Scenariusz filmu, napisany przez Aleksandrę Takuską, powstał kilkanaście lat temu. Jan Holoubek przyznaje, że już wówczas był nim zainteresowany. Ale wiele lat trwało szukanie producenta i zbieranie środków na produkcję filmu.
Jan Holoubek po serialu proponuję wojenną fabułę
W tym czasie absolwent wydziału operatorskiego w łódzkiej PWSFTviT stał się ważną postacią w krajobrazie polskiego kina. Wyreżyserował kilka seriali – od kryminalnego „Rojsta”, przez znakomitą „Wielką wodę” o powodzi we Wrocławiu w 1997 r., aż do „Heweliusza” o zatonięciu polskiego promu u wybrzeży Rugii.
Równie ciekawy był jego debiut w fabule „25 lat niewinności” oparty na autentycznej historii Tomasza Komendy, który skazany za gwałt i morderstwo, jakiego nie popełnił, odsiedział w więzieniu ćwierć wieku. W kolejnym obrazie „Doppelganger. Sobowtór” reżyser zderzył życie dwóch mężczyzn – spokojnego faceta, który chce poznać tajemnicę swojego pochodzenia i szpiega, który przyjął jego nazwisko. To był film o bezwzględności służb specjalnych, zawiłościach losu, presji, jaką wywiera na ludzi historia, niszczycielskiej sile polityki totalitarnej. Ale przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości.
Teraz, wracając do scenariusza Aleksandry Takuskiej, Jan Holoubek porwał się na temat jeszcze trudniejszy: na opowieść o skomplikowanych wojennych losach na wschodzie Polski. Jest rok 1943. Do małego miasteczka, z którego Niemcy wywieźli wszystkich Żydów, przyjeżdża Martin Wolff – mężczyzna podający się za państwowego urzędnika. Ma wyjaśnić tajemnicę zniknięcia prawnika, który prowadził wiele żydowskich spraw. Krążą plotki, że znał on miejsce ukrycia poważnych ilości złota. Dziś jego mieszkanie zajęli inni ludzie.
Wolff odwiedza ich, kontaktuje się też z Kaimem – człowiekiem, który po wywiezieniu Żydów ma pilnować spraw ich majątku. Bo może w ogóle chodzi o inwentaryzację pożydowskiego majątku? Samym Wolffem z kolei zaczynają interesować się stacjonujący w miasteczku Niemcy. Bo kim on naprawdę jest? Holoubek jego tajemnicę zdradzi dopiero pod koniec filmu. Ale w tym filmie każdy z bohaterów jest znaczącą postacią. Od miejscowego administratora przez małżeństwo zagnieżdżone w pożydowskim mieszkaniu i oficerów SS aż do chłopaka, który w miejscowej karczmie rysuje komiks o Holokauście.
„Dziki, dziki wschód” – świat pogrążony w traumie
„Dziki, dziki wschód” jest opowieścią o czasach przynoszących zbiorową traumę. Pierwsi zagraniczni recenzenci, którzy obejrzeli film na festiwalu w Toronto, określają go jako połączenie kina noir z westernem. Bo oto przybysz nie bardzo wiadomo, skąd staje się w miasteczku ważnym graczem, tajemniczym indywiduum, które stara się zgłębić sekrety skrywane przez ludzi. Ale może najważniejsze jest to, że te sekrety ma tu każdy. Wojna ujawniła w ludziach najgorsze instynkty.
Gdy zniknęli Żydzi – sąsiedzi, którzy przez lata byli częścią społeczności – zaczęło się polowanie na to, co po nich zostało. Tu nie ma sprawiedliwych. Panuje atmosfera tajemnicy, niedopowiedzeń. W prowincjonalnym miasteczku na krańcu świata, w polsko-żydowsko-ukraińsko-niemieckim tyglu każdy ma swoje ukrywane interesy. I może okazać się kimś innym niż się wydaje. A przybysz? Facet, który podaje się za niemieckiego urzędnika, szukający tajemniczego złota? Kim jest naprawdę? Jaki dramat w sobie nosi? Przed czym ucieka? Za czym goni?
Czytaj więcej
Pokaz „Dzikiego, dzikiego Wschodu”, filmu fabularnego Jana Holoubka, zrealizowanego po sukcesie „Heweliusza”, otworzy 21 września Festiwal Polskich...
Dopiero na końcu Holoubek we wstrząsającym finale pokaże tragedię, która się za tym zagmatwanym światem kryje. Film ze wschodniego westernu zamieni się w tragedię przypominającą „Syna Szawła”. Tu już nie będzie niedopowiedzeń. Na całą wykreowaną przez Takuskę i Holoubka historię trzeba będzie spojrzeć inaczej, nadać jej nowe znaczenia.
Ciekawe kreacje Itaya Tirana, Roberta Więckiewicza, Joanny Kulig
To pewnie dobrze, że Jan Holoubek nie zrobił „Dzikiego, dzikiego wschodu” 13 lat temu, tylko dzisiaj, gdy jest już wytrawnym, sprawnym reżyserem. Na dodatek otoczonym świetnymi współpracownikami z jego stałym operatorem Bartłomiejem Kaczmarkiem na czele. Ale też znalazł Holoubek wyjątkowego aktora. Itay Tiran – sam żydowskiego pochodzenia – wniósł na ekran tajemnicę, niepokój kryjący się pod wystudiowanym, wyuczonym spokojem człowieka, który chcąc przeżyć odciął się od swojego świata. A wreszcie przerażenie, którego już nie da się ukryć. Interesujące role tworzą Robert Więckiewicz jako miejscowy administrator pożydowskiego majątku czy grający małżeństwo Piotr Trojan i Joanna Kulig.
„Dziki, dziki wschód” gdzieś u swoich podstaw wywołuje porównanie z dziełem Agnieszki Holland „Europa, Europa”. Ukrywanie tożsamości, żeby przetrwać? Tak, ale Salomon wiedział, kim jest, bohater Holoubka, jak się wydaje, chwilami zatraca tę świadomość. Wstrząs będzie potem tym silniejszy.
„Dziki, dziki wschód” to najbardziej ryzykowny z dotychczasowych filmów Jana Holoubka. Liczba jego wątków starczyłaby na co najmniej trzy różne opowieści. Dla jednych to będzie zarzut, dla innych pochwała. Ale co jest najważniejsze? Ten film zostawia w widzu niepokój. Może gdyby powstał kilkanaście lat temu, byłby spojrzeniem na historię. W dzisiejszym, pełnym wojen, konfliktów, nienawiści i pogardy świecie, jest ostrzeżeniem.