Incydent może obejmować dane 18,8 mln osób i ponad 12 tys. placówek. Chodzi m.in. o numery PESEL, dane o receptach, lekach, wizytach i notatkach medycznych. Prezes UODO wszczął kontrolę w MyDr, która ma wykazać, czy stosowane zabezpieczenia były testowane pod kątem zmieniających się zagrożeń.

Administratorem danych jest przychodnia

Jak podaje „Rynek Zdrowia”, administratorem danych jest w tym przypadku gabinet, praktyka lub przychodnia i to te placówki ponoszą w pierwszej kolejności odpowiedzialność za wyciek danych pacjentów. MyDr działa natomiast jako podmiot przetwarzający. Prawnik Mariusz Busiło stwierdził, że lekarze powinni najpierw sprawdzić, czy korzystali z usług firmy MyDr, a następnie zweryfikować treść umowy zawartej z dostawcą systemu.

Czytaj więcej

Wyciek danych medycznych 19 mln Polaków. Kary grożą tysiącom przychodni

Jeśli umowa nie przewidywała wystarczających zabezpieczeń, a administratorzy nie zgłaszali zastrzeżeń, oznacza to, że wzięli na siebie ryzyko wycieku danych. W praktyce więc od zapisów w dokumencie zależy, czy dana placówka lub lekarz będzie w stanie wybronić się przed prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) i ewentualnymi roszczeniami pacjentów.

Dane pacjentów mogły być udostępniane podmiotom trzecim

Dodatkowe wątpliwości dotyczą infrastruktury, na której działał system MyDr. Mariusz Busiło w rozmowie z „Rynkiem Zdrowia” zwrócił uwagę, że była to usługa chmurowa korzystająca z infrastruktury podmiotów trzecich. Z upublicznionych umów, które MyDr zawarł z podmiotami leczniczymi, wynika, że wśród podwykonawców świadczących usługi chmurowe znaleźli się m.in. Google i Amazon.

Czytaj więcej

Wyciek danych nie daje podstaw do zmiany nr PESEL. Uwaga na fałszywe formularze

Ekspert podkreślił, że przekazywanie danych poza Europejski Obszar Gospodarczy podlega szczególnym wymogom RODO. Zwrócił też uwagę na amerykański Cloud Act, który w określonych przypadkach pozwala służbom USA żądać dostępu do danych elektronicznych firm mających siedzibę w Stanach Zjednoczonych, również wtedy, gdy dane są fizycznie przechowywane na serwerach w Europie. Nie wiadomo więc, kto i na jakich zasadach miał dostęp do danych medycznych Polaków.

Lekarz nie zawsze odpowie za wyciek danych

Jak pisaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”, placówki korzystające z systemu powinny teraz ustalić, czy wyciek objął dane ich pacjentów, przeprowadzić analizę ryzyka oraz – jeśli będzie to konieczne – zgłosić naruszenie do UODO i poinformować pacjentów.

Należy jednak wspomnieć o tym, że nie każdy lekarz odpowiada jako administrator danych. Specjalista działający z upoważnienia przychodni może jedynie przetwarzać dane w jej imieniu. Inaczej jest natomiast w przypadku indywidualnej praktyki lub lekarza będącego samodzielnym administratorem albo współadministratorem danych. Oprócz tego własną odpowiedzialność ponosi lekarz, który przetwarza dane w celu własnym, poza upoważnieniem.

Czytaj więcej

Prezes UODO: Jesteśmy jednym z najbardziej atakowanych państw na świecie