Wokół Szpitala Południowego narasta kolejny skandal związany z funkcjonowaniem placówki. Tym razem zarzuty dotyczą działań prowadzonych w prosektorium, które – według relacji świadków – miało funkcjonować bardziej jak prywatny zakład pogrzebowy niż część publicznego szpitala.
Z ustaleń Onetu wynika, że rodziny zmarłych były kierowane nie po kartę zgonu do sekretariatu oddziału lub działu statystyk, jak odbywa się to standardowo, lecz bezpośrednio do prosektorium. Tam formalności miały być prowadzone przez koordynatora.
Nieformalny cennik usług w prosektorium Szpitala Południowego
Według relacji świadków Habowski dysponował nieformalnym „cennikiem” usług. Za wydanie ciała pobierana miała być opłata w wysokości 100 zł. Ubranie ciała i zabiegi kosmetyczne kosztować miały od 500 zł wzwyż, balsamacja około 1000 zł, a polecenie rodzinie konkretnego zakładu pogrzebowego nawet 1500 zł. Pieniądze miały trafiać bezpośrednio do prywatnej kieszeni, bez pokwitowań i bez jakiejkolwiek ewidencji.
— Raz klient poprosił, żeby na każdą pozycję w fakturze przedstawić paragon, bo potrzebował go do wypłaty pieniędzy z banku. Poszliśmy z tym do Artura, żeby wystawił pokwitowanie za ubieranie ciała. Nigdy tego nie zrobił — mówi Onetowi właściciel jednego z zakładów pogrzebowych.
Jedna z rodzin relacjonuje, że po śmierci bliskiej osoby została skierowana do prosektorium, mimo że miała już wybrany zakład pogrzebowy. Na miejscu usłyszała, że odbiór ciała może się opóźnić. Ostatecznie – jak wynika z relacji – formalności zostały przyspieszone dopiero po przekazaniu gotówki pracownikowi prosektorium.
Czytaj więcej
Przepracowałem w ochronie zdrowia 45 lat i dużo widziałem, ale to, o czym niedawno usłyszałem, wprawiło mnie w kompletne zakłopotanie, osłupienie i...
Z relacji osób związanych z branżą funeralną wynika, że koordynator prosektorium miał wykorzystywać swoją pozycję do budowania nieformalnych relacji z zakładami pogrzebowymi. Firmy, które współpracowały z nim i akceptowały dodatkowe opłaty, mogły liczyć na sprawniejsze wydawanie ciał. Zakłady, które odmawiały współpracy, miały napotykać trudności i opóźnienia.
Według świadków dotyczyło to również usług, które w normalnych warunkach powinny być wykonywane wyłącznie przez zakłady pogrzebowe, a nie na terenie szpitala. Mowa o balsamacji, ubieraniu zwłok czy zabiegach tanatokosmetycznych.
Czytaj więcej
Na aferę w Szpitalu Południowym nie da się nałożyć podziału PiS-KO. Polaryzację rozszczelniają ludzkie potrzeby, w tym równy dostęp do usług public...
Byli dyrektorzy warszawskich szpitali podkreślają, że w prosektorium ciało powinno zostać jedynie przygotowane do odbioru — oczyszczone, zabezpieczone i umieszczone w chłodni. Wszystkie dalsze czynności powinny odbywać się poza szpitalem.
Tymczasem w Szpitalu Południowym, według relacji pracowników branży, wszystkie te czynności miały być wykonywane na miejscu. Pracownicy prosektorium mieli wykonywać dodatkowe zadania na polecenie przełożonego, mimo że nie wynikały one z zakresu ich obowiązków.
Szczególne kontrowersje budzi także kwestia przechowywania kart zgonu. Świadkowie twierdzą, że to właśnie dostęp do dokumentacji dawał możliwość kontaktu z rodzinami zmarłych i wpływania na ich decyzje w najtrudniejszym momencie.
Prokuratura bada sprawę Szpitala Południowego
Sprawą od kilku tygodni zajmuje się prokuratura. Jak wynika z dostępnych informacji, śledczy badają obecnie przede wszystkim wątek związany z możliwym fałszowaniem dokumentacji medycznej.
Według ustaleń zawiadomienie do prokuratury miał złożyć sam koordynator prosektorium. Miał twierdzić, że ktoś posłużył się jego pieczątką i wystawiał dokumenty bez jego wiedzy.
Część rozmówców uważa jednak, że w ten sposób uwaga organów ścigania została skierowana na poboczny wątek, podczas gdy zasadnicze pytania dotyczą możliwego handlu zwłokami oraz nielegalnego pobierania opłat od rodzin i zakładów pogrzebowych.
Czytaj więcej
Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie publikacji zdjęć z sekcji zwłok zamieszczanych w serwisach społecznościowych przez koordynato...
Przedstawiciele branży funeralnej twierdzą, że o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym mówiło się od dawna. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego Krzysztof Wolicki przyznaje w rozmowie z Onetem, że sygnały o sytuacji w placówce docierały do środowiska od co najmniej dwóch lat.
— Sygnały o tym, co się dzieje w Szpitalu Południowym, docierały do mnie od dwóch lat. Wystąpiłem z pytaniami o to, kto jest zatrudniony w prosektorium i czy ta osoba została wyłoniona w konkursie lub przetargu, ale zasłonili się tajemnicą. Zapytałem, ile było zgonów w poprzednich latach i jakie zakłady pogrzebowe odbierały ciała. Dostałem odpowiedź, że to tajemnica handlowa — powiedział.
Eksperci nie mają wątpliwości, że jeśli zarzuty się potwierdzą, sprawa może okazać się jedną z najpoważniejszych afer związanych z funkcjonowaniem publicznej ochrony zdrowia w ostatnich latach. Niektórzy porównują ją już do głośnej afery „łowców skór” z Łodzi.
Szpital Południowy dotąd nie odpowiedział na pytania dotyczące zasad funkcjonowania prosektorium ani zarzutów kierowanych pod adresem jego pracowników.