Rusłan Szoszyn: Gdzie zatrzyma się armia Władimira Putina?

Na Kremlu już nie ukrywają, że dążą do całkowitego zniszczenia państwa ukraińskiego. Pozostałe kraje byłego ZSRR muszą jak najszybciej odciąć się od Rosji.

Publikacja: 05.03.2024 15:06

Władimir Putin

Władimir Putin

Foto: AFP

- Ukraina – to, rzecz jasna, Rosja – oznajmił Dmitrij Miedwiediew, niegdyś prezydent i szef rządu, a od czterech lat zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Miedwiediew wystąpił z wykładem w ramach ogólnorosyjskiego „Maratonu Wiedzy”, do udziału w którym zaproszono tysiące młodych i zdolnych Rosjan, którzy w przyszłości mają objąć stery rządzenia krajem.

W Rosji odrodziło się myślenie imperialne. „Granice Rosji poza granicami geograficznymi”

Do czego władze na Kremlu przygotowują przyszłych rosyjskich urzędników, polityków, wojskowych? Miedwiediew tłumaczył, że Rosja „jest wielkim państwem” i jej granice leżą „daleko poza granicami geograficznymi”. Opowiadał o „pasie bezpieczeństwa”, do którego zaliczył sąsiadujące z Rosją kraje. Nie miał raczej na myśli Chin, tylko „terytoria” niegdyś należące do imperium rosyjskiego czy ZSRR i związane z Rosją „wielowiekową tradycją współpracy”.

Czytaj więcej

Sondaż. Rosja napadnie na Polskę? Wyborcy której partii najmniej boją się rosyjskiej inwazji

Ukrainę, jak w czasach carskich, Miedwiediew nazywał „Małorosją” i nie ukrywał, że dla niego to państwo już nie istnieje. - Terytoria po obu brzegach Dniepru stanowią integralną część strategicznych historycznych granic Rosji – przemawiał, stojąc przed mapą rozczłonkowanego państwa ukraińskiego. Do czerwonej (rosyjskiej) strefy zaliczył wschodnią i centralną część kraju łącznie z Odessą, Charkowem i Zaporożem. Ukraińcom pozostawił jedynie obwód kijowski, a całą zachodnią część „podzielił” pomiędzy Polskę, Rumunię i Węgry.

Rosja w pierwszej kolejności zajmie Białoruś. Aleksander Łukaszenka sam zbudował ku temu fundamenty, całkowicie rusyfikując kraj

Miedwiediew zbierał oklaski obecnej na sali uśmiechniętej rosyjskiej młodzieży. Były prezydent Rosji nie wygląda na człowieka nieświadomego, od wybuchu wojny na polecenie Putina zarządza całą zbrojeniówką. Problem jest znacznie bardziej poważny. Wygląda na to, że w Rosji na dobre powróciło myślenie imperialne, obudził się demon kuszący do kolejnych podbojów, wojen. I, co najgorsze, w warunkach totalnej propagandy i cenzury, władze zaszczepiają młodemu pokoleniu brak szacunku do mniejszych, słabszych sąsiadów.

Kogo następnego zaatakuje Rosja? Białoruś, Armenia czy państwa Azji Centralnej?

To zła wiadomość głównie dla tych postradzieckich państw, które uzależniły się od Rosji kulturowo, politycznie, militarnie i gospodarczo. Jeżeli Ukraina padnie, Rosja w pierwszej kolejności zajmie Białoruś. Aleksander Łukaszenka sam zbudował ku temu fundamenty, całkowicie rusyfikując kraj, wsadzając do więzień czy zmuszając do emigracji probiałoruskie siły. Pozostał w otoczeniu absolwentów rosyjskich szkół wojskowych. Do aneksji kraju może dojść jeszcze za jego rządów, by w warunkach panującego tam totalitaryzmu nikt nie odważył się protestować.

I będą kolejne podboje. Czy Armenii, gdzie znajduje się rosyjska baza wojskowa, a Rosjanie kontrolują granice tego kraju z Turcją i Iranem, uda się kiedyś uciec z rosyjskiego „pasa bezpieczeństwa”? Czy potrafi to zrobić Kazachstan, do północnej części którego swoje roszczenia wysuwali już niektórzy rosyjscy politycy? A co z Tadżykistanem (tam też jest rosyjska baza wojskowa) czy uzależnioną od Rosji Kirgizją? Niech Miedwiediew pokaże im swoją mapę Kaukazu i Azji Centralnej.

Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami