Paweł Graś w wywiadzie dla RFM FM tłumaczył, co tak naprawdę stało się w sprawie ACTA i dlaczego w Tokio umowa została podpisana:
Premier od pierwszego dnia mówił o podpisaniu 26 stycznia tej umowy. Już wtedy zapowiedział, że do pełnego wejścia w życie umowy potrzebny jest proces ratyfikacji i że ten proces, zgodnie z decyzją pana premiera, zostanie odłożony o co najmniej rok.
Na sugestię, że przecież ta decyzja nie ma żadnego znaczenia strategicznego, rzecznik rządu odpowiedział:
Ta decyzja ma znaczenie. Ten rok będzie poświęcony na rozmowę, na debatę z tymi, którzy zostali pominięci.
Graś skomentował także słowa ministra Rostowskiego, który stwierdził, że „sprawa ACTA tak jakoś wpadła pomiędzy wyborami”:
Jeśli mówimy o stronie formalnej, to rzeczywiście jest tak, że jako umowa międzynarodowa została przyjęta w trybie obiegowym w czasie dość niefortunnym - w tygodniu, w którym formował się rząd i na pierwszym jego posiedzeniu. Na usprawiedliwienie pana ministra Zdrojewskiego mogę powiedzieć, że w trybie obiegowym rząd przyjmuje ok. 2,5 tysiąca dokumentów rocznie. Nie jest to jakieś nadzwyczajne działanie, tylko przeważnie umowy międzynarodowe właśnie w takim trybie są przyjmowane i komuś zabrakło wyobraźni, żeby tę sprawę potraktować szczególnie. Ktoś się zagapił i pan premier mówił o tym wyraźnie. Nie był ze swoich ministrów zadowolony.
Czyli minister Zdrojewski się zagapił, a minister Boni nie wykazał odpowiedniej wrażliwości?
Nie jestem od przyklejania etykietek ministrom. Najważniejsze, że zostały wyciągnięte wnioski i że pan minister Boni rozmawiał podczas publicznej debaty w Sopocie. W poniedziałek będzie kolejna debata, w Kancelarii Premiera.
Jesteśmy konsekwentnie za tym, by budować taki złoty środek - między koniecznością ochrony praw własności intelektualnej, a sferą swobody i wolności w internecie, bo wszyscy jesteśmy internautami.
Wczoraj „nie ugniemy się”, dzisiaj „wszyscy jesteśmy internautami”. Strach pomyśleć, co będzie jutro.