Do zdarzenia doszło we wtorek wieczorem w miejscowości Jedlanka (powiat łukowski). Policja poinformowała, że dwa pociągi towarowe, jadące w przeciwnych kierunkach, najechały na leżące na torach betonowe bloczki.

Cytowany przez PAP asp. sztab. Marcin Józwik z łukowskiej policji przekazał, że w lokomotywach uszkodzone zostały przednie zgarniacze. Nie doszło do wykolejenia składów, nikt nie odniósł obrażeń, a na miejscu nie znaleziono materiałów wybuchowych.

Czytaj więcej

Operacja „TOR” na wschodzie Polski. Kim są ludzie, którzy fotografowali tory? Ujawniamy

Betonowe bloki na torach. O sprawie poinformowano ABW

Ruch kolejowy na trasie Dęblin–Łuków był w miejscu zdarzenia wstrzymany na kilka godzin. Aspirant Maciej Zdunek z Komendy Powiatowej Policji w Łukowie przekazał na antenie Polsat News, że do incydentu doszło na szlaku kolejowym, po którym kursują wyłącznie pociągi towarowe.

O sprawie poinformowano Centralne Biuro Śledcze Policji i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Śledztwo w sprawie incydentu wszczęła Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Rzecznik tej placówki Marcin Kozak powiedział PAP, że śledztwo prowadzone jest w kierunku sprowadzenia zagrożenia katastrofą w ruchu kolejowym. Z przekazanych przez niego informacji wynika, że rozłożone na torach betonowe bloki pochodziły z rozbiórki pobliskiej stacji kolejowej.

Rzecznik prokuratury oświadczył, iż po dokonaniu wstępnych ustaleń wykluczono, aby incydent w Jedlance stanowił „element działań terrorystycznych”. – Prawdopodobnie mamy do czynienia z wybrykiem chuligańskim. Podobne zdarzenia w przeszłości odnotowywała w tym miejscu policja – doprecyzował.

Czytaj więcej

Sabotaż na kolei. Porzucony wagon w Katowicach, „o włos od katastrofy na nieprawdopodobną skalę”

Donald Tusk komentuje incydent na torach w Jedlance: Nie wygląda to na profesjonalną akcję

Sprawę w rozmowie z Polsat News skomentował premier Donald Tusk. Powiedział, że o incydencie został powiadomiony bezzwłocznie i zadeklarował, że zdarzenie jest traktowane poważnie. – W każdej takiej sytuacji badamy bardzo dokładnie, czy istnieje podejrzenie sabotażu, czy głupoty ludzkiej, bo czasami i tak bywa, więc oczywiście będziemy informowali o tym zdarzeniu – oznajmił. – Pierwsze raporty nie są szczególnie alarmujące, bo nie wygląda to na jakąś bardzo profesjonalną akcję, ale nie lekceważymy żadnego takiego zdarzenia, tym bardziej, że znowu mogło dojść do dramatu – dodał.

Za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym grozi do 10 lat więzienia.