W piątek, 4 września, Sejm uchwalił ustawę zakazującą greenwashingu. Chodzi o posługiwanie się wprowadzającymi w błąd etykietami o „byciu eko” albo zapewnieniami, że produkt jest w „100 proc. biodegradowalny”. Choć teoretycznie już dziś wykorzystywanie tego typu nieprawdziwych sloganów jest karalne, to w praktyce, ścigając nadużycia, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) musi podpierać się ogólnymi przepisami chroniącymi konsumentów przed nieuczciwymi praktykami. Od 27 września 2027 r. greenwashing dołączy do listy czarnych praktyk handlowych jako osobna pozycja.
Produkt „eko” to nie to samo co „zielony” produkt
Uchwalaniu nowych przepisów towarzyszyły liczne kontrowersje. Podczas II czytania, w wyniku nacisku ze strony przedsiębiorców, zdecydowano o przesunięciu terminu wejścia w życie ustawy o rok (początkowo miała obowiązywać od 27 września). Posłowie opozycji wskazywali również na problem zbiegu kilku systemów certyfikacji i przekonywali, że przedsiębiorców oraz samych konsumentów czeka informacyjny chaos.
Czytaj więcej
Producenci posługujący się nieprawdziwymi twierdzeniami ekologicznymi będą karani od 27 września 2027 r. Projekt ustawy przygotowany przez prezesa...
Chodzi o to, że zgodnie z ustawą greenwashingową, twierdzenie o ekologicznym charakterze produktu powinno być poparte wiarygodnym certyfikatem wydawanym przez instytucję działającą zgodnie ze standardami unijnymi (dziś niektórzy producenci „eko” status swojego towaru potwierdzają dokumentami wydawanymi przez kontrolowane przez siebie instytuty). Jednocześnie w ramach innego reżimu prawnego, od 2012 r. wyprodukowana na terenie UE żywność „bio” jest znakowana tzw. zielonym listkiem. Dodatkowo, w rządzie trwają też prace nad projektem ustawy o stosowaniu znaku ekologicznego i określeń odnoszących się do produkcji ekologicznej w żywieniu zbiorowym (nr z wykazu: UD303).
Mnogość certyfikatów
Podczas II czytania projektu poseł PiS Paweł Sałek ironizował, że produkty powinny być oznakowane dwoma listkami – jeden z nich odnosiłby się do ekologicznej produkcji np. żywności, a drugi do całego produktu, czyli również jego opakowania. Obecny na posiedzeniu Daniel Mańkowski, wiceprezes UOKiK przekonywał, że mowa o dwóch różnych porządkach prawnych, które ze sobą nie kolidują. W podobnym tonie w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wypowiada się Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).
– Czym innym jest państwowy system certyfikacji żywności ekologicznej, a czym innym dobrowolne oświadczenia środowiskowe, które temu systemowi nie podlegają. Rolnik czy przetwórca, który spełnił wymogi państwowej certyfikacji dla produktów ekologicznych i może stosować zastrzeżony dla produktów ekologicznych symbol zielonego listka, wciąż będzie mógł się nim bezpiecznie posługiwać – wskazuje Gantner.
Podkreśla, że ustawa greenwashingowa dotyczy dobrowolnych oświadczeń dotyczących oddziaływania produktu lub usługi na środowisko oraz dobrowolnych prywatnych systemów certyfikacji (np. potwierdzających emisję CO2). Gantner przypomina również, że greenwashing jako praktyka wprowadzania w błąd jest zakazany od lat, a nowe przepisy mają jedynie pomóc przedsiębiorcom w stosowaniu ekologicznych oświadczeń tak, aby nie być posądzonymi o ekościemę.
– Nowe warunki dotyczą wielu aspektów komunikacji z konsumentem, w tym również tych stosowanych na opakowaniach – nazw, symboli, a nawet kolorów. Dotyczą również nowych zasad weryfikacji rzetelności certyfikatów stanowiących podstawę danego oświadczenia. Vacatio legis da czas UOKiK-owi na przeprowadzenie konsultacji z przedsiębiorcami i wspólne wypracowanie wytycznych jak wdrożyć właściwie nowe wymagania – przekonuje dyrektor generalny PFPŻ.
Branża potrzebuje wytycznych
– Wiele z zapisów zawartych w tekście ustawy jest wciąż niejednoznacznych i wymaga opracowania jasnych wytycznych. Dotyczy to m.in. stosowania certyfikatów środowiskowych i wiarygodności firm lub organizacji udzielających certyfikatów np. dotyczących biodegradowalności opakowań, śladu węglowego, itp. To powinno pomóc szczególnie MŚP w bezpiecznym używaniu takich certyfikatów i oświadczeń z nich wynikających. Bardzo pozytywnie należy przyjąć deklarację przedstawicieli UOKiK o ścisłej współpracy z przedsiębiorcami w tym zakresie. Z czasem powinna powstać lista bezpiecznych instytucji wydających tego typu certyfikaty, co byłoby niezwykle użyteczne dla wszystkich podmiotów niezależnie od ich wielkości – proponuje Andrzej Gantner.
Podczas prac legislacyjnych posłowie opozycji podawali w wątpliwość zasadność pozostawienia producentom możliwości uwiarygodnienia ekotwierdzenia za pomocą certyfikatu wydawanego przez prywatne instytucje spełniające ustawowe normy. Pokazywali, że koszt uzyskania, a następnie aktualizowania tego typu dokumentu sięga kilkudziesięciu tysięcy zł rocznie i zasili prywatne podmioty.
Czytaj więcej
Dane za pierwsze półrocze pokazują, że system kaucyjny odebrał gminom nawet połowę dochodów z plastiku i aluminium. Samorządowcy alarmują, że jeśli...
– Cel regulacji jest słuszny – konsument powinien mieć pewność, że określenia takie jak „eko”, „zielony” czy „przyjazny środowisku” mają pokrycie w faktach. POHiD popiera walkę z greenwashingiem. Trzeba jednak uważać, aby realizacja tego celu nie przerodziła się w tworzenie kolejnego kosztownego systemu certyfikatów, audytów i oznaczeń, którego koszt ostatecznie poniosą przedsiębiorcy i konsumenci. Nie każda rzetelna informacja środowiskowa powinna wymagać tworzenia nowego znaku czy certyfikatu. Regulacja powinna przede wszystkim eliminować informacje nierzetelne i wprowadzające w błąd, a nie zwiększać biurokrację [[–||–||konwencją redakcyjną, w funkcji myślnika oddzielającego wtrącenie należy stosować półpauzę (–), a nie dywiz (-).]] komentuje Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD).
– Liczyliśmy na to, że UOKiK przedstawi wytyczne uzupełniające przepisy ustawy greenwashingowej jeszcze przed jej uchwaleniem przez Sejm. Tak się jednak nie stało, co budzi pewne obawy. Oczekujemy więc, że dokument zostanie opublikowany w najbliższym czasie. Istotne jest, aby wytyczne z jednej strony skutecznie chroniły konsumentów przed greenwashingiem, a z drugiej były proporcjonalne, wykonalne i uwzględniały realia prowadzenia działalności gospodarczej. Nie powinny również generować po stronie przedsiębiorców niepotrzebnych kosztów ekonomicznych ani środowiskowych – apeluje Piotr Mazurek, zastępca dyrektora ds. Gospodarki o Obiegu Zamkniętym w Konfederacji Lewiatan.
Treści wytycznych wciąż jednak nikt nie zna, a to ich jakość będzie testem dla przepisów o greenwashingu.
– W znacznie większym stopniu to od nich niż od samych przepisów będzie zależało to, czy system informowania konsumenta o „zielonym” charakterze produktu zostanie uproszczony czy też utrudniony oraz to, co najważniejsze, czy będzie wiarygodny – przekonuje Gantner.
Czytaj więcej
Bez zmiany sposobu mówienia o odpadach tkwimy w miejscu, w którym jesteśmy, i jako Polacy płacimy dużo więcej, niż powinniśmy płacić – mówi „Rzeczp...
Zapytaliśmy UOKiK o to, czy producenci będą mogli zwracać się do niego w celu każdorazowego potwierdzenia, że dany instytut jest uprawniony do wydawania „zielonych” certyfikatów. Poprosiliśmy o wskazanie, czy UOKiK będzie wydawał swego rodzaju interpretacje przepisów potwierdzające, że dany instytut ma prawo wydawać „zielone certyfikaty”, czy też ocena w tym zakresie będzie leżała po stronie przedsiębiorcy na podstawie ogólnych wytycznych UOKiK-u. Do czasu publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Odpowiedzialność za fałszywe „eko”
Przedsiębiorcy nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za nawiązanie współpracy z niewłaściwą instytucją certyfikującą.
– Nie wyobrażam sobie, by wobec groźby gigantycznych kar, weryfikacja poprawności certyfikatu, bez zaakceptowanych przez UOKiK szczegółowych wytycznych, była bezpieczna dla przedsiębiorców – mówi dyrektor generalny PFPŻ.
Wątpliwości mnożą się również po stronie sprzedawców. Pytamy ich o to, kto odpowiada za wprowadzający konsumenta w błąd slogan – producent towaru, czy jego dystrybutor.
– Nie można tu automatycznie przyjąć, że odpowiedzialność zawsze ponosi sklep. W przypadku przepisów dotyczących greenwashingu zasadnicze znaczenie ma to, który przedsiębiorca stworzył i wykorzystuje zakwestionowany komunikat wobec konsumenta. Jeżeli producent umieszcza na swoim produkcie określone twierdzenie środowiskowe lub oznaczenie, to on powinien posiadać dokumentację i dowody potwierdzające jego prawdziwość. Jeżeli natomiast sieć handlowa sama tworzy taki przekaz, wykorzystuje go we własnej reklamie albo występuje jako właściciel marki własnej, zakres jej odpowiedzialności będzie odpowiednio większy – uważa Renata Juszkiewicz.