To jest rodzaj afrontu wobec polskiego prezydenta. Andrzej Duda zaraz po amerykańskich wyborach prezydenckich 5 listopada szykował się do odwiedzenia Donalda Trumpa w jego letniej rezydencji w Mar-a-Lago na Florydzie. Do mediów przedostała się nawet informacja o niezwłocznym starcie prezydenckiego samolotu. Dwa miesiące później Duda wciąż czeka na zaproszenie od Trumpa. Ten przyjął już przywódców Argentyny, Węgier i Kanady.
Spotkanie z polskim prezydentem było Trumpowi na rękę w trakcie kampanii wyborczej. Dodawało powagi, gdy musiał mierzyć się z oskarżeniami o próbę zamachu stanu, korupcję i ukrywanie romansu z aktorką filmów porno. Teraz jednak, kiedy Trump już odzyskał Biały Dom, kontakty z Dudą, który za kilkanaście tygodni wpadnie w polityczny niebyt, nie na wiele mu służą.