Premier nazywa osoby szukające naprawy Trybunału symetrystami. W jego mniemaniu to obelga. Tak oto poszukiwanie wyjścia z kryzysu samo staje się podejrzane. Czy z takim nastawieniem, jakie Donald Tusk zaprezentował w orędziu, możliwy jest kompromis? Nie. Naprawa – tak, ale wyłącznie według reguł jego obozu. Na kompromis miejsca nie ma.

Reklama
Reklama

Premier ma rację, że nowi sędziowie zostali wybrani prawidłowo, a prezydent Karol Nawrocki powinien przyjąć od wszystkich ślubowanie, nie zaś przebierać jak w ulęgałkach. Prezes Bogdan Święczkowski powinien też dopuścić ich do orzekania. Wówczas nowi sędziowie mieliby większość i mogliby kształtować działania TK zgodnie z wolą tych, którzy ich wybrali. I właśnie to stanowi problem.

Kradzież torebki i teoria dublerów. Jak od wyboru sędziów przez PO w 2015 r. zaczęły się problemy TK

Prezydent nie działa jednak tak, by było zgodnie z prawem, tylko tak, by zaszkodzić rządowi. Czyli tak samo, jak działała większość sejmowa w 2015 r., która najpierw przyjęła ustawę, a następnie wybrała awansem pięciu sędziów, zamiast pozostawić ich wybór Sejmowi kolejnej kadencji. Posłużmy się porównaniem premiera: ukradli staruszce torebkę, po czym Trybunał nakazał zwrot tylko części zawartości – dwójki sędziów, a trójkę uznał za „ukradzionych legalnie”.

Czytaj więcej

Konflikt o Trybunał Konstytucyjny krok po kroku. Ściąga dla laika

Trybunał rozróżnił trójkę sędziów „listopadowych” i dwójkę „grudniowych” według kadencji Sejmu, w której opróżniały się stanowiska. Gdy uchwalano ustawę, nie znano jednak daty pierwszego posiedzenia nowego Sejmu. Prezydent mógł zwołać pierwsze posiedzenie wcześniej, lecz wyznaczył je na 12 listopada. W rezultacie kadencje trójki sędziów zakończyły się jeszcze za poprzedniego Sejmu. To miało w oczach Trybunału zalegalizować tę kradzież. W mojej ocenie rozumowanie stoi w sprzeczności z Konstytucją: o ocenie sejmowego wyboru miał pośrednio przesądzać prezydent – ustalając datę posiedzenia. Pisałem o tym w artykule w „Rzeczpospolitej” z 28 grudnia 2015 roku. Z wyroku wyrosła teoria „dublerów”, która na dekadę zatruła pracę Trybunału i atmosferę polityczną w Polsce.

Teoria niesędziów i dwa kościoły legalności. W niezależność sędziów TK już nikt nie wierzy

Sytuacja ta powtarza się zwykle wtedy, gdy zbliża się zmiana większości sędziów TK. Choć teoria głosi, że sędziowie mają być niezależni, w praktyce występuje ścisła korelacja między ich stanowiskiem a stanowiskiem większości, która ich wybrała. W niezależność nikt już nie wierzy, a sędziowie przez lata stali się instrumentami oddziaływania politycznego. Pytanie „jak byłoby sprawiedliwie?” ustąpiło pytaniu „komu to służy?”.

Sytuacja powtórzyła się w 2026 r. Sejm wybrał ośmioro sędziów TK, jednak prezydent odebrał ślubowanie tylko od trójki z nich, a od pozostałej piątki – nie, dopatrując się różnych wad w ich wyborze. Teorię „dublerów” zastąpiła teoria „niesędziów”. Powstały dwa kościoły, każdy z własną doktryną legalności. Dla ich wyznawców najbardziej podejrzani są ci, którzy nie zapisali się do żadnego: krytykują prezydenta za nieprzyjęcie ślubowania, ale nie chcą uznać doktryny niepokalanego poczęcia zmian w wyborze sędziów TK w 2015 r., od których zaczęły się dzisiejsze problemy.

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego

Foto: PAP

Czy Polsce w ogóle potrzebny jest sąd konstytucyjny? Może czas na lekcję z Holandii

I tak oto Trybunał, który miał kontrolować władzę, stał się jej łupem. Obozy polityczne nie szukają kandydatów kompromisowych, lecz stronników do walki z opozycją. Rozwiązanie ustrojowe można wskazać: wybór sędziów większością kwalifikowaną, wymuszającą porozumienie z opozycją. Problemem jest jednak brak gotowości do rezygnacji z jednostronnej kontroli nad TK. Trybunał ma być niezależny od przeciwnika, nie od nas.

Jeśli nie potrafimy uzgodnić zasad działania niezależnego TK, być może rozwiązaniem dla Polski jest model Holandii, gdzie nie ma osobnego sądu konstytucyjnego. Zamiast pytać wyłącznie, kto ma przejąć Trybunał, warto zapytać, po co obywatelowi instytucja traktowana jak partyjny łup.

Autor

Jacek Czaputowicz

Profesor na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 2018-2020 był ministrem spraw zagranicznych