Kuriozalne fotografie, jak nazwał je na potrzeby wystawy, zaczął zbierać jeszcze jako uczeń liceum. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku wypatrzył na Jarmarku Dominikańskim kilka zdjęć z przełomu XIX i XX w.

– Jedna z nich przedstawiała panią w bardzo strojnej, secesyjnej sukni, trafiła później do jednego z moich obrazów. W ogóle z początku zbierałem zdjęcia jako „ściągi" do rysunków – zdradza Jacek Dehnel.

 

 

Z czasem pojedyncze fotografie zaczęły się układać w kolekcję, która ciekawie dopełnia wizerunek jej posiadacza – poety, prozaika, erudyty i laureata wielu nagród literackich, w tym  Paszportu „Polityki" w 2006 r.

Ile obiektów liczy dziś zbiór?  – Nie mam pojęcia – wyznaje  Dehnel. – Fotografie, w przeciwieństwie do innych zbiorów, zajmują na szczęście mało miejsca, część stoi na półce w albumach, ale większość jest upakowana ciasno w szufladach. Jeśli mam powiedzieć zatem, ile ich jest, to powiedziałbym: ze trzy szuflady, trochę w albumach, trochę na ścianach.

Z tego zbioru kolekcjoner postanowił pokazać 48 zdjęć stereoskopowych. – Zaledwie – podkreśla. – Ale tylko tyle jest miejsc w bębnie fotoplastikonu.

Już same tytuły  bywają intrygujące: „Rzut oka na życie

w morskich głębinach", „Rytmy taneczne na Samoa", „Ciężkie zapalenie spojówek", „Skaczący kociak, zdjęty w 1/200 sekundy" albo „Pół mili wieprzowiny...".

 

Czytaj więcej w Życiu Warszawy