Grzegorz Schetyna, jedyny kandydat do przejęcia schedy w Platformie Obywatelskiej po Ewie Kopacz, chce zakończyć wojnę z biskupami. Publicznie ogłosił to we wtorek na antenie TVN 24.
– Musimy wrócić do rozmowy z Kościołem, źle się stało, że w ostatnim czasie staliśmy się takim czarnym ludem – mówił były szef MSZ w programie „Czarno na białym".
Nie była to pierwsza wypowiedź Schetyny na temat zakończenia wojny z Kościołem. W połowie grudnia na spotkaniu z działaczami PO w Nowym Sączu z jego ust padły takie słowa: „Niewybaczalnym jest, że Kościół mieliśmy przeciwko sobie, wracamy do centrum, na pozycje chadeckie. Odbudujemy dobre relacje z biskupami, nie damy się zepchnąć na pozycje lewackie, jak chciałby PiS".
Tego typu deklaracje nie są w PO nowością. O tym, że strategia partii w stosunku do Kościoła jest błędna, po cichu mówiło wielu działaczy. Ale publicznie nikt się nie odważył na krytykę liderów. W partii dominowała narracja narzucona swego czasu przez Donalda Tuska, który mówił, że „nie będzie klękał przed księdzem". Ten sam styl przyjęła Ewa Kopacz, która w połowie ubiegłego roku twardo mówiła, że „nie chce żyć w państwie wyznaniowym". W krytykowaniu hierarchów, wręcz ich obrażaniu, celował w PO Stefan Niesiołowski. To on mówił, że biskupi kłamią i szerzą nienawiść, są pisowską sektą.
Frontów wojny PO z Kościołem było w minionych latach sporo. Zaczęło się od sporu o krzyż smoleński na Krakowskim Przedmieściu. Kilka dni po nieudanej próbie przeniesienia go do kościoła św. Anny przy Pałacu Prezydenckim pojawił się krzyż sklecony z puszek po piwie. Była to odpowiedź na apel Janusza Palikota, wówczas wiceprzewodniczącego PO. Wydarzenia te były zatem co najmniej tolerowane przez polityków obozu rządzącego.