Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach jest surowszy niż orzeczenie częstochowskiego sądu, który kilka miesięcy temu wymierzył Tomaszowi J. karę 20 lat więzienia. 

Zaostrzenie kary uzasadniono okolicznościami popełnionej zbrodni. W marcu Sąd Okręgowy w Częstochowie uznał, że sprawca działał z zamiarem ewentualnym zabójstwa. Innego zdania była prokuratura, która uważa, że J. miał bezpośredni zamiar pozbawienia życia duchownego i domagała się kary dożywocia. Od wyroku z I instancji odwołała się także obrona, według której oskarżony nie miał zamiaru pozbawienia duchownego życia – chciał dokonać rozboju, a śmierć księdza była nieszczęśliwym wypadkiem.

Sędzia: sposób zadania śmierci był wyjątkowo drastyczny

Sąd Apelacyjny uznał, że sąd I instancji dokonał prawidłowych ustaleń, jednak biorąc pod uwagę okoliczności sprawy, wymierzył Tomaszowi J. zbyt łagodną karę. Podzielił pogląd sądu I instancji, że sprawca nie miał bezpośredniego zamiaru zabójstwa – świadczą o tym narzędzia, które zabrał na plebanię. – Nie było tam noża, nie było broni palnej, pałki do bejsbola, paralizatora. Tego typu narzędziami zazwyczaj posługują się osoby, które chcą dokonać pozbawienia życia – powiedział przewodniczący składu orzekającego Gwidon Jaworski.

Z drugiej strony – dodał sędzia Jaworski – sposób działania sprawcy oraz obrona zaatakowanego księdza sprawiły, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Owijając usta i nos księdza oraz krępując jego ręce, Tomasz J. godził się ze skutkiem śmiertelnym, choć wcześniej tego nie zakładał; mógł też zachować się inaczej, np. odepchnąć duchownego i uciec.

Czytaj więcej

Tragiczny finał sporu o umowę między proboszczem a kościelnym. Jest wyrok

Uzasadniając zaostrzenie kary, sędzia Jaworski powiedział, że ta, którą wymierzył sąd I instancji nie odzwierciedlała stopnia społecznej szkodliwości tego przestępstwa. Tomasz J. zaplanował rozbój, by ukraść znaczną sumę pieniędzy z kolędy, jego sytuacja nie uzasadniała popełnienia takiego przestępstwa. – Nie może być tak, że receptą na niepowodzenia biznesowe jest napadanie na kogokolwiek, ja już nie mówię o zabijaniu – podkreślił. Przepraszając obecnych na sali rozpraw braci ks. Dymka, sędzia powiedział, że sposób zadania duchownemu śmierci był wyjątkowo drastyczny, a ofiara cierpiała przez kilka minut, dusząc się.

Sędzia Jaworski odniósł się również do twierdzeń obrony, według której ks. Dymek mógłby żyć, gdyby policja od razu po przybyciu na miejsce napadu ruszyła mu z pomocą. Zwrócił uwagę, że policja już po kilku minutach pojawiła się w plebanii, z której jeden ze świadków usłyszał krzyki. – Tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności zdecydował, że ta interwencja nie zakończyła się – być może, bo tego nie możemy antycypować – bardziej szczęśliwie, uratowaniem ks. Dymka. Natomiast na pewno jest tak, że jedyną osobą odpowiedzialną za śmierć ks. Dymka jest oskarżony – podkreślił.

"Brat zmarł śmiercią męczeńską"

Brat zabitego księdza Andrzej Dymek, który był w procesie jednym z oskarżycieli posiłkowych, dziękował sądowi za wyrok, który w jego przekonaniu jest sprawiedliwy. – Uważaliśmy, że poprzedni był trochę za niski, chociaż jako rodzina jesteśmy chrześcijanami, nie ferujemy wyroków, scedowaliśmy to na sąd – powiedział dziennikarzom, ze łzami w oczach. Podkreślił, że Tomasz J. wyrządził ogromną krzywdę nie tylko całej rodzinie, ale też całej parafii. Jak dodawał, jego brat zmarł śmiercią męczeńską.

Prokurator Aleksander Piekacz wyraził zadowolenie, że sąd podwyższył wymiar kary. – Z satysfakcją przyjmujemy ten wyrok i cieszymy się, że sąd podwyższył karę na 30 lat – powiedział.

Obrońca Tomasza J. mec. Rafał Kowalski przyznał, że wyrok jest dla jego klienta niekorzystny. – Sąd miał prawo takie rozstrzygnięcie podjąć, a my mamy pełne prawo się z tym rozstrzygnięciem nie zgodzić – oznajmił adwokat. Zapowiedział, że obrona będzie rozważała kasację do Sądu Najwyższego.

Co wydarzyło się na plebanii w Kłobucku

Wieczorem 13 lutego 2025 r. dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku odebrał zgłoszenie, że z garażu plebanii przy ul. Kochanowskiego słychać wołanie o pomoc i odgłosy walki. Skierowani na miejsce policjanci zauważyli mężczyznę w kominiarce, który przeskoczył przez płot i wsiadł do samochodu. Wtedy jeden z policjantów wyjął kluczyk ze stacyjki auta i z pomocą innych mężczyzn obezwładnił kierowcę. Miał on przy sobie czarną kominiarkę, trytytki, sekator i przedmiot przypominający pistolet.

Po wejściu do garażu policjanci zauważyli leżącego na podłodze księdza ze skrępowanymi trytytkami rękami i owiniętymi taśmą foliową ustami i nosem. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził zgon duchownego, który miał 58 lat.

Jak wynika z ustaleń śledztwa, na chwilę przed napadem 52-letni Tomasz J. wszedł do otwartego garażu plebanii. Proboszcz został zaatakowany, gdy wjechał do garażu. Bronił się i wzywał pomocy, został jednak przewrócony przez sprawcę na podłogę. Następnie Tomasz J. skrępował mu ręce trytytkami i owinął głowę taśmą, co uniemożliwiło mu oddychanie. Potem sprawca przeszukiwał budynek plebanii, szukając pieniędzy i innych wartościowych przedmiotów.

Z zebranych w śledztwie dowodów wynika, że na krótko przed zabójstwem proboszcz zebrał od wiernych w formie datków znaczną kwotę. Jak podawały media, podczas mszy ksiądz podsumował dary zebrane w trakcie kolędy i poinformował, że było to 80 tys. zł. Prokuratura przedstawiła Tomaszowi J. zarzut zabójstwa duchownego i usiłowania rozboju na jego szkodę. J. nie był wcześniej karany.