Zgodnie z Konstytucją oraz z wykładnią Trybunału Konstytucyjnego przy istniejącym układzie sił w parlamencie bez opozycji rząd Tuska nie może zmienić obecnego stanu prawnego naszej obecności w Unii Europejskiej, czyli traktatu lizbońskiego, na rzecz jakiegoś innego, jeszcze nieznanego związku państw regulowanego umowami międzyrządowymi. A my na taką rewolucję, jak zmiana suwerennego i podmiotowego udziału Polski w Unii na rzecz nieokreślonego statusu podległości w innym związku nigdy nie wyrazimy zgody.
Jarosław Kaczyński twierdzi, że należy rozpisać referendum:
Ale mimo że dysponujemy wystarczającą siłą, aby te nieodpowiedzialne i skrajnie niebezpieczne dla Polaków pomysły zablokować, uważam, że czas już, aby w tej arcyważnej sprawie głos zabrał Naród.
Referendum ma dotyczyć dwóch kwestii:
Czy chcemy ograniczenia, a być może zrzeczenia się suwerenności na rzecz nowych, niedemokratycznych instytucji międzynarodowych, które będą rościły sobie prawa do ustalania budżetu państwa, a więc wysokości podatków, płac i emerytur?
Czy chcemy utrzymania obecnego kształtu Unii Europejskiej, ustalonych reguł, w tym środków z funduszu spójności, z funduszy strukturalnych, dopłat, które mają zapewnić Polsce wyrównanie poziomu do państw, które nie podlegały sowieckiej dominacji?
Lider PiS pisze o groźnym paradoksie:
Wszyscy, którzy jak Sikorski wołają "więcej Niemiec w Europie", wzywają, aby poprzeć nie tylko przywództwo Berlina w eurolandzie, ale praktycznie działają, aby wspólna Europa zmniejszyła swój obszar i realną współpracę. Do obszaru podatnego na eksport niemieckich produktów, usług i technologii.
Unia nie powstała, aby centrum było obsługiwane przez peryferia. Fundusze spójności miały służyć wyrównywaniu poziomów produkcji i ekspansji, a nie tylko stylu życia. Kryzys eksplodował, kiedy te środki przestają obsługiwać wschodnie Niemcy, północno-wschodnią Francję, południową Hiszpanię, północną Portugalię i dużą część Grecji.
Kaczyński podkreśla:
I nie wszędzie udało się je użyć w celu poprawienia konkurencyjności. Eksport z tych regionów to nadal margines gospodarczego rozwoju tych państw. Łatwo można dostrzec w tej geografii związek między zagrożeniami eurolandu i niemiecką niechęcią do ponoszenia zagranicznych kosztów kryzysu.
Okazało się, że Niemcy nie są w stanie realnie obsłużyć tych regionów swoją eksportową ekspansją i nie zapewniają tym regionom normalnego, zrównoważonego gospodarczo rozwoju. Niemiecka gospodarka w skali eurolandu zawiodła, okazało się, że zaspokaja kosztem innych tylko własne potrzeby.