Reklama

Król Bluesa nie żyje

Zmarł B.B. King, ostatni z wielkich bluesowego pokolenia gigantów, takich jak T-Bone Walker, Muddy Waters, Willie Dixon, Howlin’ Wolf, Junior Wells, czy John Lee Hooker.
Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Fotorzepa

Zmarł w Las Vegas, a nie w Memphis, czy Chicago, które to miasta, mateczniki czarnego bluesa byłyby odrobinę stosowniejsze. Był wokalistą, gitarzystą, a przede wszystkim bluesową osobistością.

Jowialny, zawsze uśmiechnięty tulił swoją gitarę o imieniu Lucille jak kobietę. Był najlepszym uczniem T-Bona, który zrewolucjonizował grę na gitarze elektrycznej i tym się różnił od innych gitarzystów swojego pokolenia, że traktował instrument nie jako riffowe uzupełnienie sekcji rytmicznej, ale przede wszystkim na potrzeby melodycznych solówek. Jego gitara śmiała się i płakała. Opowiadała i krzyczała. Grał niezwykle pięknie i czysto, bez obowiązkowych w późniejszych pokoleniach przystawek i efektów. Może lekki „delay", tylko tyle.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama