Polityk z otoczenia Napieralskiego tłumaczy:

Chce uczciwie rozliczyć się z czterech lat kierowania partią. Tam za zamkniętymi drzwiami szczerze przyznaje się do błędów w tegorocznej kampanii, ale też przypomina o udanych wyborach do europarlamentu, samorządowych i prezydenckich. I powoli nastawienie do niego się zmienia. Coraz mniej ludzi go krytykuje.

Tomasz Kalita zapytany, czy szef SLD chce pozostać na stanowisku, powiedział:

Z tego, co wiem, jest zdecydowany złożyć dymisję 10 grudnia.

Warszawski polityk SLD jest zdziwiony:

To niebywałe, że do tej pory nikt się nie ujawnił jako potencjalny kandydat na przywódcę. Nawet nie ma żadnych obozów, które się zwykle tworzyły.

Lider śląskiego SLD, Zbigniew Zaborowski nie widzi w tym nic dziwnego:

Przecież mamy urzędującego lidera i póki się nie poda do dymisji, nikt inny się nie zgłosi.

A kandydatów nie ma wielu, w „Rzeczpospolitej” czytamy:

Na giełdzie nazwisk potencjalnych liderów pojawili się Jerzy Wenderlich, wicemarszałek Sejmu, i Grzegorz Joński, rzecznik Klubu SLD z pokolenia Napieralskiego. Wenderlich na pytanie, czy będzie walczył o przywództwo, odparł jednak: nie rozważałem tego. Joński według naszych rozmówców ma małe szanse na wybór, bo partia po doświadczeniach z Wojciechem Olejniczakiem i Napieralskim nie postawi na kolejnego trzydziestolatka.

Czy działacze wybaczą Grzegorzowi Napieralskiemu jego nieudolność podczas kampanii wyborczej i tak słaby wynik? Mogą nie mieć wyboru.