Z pełnej wersji artykułu się dowiesz:

  • Jakie obowiązki gmin w zakresie recyklingu i składowania odpadów wynikają z obecnych przepisów oraz jak mają się one zmieniać w kolejnych latach.
  • Jakie rozwiązania legislacyjne zaproponowano w projekcie nowelizacji i jakie skutki przewidziano dla postępowań oraz decyzji dotyczących kar.
  • Jakie czynniki wpływają na osiąganie wymaganych wskaźników i w jakim zakresie pozostają poza bezpośrednią kontrolą samorządów.
  • Jak zmieniają się propozycje dotyczące organizacji PSZOK-ów, w tym relacja między modelami stacjonarnymi i mobilnymi.

Obowiązujące dziś przepisy nakładają na gminy dwa kluczowe obowiązki dotyczące gospodarki odpadami. Pierwszy z nich to wymóg osiągnięcia recyklingu na poziomie 56 proc. w 2026 r. (w kolejnych latach następuje wzrost o jeden punkt procentowy do 65 proc. w 2035 r.). Drugi to limit składowania odpadów na poziomie 30 proc. za każdy rok w latach 2025–2029, 20 proc. w latach 2030–2034 i 10 proc. w 2035 r. Końcowe wskaźniki wynikają wprost z unijnych przepisów, które nie określają jednak wartości pośrednich. To domena polskiego ustawodawcy.

Samorządom będzie lżej

W praktyce rzadko który samorząd jest w stanie osiągnąć tak wyśrubowane normy. Resort klimatu wyszedł naprzeciw prośbom włodarzy i zapowiedział, że przy okazji uchwalenia ustawy wdrażającej rozszerzoną odpowiedzialność producenta (nr z wykazu: UC 100) obniży normy dotyczące poziomów recyklingu. Zgodnie z propozycjami zawartymi w tym rodzącym się w wielkich bólach akcie prawnym w 2026 r. samorządowcy będą musieli wykazać się recyklingiem na poziomie 52 proc., a w 2029 r. na poziomie 58proc. (po drodze co rok poziom będzie wzrastał o 2 pp.). Projekt UC 100 z uwagi na swoją główną materię budzi jednak kontrowersje w rządzącej koalicji i nic nie zapowiada jego rychłego uchwalenia.

56 proc.

takim poziomem recyklingu powinna wykazać się każda gmina w 2026 r.

30 proc.

tyle wynosi limit składowania odpadów w latach 2025 - 2029

Resort postanowił ulżyć więc gminom w sprawie składowania odpadów i korzystne dla nich rozwiązania zaszył w nowej (opublikowanej pod koniec zeszłego tygodnia) wersji projektu nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oznaczonej nr UD252. Chodzi o zniesienie kar za przekroczenie limitów składowania odpadów. To „odpowiedź na potrzebę dostosowania mechanizmów prawnych do aktualnego etapu rozwoju systemu oraz realnych możliwości jego uczestników, a także ma na celu ograniczenie nadmiernych obciążeń finansowych nakładanych na jednostki samorządu terytorialnego w sytuacji, gdy instrumenty wpływu na osiąganie tych poziomów pozostają częściowo poza ich bezpośrednią kontrolą” – czytamy w uzasadnieniu do projektu.

Czytaj więcej

Zapłacimy więcej za wywóz śmieci. To wina systemu kaucyjnego i rządu

MKiŚ wyjaśnia, że „przepisy dotyczące kar za nieosiągnięcie poziomu składowania miałyby zastosowanie po raz pierwszy do poziomów za rok 2025, a zatem nie były dotychczas stosowane w praktyce”. Po wejściu w życie nowelizacji organy nadzoru nie będą mogły nakładać nowych kar, dodatkowo spadnie na nie również „obowiązek uchylenia z urzędu decyzji o nałożeniu kary pieniężnej, jeżeli została ona wydana wyłącznie z powodu nieosiągnięcia poziomu składowania odpadów komunalnych za rok 2025. Rozwiązanie to eliminuje konieczność podejmowania przez gminy dodatkowych działań proceduralnych zmierzających do wzruszenia takich decyzji oraz zapewnia jednolite stosowanie nowych regulacji” – pisze resort w uzasadnieniu.

Wskaźniki straszyły gminy

– W przypadku kar za poziomy składowania problem był zasadniczy: gmina odpowiadała za efekt, który nie zależy wyłącznie od niej. O końcowym poziomie składowania decydują nie tylko mieszkańcy i organizacja selektywnej zbiórki, ale również dostępność instalacji, warunki rynkowe, koszty zagospodarowania czy sposób przetwarzania odpadów po ich odebraniu. W praktyce oznaczało to, że samorząd mógł ponosić sankcję finansową mimo ograniczonego wpływu na końcowy wynik. Z tego punktu widzenia wycofanie kar jest ruchem racjonalnym i oczekiwanym – ocenia Mariusz Marszał, zastępca dyrektora ds. legislacyjnych Związku Gmin Wiejskich RP. 

Samorządowcy są zgodni w ocenie tego rozwiązania. Według Marka Wójcika, pełnomocnika Związku Miast Polskich ds. legislacji to krok w dobrą stronę.

– Tego typu wskaźniki nie powinny straszyć samorządów. Mówiąc oględnie, mamy bardzo ograniczony wpływ na to, jak wygląda realizacja tych wskaźników. To, jak wygląda rynek odpadów, to w znacznej mierze efekt działań producentów i bez rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) niewiele jako samorządowcy będziemy mogli zdziałać w tym zakresie – mówi.

Podobnymi spostrzeżeniami dzieli się z „Rzeczpospolitą”, Piotr Szewczyk, prezes zarządu Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK).

– Rezygnacja z karania za niewypełnienie limitów składowania to rewelacyjna wiadomość. Obowiązujące dziś przepisy to przykład niczym nieuzasadnionej nadregulacji. Przed polskimi gminami stawia się bowiem wymagania znacznie wykraczające ponad to, czego oczekuje od nas UE. Polski ustawodawca nie poprzestał na wymaganym przez UE poziomie 10 proc. w 2035 r. Nie wiedzieć czemu wymyślił sobie, że mamy stopniowo dochodzić do tego poziomu. W latach 2025–2030 składowanie miało wynieść co najwyżej 30 proc. Niemal żadna polska gmina bez dostępu do spalarni nie byłaby w stanie dopełnić tego wymogu – zauważa Szewczyk.

Czytaj więcej

Wytyczne o greenwashingu ważniejsze niż ustawa. UOKiK wciąż nad nimi pracuje

Z kolei doradzający samorządom w sprawie odpadów prawnik Maciej Kiełbus, partner zarządzający w kancelarii Ziemski&Partners przypomina że wciąż nie rozwiązano kluczowego problemu i nie obniżono wymaganego poziomu recyklingu (za to już dziś karze się gminy). Powodem są przeciągające się prace nad projektem UC100.

Mariusz Marszał proponuje szersze spojrzenie i przekonuje, że samo zniesienie sankcji nie wystarczy, jeśli nie pójdzie za tym lepszy nadzór nad całym strumieniem odpadów i większa odpowiedzialność tych podmiotów, które faktycznie decydują o tym, co trafia do recyklingu, odzysku czy na składowisko. - Gminy nie powinny być karane za cudze decyzje, ale system jako całość nadal musi rozliczać rzeczywiste wyniki – podkreśla Marszał.

Motywacją brak kar

– Jeśli odejdziemy od karania za składowanie, to wówczas zdążymy do 2035 r. zbudować, by samoistnie rozwiązać ten problem. Niemcy albo kraje skandynawskie nie mają problemu nadmiernego składowania, bo spalają te odpady. Tymczasem w Polsce sam popiół, który wlicza się w limity składowania to ok. 2–3 mln ton rocznie w skali całej Polski – wskazuje prezes RIPOK.

W to, że brak kar zmotywuje samorządowców do stopniowego zmniejszania ilości składowanych odpadów nie wierzy Bartosz Malowaniec, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.

– Limity dotyczące składowania powinny pozostać. Oczywiście gminom jest trudno im sprostać i rozumiem te trudności, jednak prawo powinno motywować samorządowców do osiągania celów, które wyznacza przed nimi UE – zaleca Malowaniec.

Nie przybędzie PSZOK-ów

W pierwotnej wersji projektu ustawy UD252 przewidziano, że w gminach liczących powyżej 50 tys. mieszkańców PSZOK będzie lokalizowany według kryterium demograficznego (jeden punkt na 50 tys. mieszkańców) albo geograficznego (PSZOK co 5 km). Po konsultacjach resort wycofał się z tego rozwiązania. Zamiast niego zaproponował, by co najmniej raz na pół roku gminę objeżdżał mobilny PSZOK.

– Oceniam to negatywnie. Jeżeli chcemy uzyskiwać wysokie poziomy recyklingu, to musimy wychodzić naprzeciw potrzebom mieszkańców. PSZOK musi być łatwo dostępny, tak by mieszkańcy nie odczuwali niepotrzebnych niedogodności. System kaucyjny działa sprawnie, bo automaty do zwrotu butelek i puszek są na każdym kroku. Na podobnej zasadzie PSZOK nie powinien być rzadkością – mówi Bartosz Malowaniec.

Czytaj więcej

Wiceprezes NFOŚiGW: Jako Polacy mamy skłonność do kombinowania

Odmiennego zdania jest Mariusz Marszał. Według niego model z pierwotnej wersji projektu był prosty, ale tylko na papierze. W praktyce był zbyt mechaniczny. Nie uwzględniał rozproszonej zabudowy, lokalnych układów drogowych, sezonowości, współpracy międzygminnej ani mobilnych form zbiórki. W efekcie groził wymuszaniem kosztownych inwestycji tylko po to, by spełnić formalny parametr, a nie realnie poprawić dostępność systemu – zauważa Marszał.

Wtóruje mu Piotr Szewczyk.

– Ten pomysł był, delikatnie mówiąc, chybiony. Gdy to absurdalne rozwiązanie weszło w życie, to w samej Warszawie musiałoby powstać ok. 40 PSZOK-ów, a dziś jest ich pięć. Na 40 nie byłoby po prostu miejsca, ani zapotrzebowania. Gminy powinny być motywowane, a nie zmuszane do otwierania nowych PSZOK-ów – stwierdza.

W projekcie ustawy znalazły się również istotne zmiany względem wersji sprzed roku dotyczące możliwości zaskarżania do sądu uchwał rady gminy o wysokości stawek opłat za wywóz śmieci. Mieszkaniec dostanie na to sześć miesięcy (dziś nie ma ograniczeń czasowych), a sąd (jeśli przyzna rację skarżącemu) będzie mógł odroczyć wykonanie decyzji o kolejne pół roku (żeby gmina zdążyła przyjąć nową uchwałę). 

– Jest to niezwykle oryginalna propozycja, która wprowadza całkowicie nowe rozwiązanie dotyczące skutków prawomocnego wyroku sądu administracyjnego uwzględniającego skargę na akt prawa miejscowego –  ocenia mec. Kiełbus.