Moja znajoma, 63-letnia menedżerka z branży IT, nadal pracuje na pełny etat i na razie ani myśli o przejściu na emeryturę. Tym realnym, bo formalnie jest emerytką już od trzech lat. I twierdzi, że nigdy wcześniej nie miała tak wysokich dochodów, jak teraz. Całkiem niezłą emeryturę łączy z pensją z etatu, który po przejściu na emeryturę ponownie zaoferował jej pracodawca.
Z danych ZUS wynika, że wprawdzie w Polsce grupa pracujących emerytów rośnie (na koniec 2025 r. sięgała niemal 880 tys., o ponad połowę więcej niż dekadę wcześniej), a kobiety stanowiły 58 proc. z nich, to z reguły była to praca łączona z emeryturą.
Polki chcą być aktywne
Prędko się to nie zmieni, choć w badaniach spora część Polek przewiduje, że ich aktywność zawodowa nie skończy się wraz z 60. urodzinami. Ta grupa będzie rosła, i to nie tylko dlatego, że wycofanie się z rynku pracy w wieku 60 lat oznacza często gwałtowne obniżenie dochodów, szczególnie w przypadku pań z dłuższą przerwą na macierzyństwo i odchowanie dzieci. Drugi powód to fakt, że kobiety częściej niż mężczyźni pracują umysłowo i bardziej niż oni dbają o zdrowie. Łatwiej im więc wykonywać dotychczasową pracę.
Wątpię jednak, by to skłoniło większość aktywnych 60-latek do późniejszego przejścia na emeryturę, co często wynika z twardej ekonomicznej kalkulacji. Jak przypominają eksperci ds. ubezpieczeń społecznych, obecne regulacje wprowadzone w 2013 r. (gdy rząd PO poważnie przymierzał się do podwyższenia wieku emerytalnego kobiet) wręcz zachęcają panie będące członkami OFE do przechodzenia na emeryturę w wieku 60 lat i łączenia jej z pracą, dzięki prawu do okresowej emerytury kapitałowej. W rezultacie, gdy osiągną wiek emerytalny mężczyzn (65 lat), mogą liczyć na ponowne przeliczenie emerytury obejmujące waloryzację składek i kapitału początkowego.
Interes gospodarczy a polityczny
Powiedzmy sobie prawdę: za dyskusjami o podwyższeniu wieku emerytalnego kobiet częściej niż obawy o ich niskie dochody stoją obawy o skutki zmian demograficznych; w tym kurczącą się podaż pracy i rosnący deficyt finansów publicznych. Wszak w starzejącym się społeczeństwie emerytury będą pochłaniać coraz większą część wydatków państwa. A to kobiety żyją i utrzymują się z „pensji ZUS” dłużej.
Jednak pomimo analiz ekonomistów i petycji społecznych (składanych zwykle przez mężczyzn) wnioskujących o zrównanie wieku emerytalnego obu płci, szanse na jego podwyższenie u kobiet są niewielkie. Przyznał to zresztą prezes ZUS w niedawnej rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Wprawdzie w interesie finansów publicznych i młodych pokoleń powinniśmy zrównać wiek emerytalny do co najmniej 65 lat, ale do takiej zmiany nie są gotowi ani pracownicy, ani politycy, zwłaszcza mając perspektywę wyborów parlamentarnych w 2027 r.