Przedsiębiorstwa z branż, które najmocniej ucierpiały na pandemii, dostosowują poziom zatrudnienia do nowych realiów. Jednocześnie w innych branżach coraz bardziej brakuje pracowników o odpowiednich kwalifikacjach.

Taki obraz rynku pracy wyłania się z najnowszych danych z sektora przedsiębiorstw, obejmującego podmioty z co najmniej dziesięcioma pracownikami i odpowiadającego za blisko 40 proc. całkowitego zatrudnienia w Polsce. W sierpniu przeciętne wynagrodzenie wzrosło tam o 9,5 proc. rok do roku, po 8,7 proc. w lipcu. Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści spodziewali się powtórki lipcowego wyniku.

Jednocześnie przeciętne zatrudnienie (przeliczone na pełne etaty) w sektorze przedsiębiorstw wzrosło tylko o 0,9 proc. rok do roku, po zwyżce o 1,8 proc. w lipcu. To najsłabszy wynik od kwietnia, gdy obowiązywało wiele ograniczeń aktywności ekonomicznej w związku z trzecią falą epidemii. Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści liczyli się z tym, że w sierpniu wzrost zatrudnienia rok do roku wyhamował, głównie za sprawą wyższej niż w poprzednich miesiącach bazy odniesienia (latem 2020 r. na rynku pracy trwało już ożywienie), ale przeciętnie spodziewali się wyniku na poziomie 1,1 proc.

Czytaj więcej

Praca w sieciowych platformach jak etat

W porównaniu z lipcem przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było w sierpniu o 9,7 tys. etatów mniejsze. To także największa zniżka od kwietnia. Wprawdzie w sierpniu do miesięcznych spadków zatrudnienia dochodziło często nawet w okresach bardzo dobrej koniunktury na rynku pracy, np. w 2019 r., ale tegoroczny był największy w historii danych. Tymczasem liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw wciąż jeszcze nie wróciła do poziomu sprzed pandemii. W minionym miesiącu wynosiła 6,35 mln, o 94 tys. mniej niż w lutym 2020 r.

Niemrawy wzrost zatrudnienia kontrastuje nie tylko z szybkim wzrostem płac, ale też z danymi wskazującymi na to, że zapotrzebowanie na pracowników pozostaje silne. – W sierpniu opublikowano w Polsce 318 tys. nowych ofert pracy, o 33,8 proc. więcej niż przed rokiem i 4,2 proc. więcej niż w sierpniu 2019 r., czyli przed pandemią. Firmy chcą szybko zwiększać zatrudnienie, by sprostać utrzymującemu się popytowi – zauważyli w piątkowym komentarzu Rafał Benecki i Dawid Pachucki z ING Banku Śląskiego.

Czytaj więcej

Coraz trudniej o pracowników. To efekt wysokiej inflacji

Dlaczego więc zatrudnienie nie rośnie? Firmy coraz częściej skarżą się na problemy z obsadzeniem wakatów. Z ankietowych badań wśród firm wynika jednak, że choć bariera niedoboru pracowników narasta, to wciąż nie jest tak duża jak przed pandemią, co jest spójne z niższym niż wtedy poziomem zatrudnienia. Ekonomiści zwracają jednak uwagę na to, że sytuacja mocno różni się w zależności od branży. Niektóre przedsiębiorstwa, które w trakcie pandemii korzystały z tarczy finansowej i były przez to zobligowane do utrzymania miejsc pracy, teraz pracowników zwalniają. Inne chciałyby zatrudniać, ale ludzi o innych kwalifikacjach niż ci zwalniani.

– Rynek pracodawcy się skończył, wraca rynek pracownika, ale tego o odpowiednich kompetencjach – oceniają analitycy z ING BSK. Szybki wzrost płac może też być w pewnym stopniu efektem korzystnego układu kalendarza (sierpień liczył dwa dni robocze więcej niż rok temu), ale też przejawem narastających żądań płacowych w związku z najwyższą od 20 lat inflacją. Już w II kwartale w badaniach NBP odsetek firm, które planują podwyżki płac, osiągnął poziom najwyższy od I kw. 2020 r., gdy był rekordowo wysoki.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ