Do Sejmu trafiła przygotowana w Ministerstwie Sprawiedliwości propozycja dotycząca nowego przestępstwa cyberbullyingu wobec małoletnich. Czym właściwie jest to zjawisko i jakie zachowania obejmuje?

Możemy posłużyć się definicją, według której cyberprzemoc jest przemocą z użyciem urządzeń elektronicznych i internetu. Charakteryzuje ją nierównowaga sił i powtarzalność działań podejmowanych po to, żeby skrzywdzić drugą osobę. Tyle definicja, natomiast w potocznym rozumieniu powiedziałabym po prostu, że to powtarzalne dręczenie z użyciem internetu albo telefonu.

Formy cyberprzemocy są różne. To przede wszystkim agresja słowna – wyzywanie, obrażanie, ośmieszanie, poniżanie i groźby. Może chodzić także o publikowanie kompromitujących materiałów, cyberprzemoc o charakterze seksualnym, kradzież tożsamości, podszywanie się pod kogoś, wykluczanie z grup rówieśniczych czy tworzenie stron nastawionych na atakowanie konkretnej osoby. Warto też dodać, że nowe technologie nie stworzyły przemocy rówieśniczej. Ona istniała wcześniej, tylko przeniosła się do internetu, gdzie ma większy zasięg i może być bardziej uciążliwa.

Czytaj więcej

Jeden wpis w sieci wystarczy. Nowy pomysł na cyberprzemoc wobec dzieci

Internet jest niestety pełen przemocy, a coraz ważniejszym elementem stają się materiały wytwarzane przy użyciu sztucznej inteligencji. Dzieci i młodzież szybko sięgają po nowe narzędzia, ale nie zawsze rozumieją związane z nimi zagrożenia. Mogą być zarówno odbiorcami, jak i twórcami takich treści, nie zdając sobie w pełni sprawy, czym jest deepfake i jakie skutki może wywołać. Z badań, o których mówimy, wynika jednak nadal, że najczęstsze są bardziej tradycyjne formy, czyli wyzywanie, ośmieszanie, poniżanie czy szantażowanie.

Gdzie przebiega granica między cyberprzemocą a ostrym żartem lub konfliktem w internecie?

Przyznaję, że trudno odpowiedzieć na to jednoznacznie. Nie każde niewłaściwe zachowanie będziemy uznawać za przemoc. Znaczenie ma intencja nadawcy, ale trzeba też brać pod uwagę to, jak dane zachowanie odbiera osoba, do której jest skierowane. Granica jest płynna i zależy m.in. od wieku, doświadczenia i sposobu komunikowania się w danej grupie.

Czytaj więcej

Koniec social mediów dla najmłodszych? UE chce ustalić nowe zasady

Sama widzę różnice pokoleniowe. Zdarzało się, że ja odbierałam jakąś wypowiedź jako niewłaściwą, a młodsi koledzy i koleżanki z zespołu mówili: „Agnieszka, to jest nowa forma żartu, dlaczego się denerwujesz?”. To pokazuje, jak trudne jest odróżnienie żartu, trollingu i przemocy. Nie chodzi przy tym wyłącznie o różnice kulturowe czy narodowość. Ważniejsza jest normalizacja określonych zachowań w internecie. Skoro agresywny język jest widoczny wszędzie, przestaje zwracać uwagę. Komunikacja jest skrócona, pozbawiona form grzecznościowych, zanika dystans, a nadawca czuje się odważniejszy niż w bezpośrednim kontakcie.

Bardzo niepokojące jest to, że 17 proc. młodych ludzi nie potrafi powiedzieć, czy doświadczyło cyberprzemocy. Nawet gdy pytamy wprost o wyzywanie, ośmieszanie czy poniżanie, odpowiadają: „trudno powiedzieć”. Internet jest pełen takich treści i młodzi ludzie zaczynają tracić orientację, co jest akceptowalne, co stanowi przekroczenie ich granicy, a co mają uznać za normalne zachowanie. Mogą też myśleć, że nie powinni być nadwrażliwi. To właśnie zacieranie się granicy jest jednym z najważniejszych problemów.

Jak duża jest skala cyberprzemocy wśród dzieci i nastolatków?

Z badań NASK, m.in. ostatniego raportu „Nastolatki”, wynika, że ponad połowa młodych ludzi doświadczyła jakiejś formy cyberprzemocy. Trzeba przy tym pamiętać o wspomnianych 17 proc., którzy nie są w stanie określić, czy jej doświadczyli. Zjawisko nie jest więc marginalne i utrzymuje się na wysokim poziomie.

Ważna jest również częstotliwość. Co czwarty nastolatek mówi, że doświadcza takich zachowań częściej niż raz w miesiącu. Około 10 proc. wskazuje, że dzieje się to kilka razy w miesiącu, a 7 proc., że kilka razy w tygodniu. Można więc mówić o zjawisku cyklicznym. Sama przemoc rówieśnicza zawsze istniała, ale internet zwiększa jej zasięg. Treść może dotrzeć do bardzo wielu osób, pozostawać dostępna i wracać, dlatego doświadczenie przemocy bywa bardziej dotkliwe niż w świecie offline.

Z badań obejmujących osoby w wieku 13-17 lat nie wynika, żeby różnice między poszczególnymi rocznikami były szczególnie duże. Z perspektywy rodziców bardzo wrażliwy jest jednak wiek około 11-13 lat. Wtedy często przestają oni towarzyszyć dzieciom w świecie cyfrowym i mniej wiedzą o tym, co dzieci robią w sieci – to wnioski z nowego badania „Style Cyfrowego Rodzicielstwa”. Używam słowa „towarzyszyć”, bo nie chodzi wyłącznie o monitorowanie. Dziecko potrzebuje dorosłego, który rozumie jego cyfrowe środowisko i potrafi z nim rozmawiać.

Czytaj więcej

Komisja za większą ochroną dzieci w przepisach o usługach cyfrowych

Co młodzi ludzie robią, gdy doświadczają cyberprzemocy?

Najczęściej nikomu nic nie mówią. Rodzice są często przekonani, że kiedy pojawi się problem, dziecko przyjdzie i poprosi ich o pomoc. Tymczasem tak się zwykle nie dzieje. Jeżeli młodzi już komuś mówią, wybierają raczej znajomych, czasem kogoś z rodziny. Rzadko zwracają się do szkoły, a interwencja rodziców nie jest pierwszą rzeczą, która przychodzi im do głowy.

Możemy pytać, dlaczego tak jest. Być może uważają, że zgłoszenie niczego nie zmieni. Mogą też obawiać się reakcji dorosłych, która zostanie odebrana bardziej jako kara niż wsparcie. Dorosły słyszy, że coś wydarzyło się w internecie, i odpowiada: odcinam internet, bo usuwam źródło problemu. Tyle że to tak nie działa. Nie wyłączymy internetu z życia dzieci, które komunikują się tam z rówieśnikami, dowiadują się o świecie, obserwują innych i korzystają z sieci w nauce. To my stworzyliśmy ten świat i daliśmy im narzędzia. Nie możemy później powiedzieć, że jest to wyłącznie ich świat. To jest nasz wspólny świat, zaś odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci spoczywa na dorosłych.

Potrzebne są rozwiązania systemowe – jasne procedury dla rodziców, opiekunów i szkół. Kiedy dochodzi do przemocy w klasie, nie wystarczy nakrzyczeć na sprawcę. Szkoła musi wiedzieć, jak zareagować, a rodzic – gdzie może uzyskać pomoc i co zrobić dalej. Najważniejsza pozostaje edukacja i działanie, zanim wydarzy się coś poważnego, ale regulacje również są potrzebne, aby jasno określić, co jest dopuszczalne, a co nie.

Czytaj więcej

NIK: Polska nadal nie chroni dzieci w Internecie. Brakuje skutecznych przepisów

Czy cyberbullying może być jednorazowym działaniem?

W świecie offline, gdy przemoc jest jednorazowa, mówimy zwykle o incydencie. W środowisku cyfrowym sytuacja wygląda inaczej. Ktoś może tylko raz opublikować kompromitujące zdjęcie albo film, ale ten materiał pozostaje dostępny. Kolejne osoby mogą się na niego natknąć, udostępniać go, komentować i ponownie wprowadzać do obiegu. Działanie sprawcy jest jednorazowe, natomiast jego skutek ma charakter ciągły.

Dlatego w cyberprzemocy nie zawsze trzeba szukać powtarzalności rozumianej jako kolejne działania tej samej osoby. Powtarzalność może polegać na tym, że treść jest wielokrotnie odbierana przez następnych użytkowników, a osoba pokrzywdzona za każdym razem doświadcza jej skutków. Materiał opublikowany raz może wracać przez długi czas i docierać do coraz szerszego grona.

Trzeba więc odróżnić jednorazowość czynności od trwałości i uporczywości samego doświadczenia przemocy. W internecie pojedynczy akt może uruchomić proces, nad którym sprawca później nie ma już kontroli. To nie znaczy, że każdy pojedynczy komentarz należy od razu uznać za cyberbullying. Nadal trzeba brać pod uwagę jego treść, kontekst, intencję oraz sytuację osoby pokrzywdzonej. Specyfika sieci powoduje jednak, że brak kolejnych działań sprawcy nie musi oznaczać, że przemoc była jednorazowa także z perspektywy dziecka.