Jastrzębska Spółka Węglowa zorganizowała przetarg nieograniczony na dostawę m.in. szyn, rozjazdów torowych i podkładów. Po przeprowadzeniu tradycyjnej papierowej części zaprosiła wykonawców do aukcji elektronicznej. Przedsiębiorcy oferowali podczas niej coraz to niższą cenę.

Jedna z uczestniczących w niej firm twierdzi, że system aukcyjny w pewnym momencie odmówił posłuszeństwa. Nie przyjął bowiem podpisu elektronicznego i nie mogła ona złożyć tzw. kolejnego postąpienia, czyli zaproponować niższej niż konkurencja kwoty. Firma ta już następnego dnia przekazała JSW pismo zatytułowane "Reklamacja wykonawcy". Opisywała w nim swe problemy i domagała się unieważnienia wyników aukcji.

Zamawiający odpowiedział na pismo dopiero po kilkunastu dniach. Cztery dni później firma, która nie mogła wziąć udziału w aukcji, przesłała formalny protest. Później zaś złożyła odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej.

Zarzuty nie zostały rozpoznane. Skład orzekający uznał bowiem, że są spóźnione, i odwołanie odrzucił. Wykonawca przekonywał, że nie mógł wcześniej złożyć formalnego protestu, gdyż nie wiedział, czy zamawiający uzna wyniki aukcji. Gdyby tak się stało, protest byłby niepotrzebny. Dlatego też, jego zdaniem, dziesięciodniowy termin zaczął biec od otrzymania pisma od zamawiającego, w którym potwierdził on poprawność aukcji.

– Przyjęcie argumentacji odwołującego, że podstawą protestu była czynność zamawiającego polegająca na uznaniu prawidłowości przeprowadzenia aukcji elektronicznej, de facto prowadziłoby do przywrócenia terminu, co w świetle przepisów prawa zamówień publicznych jest niedopuszczalne – zaznaczył w uzasadnieniu postanowienia z 10 lipca przewodniczący składu Sylwester Kuchnio. – [b]Informacja przekazana odwołującemu jest bowiem wyłącznie odpowiedzią na zgłoszoną reklamację i nie stanowi o dokonaniu przez zamawiającego jakiejś odrębnej czynności w postępowaniu ani też o popełnieniu przez niego jakiegoś zaniechania[/b] – dodał.

Zdaniem Izby termin na wniesienie protestu należało liczyć od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie, czyli od dnia, gdy firma zaobserwowała wadliwe działanie systemu.

Skład orzekający zastanawiał się, czy pisma z reklamacją nie należałoby potraktować jako protestu. Gdyby nawet tak uznać, to i tak odwołanie należałoby odrzucić jako złożone po terminie. Zaczął on bowiem biec po dziesięciu dniach od przekazania reklamacji, gdyż brak reakcji zamawiającego w tym czasie oznaczał oddalenie protestu [b](sygn. akt KIO/UZP 981/09)[/b].