Reklama

Krzyżak: Platforma kończy wojnę z Kościołem

PO pod rządami Grzegorza Schetyny ma zatrzymać marsz na lewo i wrócić do przyjaznych relacji z biskupami. Ale lider musi potwierdzić deklaracje czynami.

Publikacja: 13.01.2016 19:31

Krzyżak: Platforma kończy wojnę z Kościołem

Grzegorz Schetyna, jedyny kandydat do przejęcia schedy w Platformie Obywatelskiej po Ewie Kopacz, chce zakończyć wojnę z biskupami. Publicznie ogłosił to we wtorek na antenie TVN 24.

– Musimy wrócić do rozmowy z Kościołem, źle się stało, że w ostatnim czasie staliśmy się takim czarnym ludem – mówił były szef MSZ w programie „Czarno na białym".

Nie była to pierwsza wypowiedź Schetyny na temat zakończenia wojny z Kościołem. W połowie grudnia na spotkaniu z działaczami PO w Nowym Sączu z jego ust padły takie słowa: „Niewybaczalnym jest, że Kościół mieliśmy przeciwko sobie, wracamy do centrum, na pozycje chadeckie. Odbudujemy dobre relacje z biskupami, nie damy się zepchnąć na pozycje lewackie, jak chciałby PiS".

Tego typu deklaracje nie są w PO nowością. O tym, że strategia partii w stosunku do Kościoła jest błędna, po cichu mówiło wielu działaczy. Ale publicznie nikt się nie odważył na krytykę liderów. W partii dominowała narracja narzucona swego czasu przez Donalda Tuska, który mówił, że „nie będzie klękał przed księdzem". Ten sam styl przyjęła Ewa Kopacz, która w połowie ubiegłego roku twardo mówiła, że „nie chce żyć w państwie wyznaniowym". W krytykowaniu hierarchów, wręcz ich obrażaniu, celował w PO Stefan Niesiołowski. To on mówił, że biskupi kłamią i szerzą nienawiść, są pisowską sektą.

Frontów wojny PO z Kościołem było w minionych latach sporo. Zaczęło się od sporu o krzyż smoleński na Krakowskim Przedmieściu. Kilka dni po nieudanej próbie przeniesienia go do kościoła św. Anny przy Pałacu Prezydenckim pojawił się krzyż sklecony z puszek po piwie. Była to odpowiedź na apel Janusza Palikota, wówczas wiceprzewodniczącego PO. Wydarzenia te były zatem co najmniej tolerowane przez polityków obozu rządzącego.

Reklama
Reklama

Potem było już coraz gorzej. Skręt PO w lewo i walka z hierarchią najbardziej zauważalna była w ubiegłym roku przy okazji ratyfikacji tzw. konwencji antyprzemocowej czy procedowaniu ustawy o in vitro. Nie ma wątpliwości, że za podwójną porażką PO stał właśnie ten gwałtowny zwrot w lewą stronę, a także spór z episkopatem.

Schetyna, mówiąc o zakończeniu wojny z Kościołem, podkreśla, że nie jest to kwestia interesu politycznego, ale „powrotu do źródeł". Problem w tym, że przez lata był on jednym z prominentnych polityków PO, którzy mieli wpływ na strategię partii. Był wprawdzie moment, gdy znalazł się na bocznym torze, ale chociażby wejściem do rządu Kopacz legitymizował działania liderów. Dziś, gdy Kościół bardzo dużo mówi o miłosierdziu, Schetyna zdaje się liczyć na przebaczenie. Jednak musi wiedzieć o tym, że w parze z przebaczeniem nie idzie zapomnienie i tylko czyny mogą potwierdzić jego słowa o chęci zakończenia wojny z biskupami.

Zobacz także:

Afera podsłuchowa: Inwigilowały dwie grupy

Publicystyka
Marek A. Cichocki: Histeria końca wszystkiego
Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama