24 stycznia 2024 r. napisałam w „Rzeczpospolitej” o tym, czego boję się w kampanii prezydenckiej (wzniecania antyukraińskich nastrojów, darwinistycznych postulatów, trumpizacji polskiej polityki). Do wyborów parlamentarnych zostało mniej więcej półtora roku. Może jeśli nazwę swoje lęki, to je rozładuję. 

Reklama
Reklama

Boję się kampanii, której osią mogłoby być członkostwo Polski w Unii Europejskiej

„Skoro sprawa członkostwa w UE wymknęła się spod kontroli tak stabilnej – wydawało się – demokracji jak brytyjska, wymknie się jeszcze łatwiej znerwicowanej demokracji polskiej. David Cameron też był szczerym zwolennikiem członkostwa Wielkiej Brytanii w UE” – pointuje Konrad Szymański, który w „Plusie Minusie” opublikował moim zdaniem tekst dekady („Na drodze do polexitu”).

Czytaj więcej

Konrad Szymański: Polska weszła na drogę do polexitu

Boję się więc kampanii, której osią mogłoby być członkostwo Polski w Unii Europejskiej. To prawda: prawica – jak napisał Szymański – „dryfuje w ślepą uliczkę eurofobii”. Dryfuje, czyli jest już właściwie bezwiedna. Jednak liberałowie mogą popełnić błąd, zakładając, że, licząc w tej sprawie głosy, w realiach „znerwicowanej demokracji” muszą mieć ich więcej. PiS i KO stają naprzeciwko siebie niczym rewolwerowcy. Ale co jeśli kula zabłądzi? 

Boję się polaryzacji w kampanii 

Cześć polaryzacjo, moja stara „przyjaciółko”. PiS postawił na Przemysława Czarnka, który jest politykiem polaryzującym i w takich też tematach najlepiej się odnajdującym. Prawdopodobnie dwa główne obozy zatrudnią do obsługi kampanii swoją ulubioną specjalistkę – mobilizację. Prawica liczy na to, że Czarnek „pozbiera” wyborców, straconych wcześniej na rzecz jednej czy drugiej Konfederacji. Zaś koalicja rządowa będzie chciała zmobilizować tych rozczarowanych, strasząc Czarnkiem.

Boję się więc polaryzacji w kampanii. Jako wymówki. Jako najłatwiejszej interpretacji sytuacji polityczno-społecznej w Polsce. Jako potwora, który konsumuje wszystko, co tylko napotka na swojej drodze.

Co robić?

Po pierwsze, odmawiam komentarza, komu opłaca się lub nie temat członkostwa Polski w UE. Zabierzmy politykom zapałki, zamiast opisywać, jak ładnie się pali. Po drugie, powtórzę: spokój nas uratuje. Mam sentyment do tekstu, który oparłam o myśl Wojciecha Bonowicza z „Tygodnika Powszechnego”. Poeta napisał: „Nie da się pić wrzącej wody”

Polaryzacja? Dziękuję, postoję. W „znerwicowanej demokracji” podczas koszmarnie zapowiadającej się kampanii postaram się więc kupić bilet w strefie ciszy – zapraszam co piątek do przedziału.