Na te dwie biografie czekałam z zaciekawieniem. Bohaterami jednej z nich są działacz opozycyjny z czasów PRL-u Jacek Kuroń i jego żona Gajka; drugiej – artystka, która w latach 60. XX wieku zrobiła karierę w Las Vegas. Co te filmy łączy? W obu twórcy portretują ludzi, ale też czas, w jakim żyli.
Violetta Villas pokazana w filmie Karoliny Bielawskiej jako gwiazda muzyki i matka
Karolina Bielawska, autorka znakomitych dokumentów „Warszawa do wzięcia” i „Mów mi Marianna”, o fabularny debiut, którego bohaterką miała być Violetta Villas walczyła wiele lat. I warto było.
Czesława Gospodarek była prostą dziewczyną ze wsi, która w siermiężnych czasach PRL-u, dzięki niebywałemu wręcz głosowi, stała się gwiazdą. Najpierw, po wygraniu konkursów dla amatorów, nagrywała dla polskiej telewizji. W połowie lat 60. XX wieku trafiła do Paryża, a wreszcie do Las Vegas.
Jako Violetta Villas artystka zadziwiała mocą swojego głosu. Jej kariera przez lata to wybuchała, to cichła. Villas wydała kilka płyt, wracała z koncertami do Paryża, dawała recitale w Polsce. Ale coraz bardziej zagłębiała się w chorobę psychiczną, trafiała do szpitala, nie była w stanie normalnie funkcjonować.
Na kanwie jej życia mógł powstać mocny film o cenie za talent, o szantażu i nakłanianiu artystki do współpracy przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa, o ludziach, którzy naiwną kobietę wykorzystywali. I to wszystko w filmie Karoliny Bielawskiej jest. Ale w tle. Reżyserka zdecydowała się bowiem przede wszystkim opowiedzieć o relacji, jaką Villas miała ze swoim synem.
Już w pierwszych sekwencjach filmu pyzata dziewczyna idzie przez zaśnieżone pole na przystanek jadącego do Warszawy pekaesu. Niesie zawinięte w koc niemowlę. Ale matka wyrywa jej dziecko z rąk. Czesia zabierze je ze sobą dopiero po kilku latach, gdy wróci na chwilę na wieś, już po pierwszych sukcesach, które odniesie jako piosenkarka. Dalsze życie Violetty Villas autorzy filmu opowiedzą przez pryzmat relacji dziecka i matki.
Czytaj więcej
To przełom w oglądalności „Lalki” na świecie: 21 września polski serial debiutował na dziesiątej pozycji w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytani...
Relacje te są czasem pełne czułości, czasem bardzo bolesne, ale zawsze ważne. W tle odbija się świat: PRL ze swoimi agentami nakłaniającymi piosenkarkę do współpracy, mężczyźni i to, co zadecydowało o losie syna i matki – coraz mocniejsze lęki artystki, jej popadanie w obłęd.
Bielawska niezwykle sprawnie film zrealizowała, a grająca Villas Sandra Drzymalska jest absolutnie wspaniała. Rzadko zdarza się aktorka, która tak potrafi przyciągać uwagę widza, niezależnie od tego, czy gra artystkę, czy Izabelę Łęcką, czy wcześniej Simonę Kossak albo jedną z bohaterek „Sexify”.
Jacek Kuroń i jego żona Gajka. Historia o miłości w trudnych czasach
Druga prezentowana w konkursie o Złotego Lwa w Gdyni biografia to zrealizowana przez Piotra Domalewskiego „Nasza rewolucja”. Filmowi towarzyszy spór między producentami i scenarzystą Maciejem Pisukiem, który po poprawkach ekipy wycofał swoje nazwisko. Nie wiem, jaki był scenariusz pisarza, ale „Nasza rewolucja” jest filmem ciekawym.
Domalewski zastosował podobną metodę jak Bielawska. Opowiedział o życiu, małżeństwie, wielkiej miłości Jacka Kuronia i jego żony Gajki, a przez pryzmat ich losów i podejmowanych przez nich decyzji jest opowieść o Polsce.
Twórcy filmu skupili się na ciekawym czasie końca lat 70. i początku lat 80. XX wieku. Komitet Obrony Robotników, Solidarność, Wałęsa stojący na czele strajku w stoczni, stan wojenny i internowania opozycjonistów, zarzuty i więzienie dla Kuronia – wszystko w „Naszej rewolucji” jest. Ale widziane oczami kochającego się małżeństwa, nabiera bardzo ludzkiego wymiaru.
Za naszą wolnością, która przyszła w 1989 r., kryją się trudne losy tych, którzy kiedyś byli w stanie poświęcić dla niej bardzo wiele. Jak Gaja, która, ciężko chora, nie zdecydowała się na leczenie za granicą, bo wiedziała, że jej mąż potrzebny jest Polsce – w cierpiącym kraju, przez stan wojenny pozbawianym nadziei. To piękna opowieść, wzruszająca także dzięki świetnym kreacjom Arkadiusza Jakubika i Magdaleny Popławskiej.
Czytaj więcej
Pokaz „Dzikiego, dzikiego wschodu” Jana Holoubka - m. in. z Joanną Kulig i Robertem Więckiewiczem - otwiera 21 października Festiwal Polskich Filmó...
Mam wrażenie, że historia PRL-u pokazana tak, jak w „Violetcie Villas” i „Naszej rewolucji”, może trafić do młodych widzów, którzy o tamtym dramatycznym czasie sprzed pół wieku wiedzą bardzo mało. Próbować trzeba. Zwłaszcza, że historia lubi się niebezpiecznie powtarzać.