Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Elblągu Ewa Ziębka poinformowała, że do umorzenia doszło z powodu braku możliwości ustalenia, co działo się z rzeźbą Adolfo Wildta od czasu jej kradzieży ćwierć wieku temu z parku w Dylewie w gminie Grunwald (województwo warmińsko-mazurskie) . – Nie udało się personalnie przypisać odpowiedzialności za tę kradzież – powiedziała prokurator i dodała, że decyzja ta jest już prawomocna.
Głowę ogrodnika Johanna Larassa, który stworzył park w Dylewie, Adolfo Wildt wyrzeźbił w trzytonowym bloku marmuru karraryjskiego w 1903 r. Nieznani sprawcy ukradli rzeźbę z zaniedbanego parku w 2001 r., o czym obszernie informowały media. Nie wiadomo nadal, w jaki sposób złodzieje dostali się do niej. Jak twierdzi Radio Olsztyn, rzeźba latami leżała przewrócona wśród zarośli. Teren wydawał się niedostępny nawet dla ciężkiego sprzętu, a tylko taki mógł ją przenieść. Rzeźba trafiła na międzynarodową listę skradzionych i poszukiwanych dzieł sztuki ważnych dla dziedzictwa kulturowego. Początkowo podejrzewano, że za kradzieżą stoją członkowie ekipy, która prowadziła w parku prace archeologiczne. Jedna z tych osób niesłusznie trafiła do aresztu, ale po wyjaśnieniach zwolniono ją, a sprawę umorzono z powodu niewykrycia sprawców.
Tajemniczy telefon ws. głowy Larassa
Nie wiadomo, co działo się z rzeźbą Wildta przez kolejne 25 lat. Sytuacja zmieniła się na początku tego roku. Do jednej z ekspertek z Muzeum Warmii i Mazur zadzwonił mężczyzna i powiedział, gdzie jest głowa Larassa. Wskazał posesję pod Warszawą. Muzealniczka zawiadomiła policję.
– Gdy jechałam na tę posesję, nie mogłam uwierzyć! Rzeźbę, której szukano od 25 lat, było widać z drogi. Była pięknie wyeksponowana, była ozdobą całej posesji, było ją widać z okazałego tarasu domu, z okien salonu. Przez tę posesję przewijało się sporo ludzi – powiedziała PAP ekspertka, która odebrała telefon od tajemniczego informatora.
Rzeźba ma kształt kwadratu o wymiarach 130 na 130 cm, jest głęboka na 60 cm. Okazało się, że marmur, z którego wykonał ją włoski rzeźbiarz, ma duży ciężar. Choć niewielka, ważyła 3 tony. Żeby zabrać ją z posesji i przewieźć do Muzeum Prus Górnych w Morągu, gdzie znajdują się inne rzeźby Wildta, muzealnicy musieli sprowadzić specjalistyczny sprzęt.
Prokuratura nie postawiła zarzutów właścicielom posesji, na której znaleziono rzeźbę
– Rzeźba była świetnie zachowana. Ktoś, kto ją miał na posesji, musiał zdawać sobie sprawę z tego, jak cenne dzieło sztuki posiada. Poza tym na licu rzeźby jest wyryty napis. Wystarczy go wpisać w wyszukiwarkę i już wyskakują wszelakie informacje na temat tego, z czym mamy do czynienia – powiedziała PAP muzealniczka.
Mimo takich okoliczności sprawy prokuratura w Ostródzie uznała, że nie da się udowodnić właścicielom posesji, na której znaleziono rzeźbę Wildta, celowego działania.
– Nie udało się ustalić, kto ponosi odpowiedzialność za kradzież rzeźby. Nie wiadomo, kto jaką rolę odegrał w tej sprawie – relacjonowała prokurator Ziębka.
Jak nieoficjalnie ustaliła PAP, w decyzji o umorzeniu śledczy wskazali m.in., że jedna z osób, która miała być zamieszana w bezpośrednią kradzież rzeźby z parku w Dylewie, zmarła. Właściciele posesji, na której znaleziono głowę Larassa, zapewnili śledczych, że kupili posiadłość już z rzeźbą i nie mieli świadomości, że posiadają ukradzione dzieło sztuki wycenione na 1 mln zł.
– Najważniejsze, że ta rzeźba wróciła do muzeum, to jest wręcz niewiarygodne! – powiedziała PAP muzealniczka zaangażowana w odzyskanie pracy Wildta. Dodała, że przez lata, gdy jej szukano, sądziła, że ktoś wywiózł głowę Larassa z Polski, bo jest to dzieło najwyższej klasy.
Dylewo z angielskim parkiem Larassa
Dylewo należało do rodziny von Rose od 1860 r., kupił je Ludwik Rose, architekt i budowniczy. On, a potem jego syn Franz uczynili z Dylewa jeden z nowocześnie zarządzanych majątków w Prusach Wschodnich. Obaj interesowali się sztuką, zwłaszcza Franz, który stworzył w Dylewie ważny dla tego regionu ośrodek kulturalny. Po śmierci ojca odziedziczył Dylewo i w krótkim czasie doprowadził majątek do ekonomicznego rozkwitu. Zelektryfikował go i skanalizował. W majątku pracowały nowoczesne tartaki, cegielnia, mleczarnia i gorzelnia. Od podstaw wybudowano wieś folwarczną.
Otoczenie pałacu stanowił park, zaprojektowany przez wybitnego architekta założeń ogrodowych Johanna Larassa, tworzony w latach 1879-1893 jako angielski park krajobrazowy. Jego kompozycja uznawana była za najświetniejsze założenie ogrodowe w ówczesnych Prusach Wschodnich. Park dylewski stanowił dzieło sztuki ogrodowej – ze stawami, wyspami, mostami, fontanną i zbiorem rzeźb. Był znanym miejscem wycieczek, wielokrotnie wymienianym w publikacjach Niemieckiego Towarzystwa Dendrologicznego jako przykład wspaniałej realizacji założenia parkowego mimo niesprzyjających warunków klimatycznych.
Wybitny rzeźbiarz pracował dla Dylewa na wyłączność
Franz Rose w dylewskim dworze i parku zgromadził na przełomie XIX i XX wieku kolekcję prac młodych, nieznanych jeszcze artystów, którzy na jego zamówienie kopiowali dzieła wielkich mistrzów, a także realizowali własne projekty. W kolekcji poczesne miejsce zajmował zbiór rzeźb Adolfa Wildta z czasu, zanim stał się on wybitnym przedstawicielem włoskiego modernizmu i symbolizmu.
W 1894 r. artysta wystawił w Mediolanie marmurowe popiersie swojej młodej żony. Praca, zatytułowana „Vedowa”, została kupiona do galerii Sztuki Nowoczesnej w Rzymie, gdzie zachwycił się nią Rose i postanowił odszukać autora. Przez 18 lat, do momentu śmierci Rose, artysta pracował dla Dylewa na wyłączność. Wykonał dla Franza Rose ponad 30 rzeźb, z czego większość stanowiły kopie mistrzów antyku i renesansu, część natomiast to oryginalne projekty artysty. Zgromadzona przez rodzinę Rose kolekcja sztuki uległa zniszczeniu, gdy dwór spłonął, a ocalałe z pożogi wyposażenie rozgrabiono. Nieliczne wywiezione rzeźby Wildta znalazły się w Monachium w posiadaniu potomków rodziny.
Muzeum Warmii i Mazur zostało depozytariuszem rzeźb artysty, wydobytych podczas prac archeologicznych zespołu pod kierunkiem prof. Tomasza Mikockiego (1954-2007) i poddanych żmudnemu procesowi konserwacji. Trafiły tu także skrzynie z posegregowanymi, oczyszczonymi fragmentami przepalonych, osypanych na skutek upływu czasu prac.