Ministerstwo Finansów ujawniło projekt nowej ustawy, która ma wzmocnić i uczynić bardziej przejrzystym system finansowy sektora publicznego.
Co czeka samorządy? Wprowadzenie we wszystkich wieloletnich prognoz finansowych. Mają one obejmować rok budżetowy i kolejne trzy lata. Uchwała rady w sprawie prognozy dotyczyć będzie: bieżących i majątkowych dochodów oraz wydatków budżetu, jego wyniku, przychodów i rozchodów. W załączniku do prognozy mają być określane limity wydatków i zobowiązań na wieloletnie przedsięwzięcia, programy i projekty samorządu.
Regulacje zaproponowane na wzór długofalowych planów finansowych państwa mają dotyczyć zarówno gmin liczących 5 tys. mieszkańców, jak i ponadstutysięcznych miast.
– Pewne rozwiązania, które sprawdzają się w dużych gminach czy miastach, w małych mogą być przerostem formy nad treścią – zauważa Alina Smagała, zastępca prezesa RIO w Lublinie.
Ministerialna reforma finansów publicznych zakłada ograniczenie form organizacyjno-prawnych w tym sektorze. W odniesieniu do samorządów oznacza to likwidację gospodarstw pomocniczych ich jednostek budżetowych oraz zniesienie funduszy celowych. Samorządowe zakłady budżetowe będą mogły działać w dziedzinach wymienionych w ustawie.
Zgodnie z projektem zadania gospodarstw pomocniczych przejmą jednostki budżetowe. Drugą możliwością będzie zlecenie ich wykonywania na zewnątrz, czyli zakup usług na rynku w formie zamówień publicznych.
Tylko w oświatowych jednostkach budżetowych samorządu ma pozostać instytucja rachunków dochodów własnych: wydzielonych rachunków bankowych dla gromadzenia dochodów określonych w uchwale rady.
Uchwała wskaże jednostki budżetowe, źródła ich dochodów, ich przeznaczenie (nie będą mogły finansować wynagrodzeń), sposób i tryb sporządzania planu finansowego oraz zakres i formę sprawozdania z jego wykonania.
– Jako gospodarstwa pomocnicze funkcjonują dziś np. warsztaty szkolne. Gospodarstwo to jakby małe przedsiębiorstwo, a rachunek pasuje raczej do nieregularnej działalności ubocznej, np. wynajmowania sal na szkolenia – komentuje Alina Smagała.
W sektorze państwowym zniesione mają być wszystkie zakłady budżetowe. To radykalne rozwiązanie zostanie złagodzone w sektorze samorządowym. Ministerstwo Finansów zgadza się na pozostawienie w nim zakładów działających w sferze komunalnej (gospodarka mieszkaniowa, zaopatrzenie w ciepło i gaz, wodociągi i kanalizacja, usuwanie ścieków i odpadów, utrzymanie czystości, prowadzenie wysypisk śmieci, cmentarzy, ogrodów zoologicznych, kultura fizyczna i sport, utrzymanie terenów rekreacyjnych i urządzeń sportowych).
Stanowczy jest natomiast zamiar likwidacji gminnych, powiatowych i wojewódzkich funduszy celowych oraz włączenie ich środków wprost do budżetów samorządów. Chodzi zwłaszcza o fundusze ochrony środowiska. U niektórych samorządowców rodzi to obawy, iż skutkiem braku odrębnych źródeł finansowania działań proekologicznych będzie zepchnięcie wydatków na ten cel na dalszy plan w polityce samorządów.
– Gminne fundusze mogą dotować m.in. mieszkańców podejmujących przedsięwzięcia służące ochronie środowiska, np. budowę przydomowych oczyszczalni ścieków, jeśli przewiduje to program uchwalony przez samorząd. Tego nie wolno natomiast robić z budżetu – wyjaśnia Alina Smagała.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora i.walencik@rp.pl
Wątpliwości budzi zamiar likwidacji funduszy celowych, zwłaszcza ochrony środowiska. Jestem prawie pewien, że ucierpią na tym te zadania. Fundusze gminne to nie są duże pieniądze, lecz można z nich dotować np. usuwanie eternitowych dachów czy przyłączenie do kanalizacji mieszkańców. Ułatwiają wspieranie koniecznych działań proekologicznych.
Dobrze, że kryterium oceny możliwości zaciągania kredytów ma być wysokość nadwyżki operacyjnej w konkretnej jednostce samorządu, a nie sztywne wskaźniki procentowe. Ale czy rzeczywiście w tych najmniejszych gminach konieczne są długofalowe prognozy finansowe? To rozwiązanie pasuje do dużych samorządów, w małych się nie sprawdzi, a przyniesie dużo dodatkowej pracy. Dla małych gmin najważniejszym problemem nie jest uporządkowanie finansów, lecz ich brak.