. W połowie września odbędą się też wybory w landzie Berlin. – Rzeczywiście bardzo rzuca się w oczy, że bezpośrednio przed wyborami dochodzi do większej liczby zamachów. Bardzo prawdopodobne, że działają tu obce siły – poparł Fiedlera kolega partyjny Karl Lauterbach, były minister zdrowia, obecnie szef komisji badań naukowych w Bundestagu.
Czytaj więcej
AfD zapewne wygra wrześniowe wybory w Saksonii-Anhalt z dużą przewagą. Jeżeli utworzy rząd, przeprowadzi tam wielką rewolucję w edukacji, kulturze...
Fiedler zasugerował, o jakie siły może chodzić – o Rosję, która ma „kontakty z siatkami dżihadystów”, a jednocześnie umie „ukryć swoje wpływy”.
AfD o imigrantach i LGBT
AfD to niewątpliwie partia prorosyjska. Zamach partia przedstawia jako potwierdzenie słuszności krytyki niemieckiej polityki wobec imigrantów i muzułmanów. I zapewne uczyni z tego nośne hasło w wyborach we wschodnich landach. Jest to też – co ważne w kontekście ataku na paradę równości – partia głosząca, że „tradycyjna rodzina, składająca się z mężczyzny, kobiety i dzieci, musi stanowić podstawę kultury polityki rodzinnej naszego kraju”. Na dodatek część liderów ostro krytykuje „tęczową ideologię”, co wielu przeciwnikom kojarzy się z poglądami, które miał wyznawać zamachowiec. Sprawę komplikuje nieco to, że stojąca na czele partii Alice Weidel jest lesbijką, żyjącą w jednopłciowym związku partnerskim z urodzoną na Sri Lance Sarah Bossard. Weidel zapraszają na swoje wiece nawet najbardziej „antytęczowi” politycy AfD, bo jest popularna wśród elektoratu.
Część przeciwników AfD, na przykład postkomunistyczna Lewica z berlińskiej dzielnicy zamieszkanej w znacznej części przez muzułmanów, poszła tak daleko w reakcjach na zamach, że winę zrzuciła na prawicową przemoc, a o islamizmie nawet nie wspomniała.
Na to zareagował znany psycholog i pisarz Ahmad Mansour, jak o sobie pisze: niemiecko-arabsko-izraelski (urodził się w palestyńskiej rodzinie w Izraelu). – Każda próba nazwania problemu islamizmu jest relatywizowana ze strachu, że „źli” [czyli AfD] mogliby to wykorzystać – stwierdził Mansour, który od lat przestrzega przed radykalizacją wśród muzułmanów. I uważa, że islamiści czują się dobrze w Niemczech. „Gardzą naszym porządkiem, a jednocześnie wykorzystują wolność, którą się tu oferuje, by szerzyć swoją ideologię”.
Nie wiadomo jeszcze, jak zamach wpłynie na sondaże. Ostatnie przeprowadzone w zeszłym tygodniu w całym kraju pokazywały, że AfD utrzymuje się na pierwszym miejscu, mając poparcie 27-28 proc. Będąca na drugim miejscu współrządząca CDU/CSU ma stratę 6-7 punktów procentowych.