Sędzia, który nie potrafi lub nie chce postępować zgodnie ze ślubowaniem, powinien odejść ze służby – zaapelowała I prezes Sądu Najwyższego w stanowisku opublikowanym na stronie SN w nocy z piątku na sobotę.

Popiera „nowych" i ostrzega „starych"

W oświadczeniu I prezes SN wyraziła poparcie dla sędziów ignorowanych przez niektórych „starych" sędziów powołanych przed 2018 r. oraz nieuznających ich orzeczeń. Uznała, że niedopuszczalne jest ich stygmatyzowanie, atakowanie i podważanie ich autorytetu, zasłużyli bowiem na awans dobrym przygotowaniem merytorycznym i ciężką codzienną pracą. Napisała, że to nie oni powinni się wstydzić, tylko ci sędziowie, którzy, uzurpując sobie rolę ustrojodawcy, podważają fundamenty polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński
Nowy (stary) pomysł PiS na wyciszenie SN

Przypomniała, że sędziemu nie wolno samowolnie podważać organów umocowanych w Konstytucji RP, gdyż łamałoby to zasadę trójpodziału władz. Pomijanie przez sędziego lub w inny sposób lekceważenie nieuchylonych przepisów lub wyroków Trybunału Konstytucyjnego stanowi sprzeniewierzenie się ślubowaniu sędziowskiemu. Tak samo odmowa orzekania z niektórymi sędziami.

Dlatego prezes Manowska apeluje do sędziów o wstrzemięźliwość i nieuleganie pokusie uzurpowania sobie tej władzy, której konstytucja sędziom nie przyznała. „Pycha jest wrogiem służby!" – dodała.

Zdaniem prezes SN lekceważenie przez sędziów konstytucji i innych aktów prawnych może prowadzić do sędziowskiej tyranii, której konsekwencje ponoszą zwykli obywatele. Takich aktów dopuszczają się m.in. „starzy" sędziowie powołani na podstawie procedury, której niekonstytucyjność stwierdził TK, np. w wyroku SK 56/07 z 27 maja 2008 r. (orzekał wtedy m.in Andrzej Rzepliński i Jerzy Stępień), ale nie było to podstawą do wzruszenia nominacji.

– Sędzia, który nie potrafi bądź świadomie nie chce, postępować zgodnie ze ślubowaniem powinien odejść ze służby – konkluduje I prezes SN.

Grożenie palcem

„Starzy" sędziowie krytycznie oceniają ten apel i nie wróżą, by sędziowie, którzy nie uznają nowych sędziów, zastosowali się do niego i odeszli z zawodu.

– Odbieram to oświadczenie o wyniesieniu się z SN jako grożenie palcem „starym" sędziom za wydanie orzeczeń kwestionujących umocowanie nowych sędziów, których I prezes się obawia. Nie sądzę, by to oświadczenie, może poza indywidualnymi przypadkami, wyciszyło spór o status „nowych" sędziów. Tu ważne są propozycje zmian w ustawach, gdyż sami sędziowie tego sporu nie rozwiążą – ocenia Michał Laskowski, prezes Izby Karnej.

– Trudno powiedzieć, jak na apel prezes Manowskiej zareagują poszczególni sędziowie, gdyż tu chodzi nie o jakieś widzimisię sędziego, ale poważny merytoryczny problem, konsekwencje dla obywateli, którzy mają prawo do bezstronnego sądu – to z kolei zdanie sędziego Dariusza Zawistowskiego, do niedawna prezesa Izby Cywilnej SN. – Dlaczego sędziowie, którzy zostali prawidłowo powołani, mieliby odejść za to, że stosują się do orzeczeń TSUE i ETPCz. Przedziwna jest też forma ogłaszania stanowiska I prezes w formie komunikatu: takie sprawy powinny być omawiane wcześniej w gronie sędziów, a nie przez media.

– Apel rozczarowuje, gdyż wielu sędziów przypuszczało jeszcze niedawno, że pani Manowska zrezygnuje ze stanowiska I prezesa i wróci do orzekania w Sądzie Apelacyjnym, przyczyniając się do powstrzymania chaosu i atmosfery zastraszania sędziów prawidłowo powołanych. Przypuszczam, że na apel zareaguje niewielka liczba sędziów, gdyż nawet część „nowych" wolałoby przejść weryfikację i mieć niekwestionowany status – mówi sędzia Waldemar Żurek, członek władz Stowarzyszenia Sędziów Themis, który ogłosił nieorzekanie z „nowymi" sędziami i kwestionowanie orzeczeń wydanych z ich udziałem.

Lista sędziów, którzy poparli to stanowisko i nie chcą orzekać z nominatami nowej KRS liczy 283 nazwiska.

Opinia dla "Rzeczpospolitej"

prof. Ewa Łętowska była rzecznik praw obywatelskich

Sędziowie stoją przed nierozwiązywalnym dylematem: albo narażą się na dyscyplinarki za odmowę orzekania z „nowymi sędziami", albo zaryzykują wydanie wyroku, który może być podważany. Tę iście diabelską alternatywę przedstawia się opinii publicznej jako rodzaj rebelii lub sobiepaństwa „wyjątkowej kasty", a chodzi o to, aby sędziowie nie uczestniczyli w wydawaniu orzeczeń, które nie zapewniają bezpieczeństwa prawnego (tym, których wyroki dotyczą, czyli nam, obywatelom). A skutki takich wyroków są narażone na podważenie, za co polskie państwo może płacić odszkodowania. Przecież nawet skierowanie pytań do Izby Cywilnej SN w kwestiach kredytów frankowych zostało uwikłane w ten spór. Bo co z odpowiedzi, jeżeli uchwała izby, z racji orzekania w „mieszanym składzie", nie daje gwarancji pewności. Wszak zależnie od uchwały, czy to frankowicze, czy to banki będą ją podważali. I mają szanse choćby na odszkodowanie ze Strasburga. Politycy, usiłujący „zarządzać" dyskursem prawniczym metodami politycznymi, wpakowali nas w chaos, którego katastrofalne skutki spadają na sędziów i sądową klientelę. „Za głupstwa królów płacą ich narody".