Jak informuje Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia", obie sędzie naraziły się rzecznikom dyscyplinarnym, gdyż pod koniec zeszłego roku zadały Sądowi Najwyższemu pytanie prawne, czy sędziowie powołani przez nową KRS mogą zasiadać w składach orzekających i wydawać orzeczenia. Pytanie było konsekwencją wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który uznał, że wybór nowej KRS nie gwarantuje niezależności wymiaru sprawiedliwości i jest sprzeczny z prawem unijnym. Potem potwierdził to Sąd Najwyższy, stwierdzając, że w obecnym kształcie KRS nie daje wymiarowi sprawiedliwości niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej.

Posiedzenie niejawne w sprawie katowickich sędzi zaplanowano na godzinę 15. Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia", a zarazem obrońca sędzi Janas, na początku posiedzenia złożył wniosek o przekazanie akt sprawy Izbie Karnej Sądu Najwyższego. Powodem była styczniowa uchwała Sądu Najwyższego, w której trzyizbowy skład SN uznał, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa krajowego i unijnego. Po tej uchwale Komisja Europejska złożyła wniosek do TSUE o zawieszenie działalności Izby Dyscyplinarnej.

Izba Dyscyplinarna odrzuciła wniosek Markiewicza, po czym ogłosiła przerwę aż do godz. 19.

- Skład Izby wiedział, że sędziowie Janas i Piotrowska są z Katowic i muszą wrócić do domu, bo we wtorek rano mają rozprawy. Powiedziałem nawet, że orzekanie po zmroku przypomina nocne procedowanie Sejmu, ale na nikim nie zrobiło to wrażenia. To kompletny brak szacunku dla ludzi – stwierdził sędzia Markiewicz.

Irena Piotrowska i Aleksandra Janas nie czekały do godz. 19. - gdyby zostały, nie miałyby gwarancji, że zdążą na ostatni pociąg odjeżdżający do Katowic o godz. 21.05.

Po przerwie Izba Dyscyplinarna nie podjęła żadnej decyzji, odroczyła sprawę bez wyznaczenia terminu kolejnego posiedzenia.