Niech żyje rewolucja: mieszkańcy Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Torwar” w Warszawie odwołali jej trzyosobowy zarząd – informuje „Gazeta Wyborcza”. O tym, że dokonali niemożliwego, najlepiej świadczy fakt, iż prezes pełnił tę funkcję od 25 lat. Walne zgromadzenie trwało 12 godzin, a poprzedzała je mobilizacja. Frekwencja była rekordowa i wyniosła 16 proc. To trzy razy więcej niż zazwyczaj. Dodatkowo mieszkańcy przegłosowali wstrzymanie kolejnej inwestycji – wcześniej władze spółdzielni zignorowały ich sprzeciw. Teraz „będą naciskać na radę nadzorczą i nowy zarząd, by przeprowadził audyt śledczy tak, jak to się stało w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej po zmianie władzy” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”. Do artykułu dołączona jest fotografia zaangażowanych mieszkańców – sprawa połączyła młodszych i starszych.
Historia numer dwa. 18 września 2025 r. podczas XVI sesji Rady Miejskiej w Warszawie upadł projekt Rafała Trzaskowskiego: prezydent chciał nocnego zakazu sprzedaży alkoholu, ale sprzeciwili się temu radni z jego własnej partii. Niespodziewanie dla Koalicji Obywatelskiej przyniosło jej to kryzys wizerunkowy, który wykraczał daleko poza stolicę. W oparciu o dane zebrane przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom serwis MamPrawoWiedzieć.pl podał wówczas, że nocną sprzedaż alkoholu ograniczyło blisko 200 gmin, a sondaż IBRiS pokazał 68-proc. poparcie społeczne dla takiego rozwiązania.
Wreszcie historia numer trzy, czyli opisane przez portal Zero.pl nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie. 28-letni lekarz, a jednocześnie radny Koalicji Obywatelskiej, zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. W placówce miała również istnieć szybka ścieżka dla VIP-ów.
A teraz łączymy kropki. Po pierwsze, polaryzacja nie opisuje polskiego społeczeństwa. A po drugie, zmiana jest oddolna – innego końca duopolu nie będzie.
Przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. Konfederacja i Razem będą rywalizować o ten sam elektorat
Na aferę w Szpitalu Południowym nie da się nałożyć podziału PiS-KO. Koalicji Obywatelskiej nie wystarczy komunikować Polakom: „A, bo PiS...”. Ani Prawu i Sprawiedliwości – zresztą pogubionemu – nie wystarczy zwracać się do wyborców: „A, bo KO...”. Polaryzację rozszczelniają ludzkie potrzeby, w tym równy dostęp do usług publicznych. A los duopolu rozstrzyga się na poziomie podstawowej jednostki zmitologizowanego samorządu terytorialnego, czyli w gminie. Ważniejszy jest dziś dwojako rozumiany podział na górę i dół: centrum–peryferie, władza–mieszkańcy.
Czytaj więcej
Dostaliśmy filmową historię, w której kobiety o zatrutych dłoniach próbują fizycznie wyeliminować kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego, a jeg...
Badania z Danii, Francji i Włoch (a podobne zostaną przeprowadzone w Polsce) dowodzą, że zwijanie usług publicznych na prowincji zwiększa poparcie partii antysystemowych – w szczególności radykalnie prawicowych. W tym sensie Konfederacja i Razem rywalizują dziś o ten sam elektorat. Świadczy to bardziej o potrzebie zmian i zainteresowaniu nowymi rozwiązaniami niż o przypisywanej zwłaszcza młodym wyborcom labilności. Choć propozycje Sławomira Mentzena i Adriana Zandberga są diametralnie różne.
Konfederacja i Razem zresztą to wiedzą – pierwsza partia buduje wizerunek nowego centrum, zwłaszcza obsługującego potrzeby nowej, czyli prowincjonalnej klasy średniej, a druga za rok chce wystartować sama.
Afera w Szpitalu Południowym pokazała, że duopolu PO-PiS już nie ma. Co nas czeka?
O tym, kto stworzy rząd w 2027 r. zdecydują zdolności koalicyjne. PiS ich nie ma, jeśli trzymać Jarosława Kaczyńskiego za słowo (deklaruje, że jego partia nie wejdzie w koalicję z Konfederacją Korony Polskiej). W którą stronę obróci się KO? Czy zdecyduje to o kształcie reform? A może przed nami rozdrobniony Sejm i rząd mniejszościowy, a w związku z tym chwilowe sojusze – od głosowania do głosowania?
W tym sensie duopolu już nie ma. Polityczna mozaika, która ułoży się w przyszłym roku, będzie tego dowodem, nawet jeśli to dwie największe partie osiągną w wyborach najlepsze wyniki.
A już na pewno nie będzie drugiej Joanny Szczepkowskiej, która ogłosi koniec polaryzacji (o ile polaryzacja w ogóle istnieje; reanimują ją wyłącznie politycy dwóch największych obozów oraz media tożsamościowe). Jest jak w przysłowiu o kropli drążącej skałę: Polska zmienia się i będzie zmieniać oddolnie, w wieloletniej perspektywie. A najciemniej jest przed świtem.
Ale zasadnicze pytanie brzmi: jeśli wektorem zmian są potrzeby mieszkańców gmin (mieszkalnictwo, transport, ochrona zdrowia, edukacja), to czy istnieje ratunek przed rozwiązaniami skrajnie wolnorynkowymi, które atomizują oraz pogłębiają nierówności społeczne? Zwłaszcza że może być trudno przekonać Polaków do zwiększania nakładów. Od lat liberalno-lewicowe środowiska przekonywały, że źródłem brunatnej fali ma się okazać duma, tymczasem skrajnie prawicowe ugrupowania rosną z zupełnie innego powodu.