To bardzo słaby, wręcz niezdarny początek drugiej kadencji tego rządu, co zresztą źle rokuje na przyszłość. Należałem do osób, które już wcześniej uważały, że Tusk chce wprawdzie przeczekać czas wyborczy i nie narażać się wyborcom jakimiś ostrymi posunięciami, ale, co zapowiadał w mniejszych lub większych gremiach, jest przygotowany do rządzenia, w drugiej kadencji ruszy z kopyta, zostawi, Bóg wie, jaki to dorobek.

Piskorski ostro ocenia poczynania rządu:

Słowo "partactwo" najbardziej przystaje do tego, co obserwujemy. Premier kompletnie nie zdaje sobie sprawy, z tego co się dzieje w poszczególnych resortach. (...) Tusk tym, co się stało, został kompletnie zaskoczony. I proszę zwrócić uwagę, że w pierwszych chwilach zachował się standardowo, tak jak z sukcesem zachowywał się w poprzednich latach. Mówił, że jest twardy, że się nie ugnie. (...) Donald Tusk sam jest za słaby merytorycznie, aby przewidzieć pewne rzeczy, a nie ma systemu ostrzegania przed partactwem.

Skąd błędy Donalda Tuska?

Uważam, że się rozleniwił. Wielokrotnie mówił, że nie ma z kim przegrać, że cokolwiek by się działo, i tak wygrywa. Przykładem było zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Mimo wszystkich perturbacji, trudności, Tusk wygrał te wybory osobiście, więc się w swoim poczuciu wszechwładzy upewnił. Czasami zaś liczy się stan emocjonalny lidera, a stan emocjonalny Tuska na koniec grudnia ubiegłego roku był taki: "Pana Boga za nogi złapaliśmy i trzymamy." Dlatego stracił czujność.

Piskorski tłumaczy, jak Tusk, jego zdaniem, pojmuje politykę:

Tusk kiedyś porównywał grę polityczną do ringu. Mówił, że zadaje się silne ciosy w prawo, w lewo. Wydaje mi się, że po tej serii zaskakujących dla niego ciosów w podbródek ocknął się. Zdał sobie sprawę, że przeciwnik jest teraz znacznie mniej wymierny i groźny. Gdyby przeciwnikiem był tylko Jarosław Kaczyński, poradziłby sobie. Jednak nadal reaguje standardowo, jak zawsze.

Jest problem, to zwołuje spotkanie, na którym jest głównym aktorem. Tusk doskonale rozmawia z ludźmi, nie obraża się, nie nadyma. (...) Donald ma zresztą takie narastające od lat przekonanie, że otoczony jest słabą ekipą i że za tą ekipę musi odrabiać lekcje.

O słabych stronach rządu:

Słabą stroną tego rządu jest, paradoksalnie, jego całkowite podporządkowanie premierowi. W tym rządzie znaleźli się ludzie, którzy nie są dla Tuska równorzędnymi parterami, tylko, z różnych powodów, są mu podlegli bardziej niż to wynika z zasad działania Rady Ministrów. Część to ludzie spoza polityki, młodzi i wiszący wyłącznie na premierze. Wielu innych stoi na czele resortów, które są dla nich nienaturalne.