Po piątkowej sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym Jarosław Królewski – prezes spółki technologicznej Synerise i właściciel klubu piłkarskiego Wisła Kraków – w mediach społecznościowych zaproponował utworzenie ponadpartyjnego zespołu, który opracowałby projekt reformy TK. „Skupmy się na przygotowaniu rozwiązania. Do współpracy zapraszam każdego, kto jest gotów wziąć odpowiedzialność za konkretne propozycje i podpisać się pod nimi imieniem i nazwiskiem - niezależnie od tego, czy jest mu bliżej do lewej, czy prawej strony sceny politycznej" - napisał.

Spory odzew

Jak powiedział Królewski w rozmowie z Business Insider Polska, propozycja spotkała się ze sporym odzewem ze strony przedsiębiorców, prawników i naukowców. Zapewnia, że inicjatywa nie ma na celu budowania ruchu politycznego lub wspierania jakiegoś już istniejącego. Królewski jest członkiem zarówno Rady Przyszłości przy Premierze, jak i Rady Biznesu przy Prezydencie RP.

— Chciałbym doprowadzić do powstania niezależnego, możliwie szerokiego i ponadpartyjnego zespołu ludzi o niekwestionowanych kompetencjach: konstytucjonalistów, prawników reprezentujących różne szkoły myślenia, przedstawicieli biznesu, nauki i być może byłych osób pełniących wysokie funkcje publiczne — powiedział.

Zaznaczył, że konieczne są działania. — Chciałbym, żebyśmy spróbowali przejść od diagnozowania konfliktu do zaprojektowania mechanizmu wyjścia z niego — mówił.

— Uważam, że Polska nie może pozwolić sobie na to, aby przez kolejne lata koncentrować większość energii na wojnach wewnętrznych. Świat wszedł w moment prawdy: technologiczny, gospodarczy i geopolityczny. W tej chwili rozgrywa się globalna rywalizacja o sztuczną inteligencję, kapitał, energię, bezpieczeństwo, infrastrukturę, dane i talenty. To właśnie tam będzie rozstrzygane, które państwa zyskają podmiotowość i przewagę w kolejnych dekadach — zaznaczył.

Czytaj więcej

Sędzia Korwin-Piotrowska: Po prostu Trybunał nie działał. Wyroki nie były wydawane

Cztery warunki

Królewski tłumaczył, że zespół musi działać pod pewnymi warunkami.

— Po pierwsze, propozycje powinny być bardzo konkretne — nie kolejna deklaracja czy apel, lecz rozwiązania, które da się przełożyć na przepisy i procedury. Po drugie, autorzy powinni podpisywać się pod nimi własnym nazwiskiem i brać za nie odpowiedzialność. Po trzecie, w zespole muszą znajdować się osoby mające różne spojrzenia na obecny konflikt konstytucyjny. Projekt przygotowany wyłącznie przez jedną stronę będzie z definicji projektem na jedną kadencję. I wreszcie po czwarte: kryterium sukcesu powinno być to, czy zaproponowany model nadal będziemy uważali za uczciwy, kiedy władzę będzie sprawował nasz polityczny przeciwnik. To moim zdaniem najprostszy test jakości instytucji państwa — ocenił.

Biznesmen dodał, że istotne jest uwzględnienie w całym procesie rozwoju technologicznego. — Nie twierdzę, że technologia zastąpi instytucje czy sędziów — nie zastąpi. Może jednak zmienić sposób, w jaki tworzymy prawo, analizujemy jego skutki, wykrywamy sprzeczności, zwiększamy przejrzystość procesu i budujemy zaufanie obywateli — powiedział.

— Państwa budują własne zdolności technologiczne, walczą o modele AI, półprzewodniki, energię, bezpieczeństwo i suwerenność cyfrową. Jeżeli przez kolejną dekadę będziemy zużywać energię na konflikty, których nie potrafimy domknąć, inni po prostu wykorzystają ten czas lepiej — dodał prezes Synerise.