Reklama

Marek Siwiec wita Martina Schulza jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego

Europoseł SLD jest pełen zachwytu nad karierą handlarza książkami w maleńkiej miejscowości Würselen koło Akwizgranu, który właśnie obejmuje schedę po Jerzym Buzku w PE. Nawet nie czekał na zapowiadany na dziś oficjalny wybór Schultza
Marek Siwiec wita Martina Schulza jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego

Foto: W Sieci Opinii

Martin Schulz potrzebował 10 lat, aby zostać szefem frakcji socjalistów. Gdy rozpoczynałem swoją kadencję w 2004 roku, głosowałem właśnie na niego. Minione 7,5 roku mojej działalności związane jest z jego osobą. (…) Patrzyłem na jego umiejętności negocjacji, cierpliwe ważenie racji, ale zdarzało mu się też porządnie zdenerwować. Poza tym jest przyjacielski, wymagający, sprawny w działaniu i dość szybki. Te cechy pozwoliły mu skonsolidować moją frakcję, która choć nie najliczniejsza, głosuje spójnie i dzięki temu jest wpływowa. Przez prawie 18 lat Schulz doskonale poznał mechanizmy PE i ludzi, którzy je oliwią - pisze europoseł.

Siwiec przyznaje, że Schultz zabiegał o poparcie EPP bardziej niż socjalistów („bo nasze już miał”). Jest zresztą tajemnicą Poliszynela, że w zamian za 2,5 roku kadencji Polaka EPP (czytaj Kanclerz Merkel i PO) zgodziła się 2,5 roku przewodniczenia Niemca, tyle że socjalisty. Ale tu europoseł SLD widzi różnicę, bo Schultz „trafił też do polityki krajowej w Niemczech, bo jest członkiem prezydium SPD.”

W odróżnieniu od swego poprzednika będzie realizował starą, dobrze znaną zasadę Archimedesa: "Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię". Schulz wie, gdzie w PE są punkty podparcia. Wie, jak wykorzystać potencjał, ambicje, ale też kompleksy mojej instytucji. Będzie walczył jak lew o jedność Europy i dlatego musi skonfliktować się z państwami członkowskimi. Zapowiada walkę o silną pozycję PE i tu na pewno zyska zwolenników.

I zapowiada:

Będzie ciekawie.

Reklama
Reklama

PS. Martin Schulz zna Polskę. Wielokrotnie przypominał, ze jego żona pochodzi ze Szprotawy, a sam dumnie od czasu do czasu wygłasza kilka słów po polsku. Na przykład "dziękuję bardzo".

Łubu-dubu, łubu-dubu, niech żyje nam prezes naszego europejskiego klubu. To śpiewałem ja Marek Siwiec z Polen. No, ten z prawej na zdjęciu, z palcem. "Dziękuję bardzo".

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama