- Mechanizm warunkowości został przyjęty na właściwej podstawie prawnej, zachowuje spójność z procedurą ustanowioną w art. 7 TUE i nie przekracza granic kompetencji przyznanych Unii, a także szanuje zasadę pewności prawa - stwierdził TSUE. Orzekł też, że Polska ma zapłacić koszty postępowania przed Trybunałem - własne oraz koszty poniesione przez Parlament Europejski i Radę Unii Europejskiej.
Polska się zgodziła, a potem skarżyła
Wyrok, choć spodziewany, jest ciosem dla rządów Polski i Węgier, które podważają przyjęte 6 grudnia 2020 r. rozporządzenie 2020/2092, potocznie nazywane „pieniądze za praworządność". Zostało ono przyjęte po tym, gdy Rada Europejska, w której zasiadają premierzy lub prezydenci państw UE (także polski premier Mateusz Morawiecki), porozumieli się w sprawie wieloletniego budżetu, funduszu odbudowy oraz mechanizmu warunkowości. Zgodnie z tym porozumieniem Komisja Europejska, po ustaleniu, że doszło do naruszenia, może zaproponować rozpoczęcie procedury warunkowości wobec rządu UE, a następnie obniżyć lub zawiesić płatności na rzecz tego państwa członkowskiego z budżetu UE. Rozporządzenie w sprawie mechanizmu warunkowości w budżecie UE weszło w życie 1 stycznia 2021 roku.
Rządy Polski i Węgier w marcu 2021 r. wystąpiły do TSUE o orzeczenie nieważności rozporządzenia. Domagały się, by wypłata unijnych pieniędzy była uzależniona jedynie od obiektywnych i konkretnych warunków, jednoznacznie wynikających z przepisów prawa. Zarzuciły procedurze warunkowości, że tego rodzaju rozwiązania nie mają podstawy prawnej w Traktatach, ingerują w kompetencje państw członkowskich i naruszają prawo Unii Europejskiej.
Na początku grudnia ub.r. rzecznik generalny Trybunału UE Manuel Campos Sánchez-Bordona przedstawił swoją opinię na temat tych skarg. Jednoznaczną - mechanizm warunkowości został przyjęty na właściwej podstawie prawnej, a zarzuty Polski i Węgier należy oddalić. Wskazał m.in., że rozporządzenie to wymaga bezpośredniego związku między naruszeniem zasad państwa prawnego a wykonywaniem budżetu, dlatego nie ma zastosowania do każdego naruszenia praworządności. A procedura z art. 7 TUE wymaga istnienia poważnego i stałego naruszenia którejś z wartości UE, nie tylko państwa prawnego.
Czytaj więcej
W środę Trybunał Konstytucyjny rozpoczął badać wniosek o stwierdzenie niezgodności mechanizmu warunkowości z polską konstytucją. - Trybunał Konstyt...
Fundament wzajemnego zaufania
W postępowaniu przed TSUE żadne unijne państwo nie poparło stanowiska Polski i Węgier. W środę TSUE podzielił stanowisko rzecznika generalnego. Potwierdził także, że rozporządzenie o warunkowości może być stosowane tylko w ściśle określonej procedurze i pod określonymi warunkami.
- Przewidzianą w rozporządzeniu procedurę można zainicjować tylko wtedy, gdy istnieją uzasadnione powody, by uznać nie tylko, że w danym państwie członkowskim doszło do naruszeń zasad państwa prawnego, ale przede wszystkim, że naruszenia te wpływają lub stwarzają poważne ryzyko wpływu – w sposób wystarczająco bezpośredni – na należyte zarządzanie finansami w ramach budżetu Unii lub na ochronę jej interesów finansowych. Ponadto środki, jakie można przyjąć na podstawie owego rozporządzenia, odnoszą się wyłącznie do wykonywania budżetu Unii i wszystkie one mogą prowadzić do ograniczenia finansowania z tego budżetu stosownie do znaczenia, jakie dla wspomnianego budżetu mają taki wpływ lub takie poważne ryzyko wpływu. W rezultacie celem zaskarżonego rozporządzenia jest ochrona budżetu Unii przed wystarczająco bezpośrednim wpływem na niego naruszeń zasad państwa prawnego w państwie członkowskim, a nie samo w sobie nakładanie kar za takie naruszenia - zauważył TSUE.
Trybunał wskazał, że pojęcie „poważnego ryzyka” zostało doprecyzowane w przepisach finansowych Unii, a ewentualne sankcje muszą być proporcjonalne do stwierdzonego naruszenia. Podkreślił, że środki ochrony, jakie będzie można przyjąć, powinny być ściśle proporcjonalne do znaczenia stwierdzonego naruszenia dla budżetu Unii.
- Poszanowanie przez państwa członkowskie wspólnych wartości, na których opiera się Unia, które zostały określone i są przez te państwa podzielane, a zarazem definiują samą tożsamość Unii jako wspólnego tym państwom porządku prawnego, a wśród nich wartości państwa prawnego i solidarności, stanowi podwaliny wzajemnego zaufania między tymi państwami. Wobec tego, że to poszanowanie stanowi warunek korzystania ze wszystkich praw wynikających ze stosowania traktatów do danego państwa członkowskiego, Unia powinna być w stanie, w granicach swoich uprawnień, bronić tych wartości - przypomniał unijny Trybunał.
TSUE uściślił, że poszanowanie unijnych wartości nie może zostać sprowadzone do obowiązku, którego państwo kandydujące jest zobowiązane dopełnić tylko w celu przystąpienia do Unii, a od którego mogłoby się uchylić po przystąpieniu.
Decyzja należy do Ursuli von der Leyen
Skutkiem wyroku TSUE może być wstrzymanie wypłaty dla Polski środków z tzw. Funduszu Odbudowy (ok. 270 mld zł) oraz wszystkich pieniędzy należnych w ramach wieloletniego unijnego budżetu na lata 2021-2027 (ok. 440 mld zł).
- Nie ma już wymówek, by Komisja Europejska mogła się chować za dalszym opóźnieniem stosowania nowego prawa. Dzisiejszym werdyktem karencja dla Orbána i Kaczyńskiego wreszcie się skończyła. Komisja Europejska musi teraz wypełnić swój obowiązek prawny i zainicjować mechanizm rządów prawa — powiedział Moritz Koerner, eurodeputowany niemieckiej FDP.
PE przez wiele miesięcy, nieskutecznie, naciskał na Komisję, żeby ta rozpoczęła procedurę nie czekając na wyrok TSUE. Z prawnego punktu widzenia miał rację, ale von der Leyen złożyła Polsce i Węgrom obietnicę polityczną, że na ten wyrok zaczeka. Eurodeputowani w sprawie samego mechanizmu praworządności nie mają kompetencji decyzyjnych, ale mogą naciskać na Komisję w innych sprawach. Jeden pomysł już się pojawił.
- Parlament powinien zbadać możliwość odroczenia udzielenia absolutorium z budżetu Komisji, o ile Komisja nie uruchomi mechanizmu praworządności — powiedziała Terry Reintke, eurodeputowana Zielonych.
Wyrok otwiera drogę do rozpoczęcia formalnej procedury przeciw Polsce i Węgrom. Już w listopadzie KE wysłała do obu krajów listy z zestawem szczegółowych pytań dotyczących niezależności wymiaru sprawiedliwości.
Z wątpliwości podnoszonych przez Brukselę w dokumencie przekazanym Polsce wynika, że chodzi nie tylko o fundamentalne kwestie niezależności sędziów, czy wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyższości prawa krajowego nad unijnym. To jest bardzo ważne, bo Komisja pyta, jak w tym kontekście Polska może zagwarantować niezależne dochodzenia i bezstronne wyroki w sprawach dotyczących unijnych pieniędzy. Ale drąży dalej. Pyta dlaczego w okresie 2016-20 tylko 33 procent wniosków OLAF (unijnego biura antykorupcyjnego), znalazło swój finał w sądzie? OLAF bada prawidłowość wydawania unijnych pieniędzy, ale nie nie może występować bezpośrednio do krajowych sądów. Musi złożyć wniosek w prokuratorze i ta decyduje co dalej. W latach 2012-18 nadała ona bieg 79 proc. sprawom zgłoszonych przez OLAF, a w latach 2016-20 tylko 33 proc. To o tyle ważna, że Polska jako jeden z niewielu krajów UE nie zgłosiła akcesu do Europejskiej Prokuratury - nowej instytucji, która ma prawo badać sprawy związane z unijnymi pieniędzmi i ma prawo kierować wnioski do sądów. Bruksela musi mieć więc zaufanie do polskich prokuratorów i sędziów.
Rozpoczęcie procedury przeciw Polsce i Węgrom to teraz wyłączna decyzja Ursuli von der Leyen. Od momentu wysłania pierwszego formalnego pisma w tej sprawie do ewentualnego zawieszenia funduszy przez unijną Radę minie przynajmniej pół roku.
Sprawy C-156/21 i C-157/21
Czytaj więcej
Zarówno unijny, jak i polski Trybunał zajmą się oceną procedury warunkowości, pozwalającej Komisji Europejskiej blokować wypłaty unijne za naruszen...