Duża część społeczeństwa jeszcze rozpamiętuje decyzję o pozbawieniu Amerykanów konstytucyjnego prawa gwarantującego dostęp do aborcji. Komentatorzy nie mają złudzeń: w rozpoczętej w poniedziałek kadencji decyzje SN, w którym na dziewięciu członków sześciu zaliczanych jest do konserwatystów, będą prowadziły do dalszego utrudniania dostępu do aborcji, ograniczenia praw środowisk LGBT czy ułatwienia w posiadaniu broni.

W sondażach sympatia dla SN jest rekordowo niska, a jego pozycja mocno zachwiana. Duża liczba respondentów uważa, że stał się zbyt konserwatywny. Prezydent Joe Biden i jego partia wykorzystują decyzję sądu dotyczącą aborcji, na którą latami liczyli konserwatywni Amerykanie, by rzucić cień na republikanów i ich ideologię w zbliżających się wyborach połówkowych.

Kręgi liberalne obawiają się fali ultrakonserwatywnych orzeczeń

Przewodniczący SN John Roberts broni swoich konserwatywnych kolegów, choć nie zawsze się z nimi zgadza, mówiąc, że mało popularne decyzje nie oznaczają, że wiarygodność sądu jest zagrożona. Z drugiej strony liberalna sędzia Elena Kagan bije na alarm, że kolejne orzeczenia dyktowane przez konserwatywnych sędziów mogą jeszcze pogłębić brak zaufania do SN.

– Nie jest dobrze dla prawa, jeżeli nowi sędziowie, nominowani przez nowego prezydenta, zaczynają odrzucać poprzednie orzeczenia tego organu – powiedziała Kagan. Dodaje, że „sąd nie powinien orzekać w sposób, który odzwierciedla jedną czy drugą ideologię polityczną”.

Niemniej jednak kręgi liberalne obawiają się fali ultrakonserwatywnych orzeczeń. W rozpoczynającej się kadencji sędziowie debatować będą m.in. nad zmianami w prawie imigracyjnym i o tym, czy uczelnie nadal mogą brać pod uwagę rasę kandydatów jako kryterium przy przyjmowaniu na studia. Jest ono stosowane od 1978 r., żeby ułatwić młodym czarnym Amerykanom uzyskanie wyższej edukacji. Sąd ponownie rozważy przepis zabraniający dyskryminacji na podstawie orientacji seksualnej oraz to, jak on się ma do praw właścicieli firm odmawiających świadczenia usług parom tej samej płci.

Dwie sprawy na wokandzie mogą zaważyć na wyborach w 2024 r.

Sędziowie wysłuchają też argumentów w sprawie ustawy o czystej wodzie. Po ostatniej decyzji SN ograniczającej Agencji Ochrony Środowiska możliwość ustalania przepisów dotyczących zanieczyszczeń powietrza komentatorzy przewidują, że i w przypadku wody decyzja sądu nie będzie pomyślna dla środowisk walczących o ochronę środowiska.

Dwie sprawy na wokandzie mogą zaważyć na wyborach w 2024 r. We wniosku złożonym w Karolinie Północnej republikanie chcą, aby SN odebrał sądom stanowym możliwość nadzorowania sposobu, a jaki przeprowadzane są wybory. Wniosek złożyli po tym, gdy sąd najwyższej instancji w tym stanie zakwestionował mapy kongresowe tak rozrysowane, że dają republikanom przewagę w wyborach.

Drugi wniosek dotyczący map wyborczych pochodzi z Alabamy. Decyzja w tej sprawie może podważyć to, w jaki sposób zostały rozrysowane dystrykty kongresowe, i wpłynąć na to, jak rozkłada się siła wyborcza w kilku stanach.

„Praktycznie rzecz biorąc, decyzje w tych dwóch sprawach mogą dać politykom możliwość do manipulowania granicami dystryktów dla korzyści jednej lub drugiej partii oraz możliwość decydowania o prawach do głosowania, w tym gdzie, jak i kiedy wyborcy mogą oddawać głosy” – pisze Politico.com. – Tak naprawdę na szali są podstawy demokracji – mówią Amerykanie skłaniający się ku poglądom liberalnym.