Sprawa Andrija Gawryliwa wywołała duże poruszenie w Polsce po tym, jak influencer opublikował zdjęcia znad Morskiego Oka. Na fotografiach widać było go wraz z dziewczyną w pobliżu sportowego samochodu, którym mieli dotrzeć nad jezioro. Sam Gawryliw chwalił się, że udało im się wjechać tam autem, mimo że znajomi przekonywali go wcześniej, że nie jest to możliwe.

Czytaj więcej

Podatek od nieruchomości za fotowoltaikę. Wyjaśniamy, kogo naprawdę obejmie

Donald Tusk i MSWiA zapowiadają konsekwencje po rajdzie nad Morskie Oko

Droga nad Morskie Oko znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązuje zakaz ruchu prywatnych samochodów. Zdjęcia pokazujące, że Ukrainiec złamał ten zakaz szybko trafiły do sieci i wywołały falę krytyki. W sprawie zareagował nawet premier Donald Tusk, który poinformował, że zwrócił się do MSWiA o pilne wyjaśnienie okoliczności zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji.

Po reakcji premiera głos zabrał również szef MSWiA Marcin Kierwiński. Minister zapowiedział, że sprawca zostanie rozliczony, a na wniosek policji ma trafić na listę osób niepożądanych. Oznaczałoby to zakaz wjazdu na teren Polski przez 5 lat. Decyzję uzasadniano naruszeniem porządku publicznego oraz złamaniem przepisów obowiązujących na terenie parku narodowego. Jak informuje Polsat News, według Straży Granicznej decyzja o zakazie ponownego wjazdu do Polski równałaby się zakazowi wjazdu również do innych krajów strefy Schengen.

Czytaj więcej

Nie wszyscy wiedzą o tych dodatkach do emerytury. Nawet 1400 zł co miesiąc

Andrij Gawryliw przeprasza, ale kwestionuje karę

Gawryliw opublikował później nagranie ze Lwowa, w którym przedstawił swoją wersję wydarzeń. Tłumaczył, że wyjeżdżając z Krakowa, ustawił trasę do Morskiego Oka w nawigacji i po prostu podążał za jej wskazaniami. Według niego przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, ale był podniesiony. Influencer dodał, że po drodze nie spotkał pracowników parku, służb ani policji. Przyznał jednak, że nie zauważył znaku zakazu ruchu i bierze za to odpowiedzialność.

Jednocześnie podkreślił, że nikomu nie zrobił krzywdy, niczego nie ukradł i niczego nie zniszczył. Przeprosił osoby, które poczuły się urażone jego zachowaniem. Dodał, że wrócił już dobrowolnie do Ukrainy, więc nie można go deportować.

Mężczyzna uznał również, że jeśli chodzi o ewentualne ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium Polski przez następne 5 lat, jest ono bezpodstawne, ponieważ jego zdaniem sam wjazd do strefy objętej zakazem, bez popełnienia przestępstwa, nie powinien być podstawą do tak daleko idącej sankcji.