Należałoby więc postawić tezę, że kryzys demokracji wynika z kryzysu czytelnictwa. Dotknął tego problemu Wojciech Kuczok na łamach „Wyborczej", dając do zrozumienia, że zwycięstwo prawicy, a co za tym naturalnie idzie – kryzys demokracji, jest skutkiem masowego udziału w wyborach pijaków. Tymczasem, jak wiadomo, pijacy nie czytają niczego.
Utwierdza w tym przekonaniu lektura świątecznej „Wyborczej" sprzed tygodnia. Rubryki poświęcone obronie demokracji zajmują już większą część numeru. Nic dziwnego – po tym, gdy pijacy wybrali nowy parlament, trzeźwa analiza sytuacji jest potrzebna jak lek na kaca.
Oto Krystian Lupa zauważa, że gdy połowa Polaków odmawia udziału w wyborach, na ich absencji korzystają „ludzie coraz marniejszego asortymentu". Dostrzega w tym analogię do początków Hitlera, którego również wybrali do władzy pijacy. Jakże zmieniły się Niemcy od tamtego czasu. Dziś ludzie czytają tam na potęgę i znacznie mniej piją. W najbardziej zapadłej dziurze zdumienie budzi ilość dostępnych tytułów prasy lokalnej i ogólnokrajowej. Można z tego wyciągnąć wniosek, nie wiadomo czy trafny, że Niemcy potrafią dokonywać świadomych wyborów przy urnie, bo zamiast sięgnąć po kolejną flaszkę, sięgają po kolejną gazetę. I wiedzą, co myśleć. Autorzy „Wyborczej" marzą o takim trzeźwym społeczeństwie. Na razie jednak jesteśmy na etapie hitlerowskim, gdy to pijacy decydują o losach kraju. Paweł Wroński dostrzega na tym tle ogromną popularność filozofii Carla Schmitta. Wskazuje, że niemiecki teoretyk państwa autorytarnego jest jedynym autorem, któremu udało się odciągnąć pijaków od flaszki. Skąd Wroński to wie, nie wiadomo. Pewnie widział pijaków chwiejących się pod jego bramą z flaszką w jednej ręce i egzemplarzem „Teologii politycznej" w drugiej. My przywykliśmy nie zwracać uwagi na pijaków i odwracać się do nich plecami, a to duży błąd. Bo w czasie, gdy demonstrujemy swoją dezaprobatę, oni wałkują Schmitta.
O ile głównym propagatorem nazistowskiej myśli jest – jak mogłoby wynikać z tekstu Wrońskiego – prezydent Duda, o tyle stojący za jego plecami Kaczyński to późny wnuk Lenina. Dla zamaskowania swojego uderzającego podobieństwa do dziadka (późnego dziadka) nigdy nie zapuścił bródki i zaczesuje ufarbowane na siwo włosy na czoło. Iljicza Kaczyńskiego zdradziła jednak fascynacja „Manifestem komunistycznym". Jak donosi autor tej przenikliwej analizy Stanisław Skarżyński, celem prezesa PiS jest powołanie komuny dążącej do zniszczenia burżuazyjnego państwa.
Fakty mówią same za siebie: czeka nas nazistowsko-bolszewicka dyktatura pijaków. Co z tym zrobić? Pewną sugestię daje inny tekst, tym razem poświęcony zamachowi na Rudiego Dutschkego – lidera studenckiej rewolty w Berlinie Zachodnim. Dutschke został postrzelony przez Josefa Bachmanna, robotnika i namiętnego czytelnika prasy kojarzonego w Niemczech z prawicą koncernu Axel Springer. Bachmann głęboko wierzył, że przysłuży się w ten sposób państwu i demokracji. Może zatem dobrze, że mamy kryzys czytelnictwa.