Maszyniści dwóch pociągów towarowych jadących w przeciwnym kierunku 22 września prawie jednocześnie wjechali na betonowe elementy przeszkody celowo umieszczone na torowisku.
Zgłoszenie wpłynęło do dyżurnego miejscowej policji o godzinie 18:45. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Łukowie otrzymał zgłoszenie o umieszczeniu przeszkód na torach kolejowych trasy Stoczek Łukowski – Łuków, na wysokości miejscowości Jedlanka (powiat łukowski, gmina Stoczek Łukowski).
W lokomotywach zostały uszkodzone zderzaki – „przednie zgarniacze” zabezpieczające koła przed najechaniem na przeszkodę. Żaden z maszynistów nie ucierpiał. Nie doszło do wykolejenia pociągu, ani uszkodzenia torów – ruch przywrócono po kilku godzinach.
„Na miejscu ujawniono bloczki betonowe pochodzące z rozbiórki peronu pobliskiej, nieczynnej stacji kolejowej. Elementy te zostały ułożone na torach nr 1 i 2, po których w przeciwnych kierunkach poruszały się pociągi towarowe (jeden skład przewoził kontenery, drugi był przygotowany do załadunku takich kontenerów)” – podała lubelska prokuratura. – To były elementy w kształcie litery „L”, bardzo ciężkie, ze zbrojonego betonu. Są bardzo ciężkie, trudne do przeniesienia przez jedną osobę – słyszymy od policjantów.
Czytaj więcej
„Akt dywersji”, „sabotaż”, „rosyjski ślad” – takie określenia towarzyszą dywersji na kolei, do której doszło na trasie Warszawa-Lublin w miejscowoś...
Ktoś zadał sobie sporo trudu, żeby cztery takie bloki zataszczyć na miejsce i położyć na każdej szynie kolejowej torów biegnących w przeciwnych kierunkach.
12-latek zatrzymany w sprawie betonowych bloków na torach. Czy ktoś go namawiał?
„Rzeczpospolita” ustaliła, że w sprawie zatrzymano 12-latka. Przesłuchany w obecności matki, przyznał się do aktu wandalizmu. Twierdził, że z nasypu – skarpy przy torach odpychał betonowe bloczki i tym sposobem zrzucał na tory. Podczas przesłuchania wszystko to opisał. – Braliśmy pod uwagę różne hipotezy, wyjaśnienie okazuje się kuriozalne – mówi nam jeden ze śledczych.
Jednak jak ustaliła „Rz” służby nie dopatrują się w tym aktu chuligańskiego, a zdarzenia o charakterze sabotażowym. Dlaczego? – Na chwilę obecną nie wygląda to na inspirację ze Wschodu, ale nie możemy niczego teraz przesądzić. Ustalamy prawdziwy motyw, czy była to czyjaś inspiracja, polecenie. I jaki był rzeczywisty cel. To zdarzenie ma cechy sabotażu, a nie wybryku chuligańskiego – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.
Czy rzeczywiście mogło to zrobić – zsunąć cztery uzbrojone betonowe części – dziecko? Wczoraj śledczy mówili nam, że bloczki są ciężkie i jedna osoba miałaby problem z ich przeniesieniem. Poza tym, bloczki były cztery – na czterech szynach torów.
Miejsce zdarzenia znajduje się w pobliżu dawnego dworca, który od lat stoi i niszczeje. Na tym fragmencie trasy kolejowej od dawna nie jeżdżą pociągi pasażerskie. – Do zabudowy mieszkaniowej wsi Jedlanka jest ok. 200 metrów, bliżej w odległości ok. 50 jest budynek pokolejowy, w którym mieszkają trzy rodziny. Nie sądzę, żeby coś widziały, ponieważ są tam krzaki, które zasłaniają widok – mówi nam Zbigniew Bogusz, zastępca wójta Gminy Stoczek Łukowski.
Torowisko, na którym podłożono betonowe bloki jest odległe od drogi krajowej o ok. 200 metrów.
PKP PLK nie odpowiada na pytanie o to, jakie pociągi jeżdżą po torach, na których znalazły się betonowe bloczki
PKP PLK odmawia odpowiedzi „Rz”, jakie pociągi towarowe, skąd i dokąd jeżdżą po tych torach. Czy przewożą pomoc humanitarną dla Ukrainy, czy są też przewozy specjalne, np. wojskowe? „Prosimy o kierowanie pytań w tym zakresie bezpośrednio do służb odpowiedzialnych za prowadzenie czynności dotyczących przedmiotowego zdarzenia” – odpisało nam PKP PLK.
Na miejsce ściągnięto funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz policyjnych pirotechników. „Pirotechnicy szczegółowo zbadali i zabezpieczyli teren, nie ujawniono żadnych materiałów wybuchowych. W oparciu o pierwsze czynności procesowe i analizę sposobu działania sprawców wstępnie wykluczono akt dywersji” – podał prok. Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, zastrzegając, że to wstępna ocena oparta na ustaleniach służb. Prokurator zaznaczył, że „wszystkie zgromadzone dowody wskazują, że zdarzenie miało charakter chuligański. W przeszłości miejscowa policja odnotowywała już na tym terenie epizodyczne incydenty o podobnym charakterze”.
Na czym polegały „podobne incydenty”? – Jakieś kamyki ktoś kiedyś położył na torach, ale to nie stwarzało zagrożenia, to rzecz nie do porównania z obecną – słyszymy od funkcjonariusza jednej ze służb. – Póki co jest to uznawane za akt wandalizmu. Ale dzisiaj jesteśmy w innej sytuacji geopolitycznej, więc wszystko jest możliwe – mówi nam zastępca wójta .
I zaznacza: - Teren gminy jest bezpieczny, z corocznej informacji składanej przez komendanta policji wynika, że statystyki przestępstw są malejące.
Polska infrastruktura kolejowa na celowniku rosyjskich służb
Infrastruktura kolejowa od dawna jest na celowniku rosyjskich służb. Początki sięgają 2023 r., kiedy funkcjonariusze ABW zaczęli rozbijać siatkę sabotażystów zakładających m.in. kamery przy liniach kolejowych na Podkarpaciu, którymi wożono pomoc humanitarną i wojskową dla Ukrainy, obserwowali dworce i lotniska w Jasionce.
– Już wówczas z naszych ustaleń wynikało, że werbowani do tych działań sabotażyści interesowali się tym, jak można pozyskać „płozy” pozwalające przestawić szyny, żeby pociąg wjechał na inny tor i się wykoleił czy zderzył z innym składem – wskazuje nam były oficer służb.
– Nie sądzę, żeby to był zwykły eksces chuligański. Nawet rozwydrzona młodzież wie, że za coś takiego można pójść siedzieć na długie lata. To raczej wygląda trochę jak próba zamaskowania prawdziwych sprawców, przekazania komunikatu w rodzaju „to nie my, to tylko chuligański wybryk” – komentuje nasz rozmówca. I zaznacza, że zanim dwa składy uderzyły w betonowe bloki na torach, trasą przejeżdżały inne składy. Pociągi mają kamery, mogły one coś utrwalić, przecież jakiś ruch musiał się odbywać, ci sprawcy jakoś musieli dostać się w to miejsce i to zapewne za dnia.
Po akcie sabotażu sprzed roku, w miejscowości Mika na Mazowszu, gdzie już „rasowi” dywersanci działający na polecenie Rosji uszkodzili tory, podkładając ładunek wybuchowy (potem wyjechali i są nieuchwytni do dziś), rząd zapowiedział operację TOR w ramach której tereny przy liniach kolejowych, zwłaszcza we wschodniej Polsce, będą patrolowane przez wojsko i policję.
– Skoro rząd wprowadził stopień zagrożenia terrorystycznego na terenie całego kraju, to w przypadku infrastruktury kolejowej, ten stopień jest oczko wyżej. Torowiska miały być monitorowane, miały być tam stałe patrole. A to jest ściana wschodnia, tędy wciąż jest transportowana pomoc militarna na Ukrainę, ale i humanitarna – podkreśla kolejny nasz rozmówca ze służb.
Do listopada decyzją premiera zostały przedłużone cztery stopnie alarmowe – w tym 2. stopień BRAVO w całym kraju oraz 3. stopień CHARLIE na części linii kolejowych.