Marek Migalski: Uprawiana obecnie przez PiS polityka oddala partię od powrotu do władzy

PiS od przegranej 15 października znajduje się w korkociągu. Wszystkie podejmowane przez władze partii wysiłki wyprowadzenia jej z tego stanu na nic się zdają.

Publikacja: 31.01.2024 03:00

Jarosław Kaczyński wciąż mówi o złej Unii, proniemieckim Tusku, porównuje go nawet do Hitlera, ataku

Jarosław Kaczyński wciąż mówi o złej Unii, proniemieckim Tusku, porównuje go nawet do Hitlera, atakuje osoby LGBT, a wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają, określa jako zdrajców Polski.

Foto: WOJTEK RADWANSKI / AFP

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest brak zmiany retoryki z czasów kampanii wyborczej. Jarosław Kaczyński wciąż mówi o złej Unii, proniemieckim Tusku, porównuje go nawet do Hitlera, atakuje osoby LGBT, a wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają, określa jako zdrajców Polski. Niektórzy widzą w tym próbę mobilizacji elektoratu, ale ja dostrzegam w tym jedynie ograniczenie prezesa – po prostu robi to, co robił zawsze, wierząc, że tym razem znowu przyniesie mu to szczęście. Nie ma w tym zatem żadnej genialnej strategii – jest jedynie objaw ograniczenia intelektualnego i politycznego Kaczyńskiego.

Co więcej, na nieszczęście dla PiS spór o aresztowanie i uniewinnienie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika zdominował debatę publiczną w ostatnich tygodniach. Piszę o nieszczęściu PiS, bo wszystkie sondaże wskazywały na to, że zdecydowana większość Polaków chciała, by odsiedzieli swoje wyroki do końca. Decyzja prezydenta o ułaskawieniu uwolniła Kaczyńskiego od ciągłej obrony obu przestępców, ale problem pozostał.

Kto wierzy w bajki prezesa Kaczyńskiego

I z tym wiąże się najważniejszy powód kłopotów PiS: narracja o rządzącej nami juncie Tuska, koalicji 13 grudnia, pułkowniku Sienkiewiczu, więźniach politycznych, terrorze i dyktaturze może być atrakcyjna dla znikomej części elektoratu, nieobejmującej nawet wszystkich wyborców partii Kaczyńskiego. To bajka, w którą może uwierzyć jedynie beton partyjny, co sprawia, że PiS oddala się od problemów zwykłych Polaków. Zamiast więc bronić spraw wyborców, prowadzi bezsensowną batalię w stylu Don Kichota.

Czytaj więcej

Czeka nas osiem lat tłustych Koalicji Obywatelskiej i osiem lat chudych PiS

A przecież nowy rząd jest za co krytykować. Na przykład za zniesienie zadań domowych. Niedawny sondaż dla „Rzeczpospolitej” wskazywał, że około 40 proc. rodaków jest za tym pomysłem, drugie 40 proc. – przeciw, a około 20 proc. nie ma zadania. Fantastyczny sposób, by obsłużyć pewne emocje społeczne w ważnej dla ludzi sprawie. Albo spór między ministerkami Katarzyną Kotulą a Agnieszką Bąk o zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Świetny i nośny temat dla milionów ludzi, ale największa partia opozycyjna nawet o tym nie pisnęła, zajęta walką z juntą Tuska.

Jest i sprawa ostatnia – grzeczność i pokojowość działań PiS. Kogoś może zaskoczyć taka moja opinia, ale zwróćmy uwagę: demonstracja 11 stycznia odbyła się bardzo pokojowo, protesty w Sejmie to śpiewanie hymnu (bez blokady mównicy), Kamiński i Wąsik ostatecznie nie wtargnęli do sali obrad, a prezes Kaczyński odbijał się od aresztów, w których przebywali „więźniowie polityczni”, i upokorzony wracał do domu.

PiS jest totalną opozycją, to jasne, ale grzeczną. Dodatkowo pokazującą swoją bezsiłę. A tego wyborcy nie lubią. Dzisiaj sprawczość i moc demonstruje obóz władzy, Tusk, Bodnar czy Sienkiewicz. O ile narracja ze stanem wojennym jest bezsensowna, o tyle już plan destabilizacji Polski byłby z punktu widzenia interesu największej partii opozycyjnej opłacalny. Gdyby kraj był paraliżowany strajkami, masowymi demonstracjami, blokadą Sejmu, gorszącymi bijatykami polityków, duża część społeczeństwa mogłaby dojść do wniosku, że Polska pod rządami nowej koalicji jest miejscem niebezpiecznym i anarchicznym. I że może poprzednie rządy były niefajne, ale w kraju panował przynajmniej porządek. Nawet jeśli ta narracja byłaby fałszywa, odwoływałaby się do potrzeby bezpieczeństwa. Taka strategia miałaby sens, ale na to PiS się nie decyduje, brnąc w absurdalną opowieść o dyktaturze i terrorze. To ostatnie zresztą służy obozowi władzy, bo jeśli część ludzi naprawdę w to uwierzy, to… będzie popierać rządzących, bowiem tylko ludzie niefrasobliwi i bardzo odważni zadzierają z juntą i rządami pułkowników.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Czy Jarosław Kaczyński będzie wodzem do śmierci

Uprawiana przez Kaczyńskiego polityka oddala jego partię od powrotu do władzy. Czy to już początek „końca PiS”? Tak bym nie powiedział, ale widząc determinację obozu rządzącego do rozliczeń, zawziętość jego elektoratu oraz znając mechanizmy rządzące emocjami wyborców, można postawić tezę, że Kaczyński nigdy wcześniej nie był tak blisko realizacji swego marzenia o zostaniu emerytowanym zbawcą Polski. Przynajmniej w jego pierwszej części.

o autorze

Marek Migalski

Politolog, prof. UŚ.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest brak zmiany retoryki z czasów kampanii wyborczej. Jarosław Kaczyński wciąż mówi o złej Unii, proniemieckim Tusku, porównuje go nawet do Hitlera, atakuje osoby LGBT, a wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają, określa jako zdrajców Polski. Niektórzy widzą w tym próbę mobilizacji elektoratu, ale ja dostrzegam w tym jedynie ograniczenie prezesa – po prostu robi to, co robił zawsze, wierząc, że tym razem znowu przyniesie mu to szczęście. Nie ma w tym zatem żadnej genialnej strategii – jest jedynie objaw ograniczenia intelektualnego i politycznego Kaczyńskiego.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami