Reklama

Dariusz Lasocki: Polityka to nie perfumeria, ale...

Prawo do krytyki nie może być utożsamiane z prawem do zniesławienia.
Dariusz Lasocki: Polityka to nie perfumeria, ale...

Foto: AdobeStock

Reklama

Szmata", „sprzedawczyk", „przestępca", „gnój", „polityczna prostytutka", „skorumpowany poseł", „kundel", „sk...syn", „świnia", „łajdak", „zdrajca". Tak, to język opisujący polityków, urzędników, prezydenta, ba, nawet osoby duchowne (czego nota bene nie zaznaliśmy w debacie w minionych dekadach). To język niektórych polityków, ale również wyborców ośmielonych do tego rodzaju wypowiedzi przez uczestników debaty publicznej w Polsce i na świecie. Setki razy zastanawiano się i pisano (prawnicy i publicyści) o ich zasadności i stosowności w sferze publicznej. Równoległa była dyskusja o (zdaniem większości) wyrugowaniu z systemu polskiego prawa karnego normy art. 212 kodeksu karnego stwierdzającej, iż „kto pomawia inną osobę (...) o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Pozostało jeszcze 90% artykułu

Czytaj treści PRO.RP.PL za 39 zł miesięcznie!

Zyskaj dostęp do rzetelnych analiz, opinii ekspertów i kluczowych prognoz gospodarczych. Poznaj fakty, które kształtują biznes, prawo oraz społeczeństwo.

Buduj swoją przewagę. Subskrybuj profesjonalne treści publikowane wyłącznie w pro.rp.pl.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama