Marcin Makowski: Najkrótsza droga do powrotu PiS

Czy nowa władza po przejęciu rządów wykaże się konsekwencją?

Publikacja: 25.10.2023 03:00

Niech ktoś podsunie Donaldowi Tuskowi „Krótką historię równości”, nim będzie za późno.

Niech ktoś podsunie Donaldowi Tuskowi „Krótką historię równości”, nim będzie za późno.

Foto: PAP/Paweł Supernak

Nie minął tydzień od ogłoszenia wyników wyborów, a opozycja – a za chwilę przyszły rząd – rozpoczęła festiwal studzenia nastrojów związanych z szybką realizacją obietnic kampanijnych. Oficjalny powód? Większa, niż zakładano, dziura budżetowa. Problem polega na tym, że gdy Donald Tusk przyrzekał realizację „100 konkretów”, nie uzależniał ich od stanu finansów państwa. Program miał być opłacony z „uczciwości, kompetencji i dobrej reputacji przyszłego rządu”. Wycofanie się z dotychczasowego kursu polityki socjalnej może być dla PiS najkrótszą drogą powrotu do władzy.

Mam wrażenie, że w polskiej opozycji od dłuższego czasu walczą ze sobą dwa wilki. Jeden chce zawyć na cały głos, że „PiS to rozdawnictwo” i skończyć z socjalem, drugi – bardziej cichy i pragmatyczny – twierdzi, że „co zostało obiecane, nie będzie zabrane”, a nawet coś się jeszcze można dołożyć. Bo jednak trudno rządzić w państwie, w którym obywatele przyzwyczaili się do bezpośrednich transferów gotówkowych, a one same – wbrew obawom o konsekwencje społeczne 500+ – nie skończyły się wzrostem skali patologii i demoralizacją matek Polek.

Czytaj więcej

Marek Migalski: Sadyzm polityczny – porażka PiS i przestroga dla opozycji

Po części jest to zasługa Lewicy, w największej mierze PiS, ale przez ostatnich osiem lat – z neoliberalnego – dyskurs o polskiej gospodarce zamienił się w solidarystyczno-socjalny. Ile było w tym PR, ile myślenia życzeniowego i jaka była realna skala upodmiotowienia najsłabszych grup obywateli, to osobna kwestia, ale nawet Platforma Obywatelska, a za nią reszta opozycji, w końcu musiała taktycznie skapitulować. Miarą tej kapitulacji było „sprawdzam”, które Donald Tusk zaproponował Jarosławowi Kaczyńskiemu w sprawie rewaloryzacji 500 do 800+, które miałoby być wprowadzone nie od stycznia, ale już od czerwca.

Są ważniejsze sprawy

Czy nowa władza, gdy przejmie stery państwa, okaże się konsekwentna i podniesie to świadczenie już w listopadzie, wypłacając zaległą różnicę? Śmiem wątpić. Swoją wątpliwość opieram na tempie wycofywania się rakiem z innych odważnych zapowiedzi kampanijnych. Wakacje kredytowe? Jak twierdzi Izabela Leszczyna, typowana na ministra finansów – „pod znakiem zapytania”, bo „są ważniejsze sprawy”. 60 tys. kwoty wolnej od podatku? – My mamy świadomość, że budżet świeci pustką i wysokim deficytem. Z takimi postulatami będzie problem – tłumaczy w Radiu ZET Paulina Hennig-Kloska z Polski 2050. – Stan finansów publicznych określi, co jest możliwe w krótkim okresie, a co nie – dodaje w RMF Ryszard Petru, również z Polski 2050, zaznaczając, że ponieważ nowy rząd będzie koalicyjny, część obietnic „trzeba będzie odłożyć w czasie”.

Nie wiemy co z 13. i 14. emeryturą – zostaną czy zamiast nich emerytura będzie nieopodatkowana? Co z natychmiastowymi podwyżkami dla nauczycieli, pieniędzmi z KPO, czterodniowym tygodniem pracy, „mieszkaniem prawem, a nie towarem”… Ponieważ publikacja danych deficytu za wrzesień została celowo opóźniona przez PiS na okres powyborczy i wynosi 34,7 mld zł – być może faktycznie na część z tych zapowiedzi pieniędzy „nie ma i nie będzie”. To nie wina opozycji, w jakiej kondycji finanse państwa pozostawia dotychczasowa władza.

Wystarczy nie kraść?

Problem polega jednak na tym, że nikt nie studził oczekiwań. Nikt nie mówił, że na początku trzeba będzie zacisnąć pasa albo przynajmniej zobaczyć, jak wygląda skarbiec państwa od środka. „100 konkretów” Koalicji Obywatelskiej przedstawione zostało jako fakt, a nie robocza hipoteza.

Czytaj więcej

Łukasz Warzecha: Pretensjonalny i nadęty język PiS

– Wiecie z czego można sfinansować ten program „100 konkretów na 100 dni”? Z uczciwości, kompetencji, dobrej reputacji przyszłego rządu. 12 razy więcej kosztuje nas kancelaria premiera Morawieckiego niż kancelaria premiera, kiedy ja byłem premierem – mówił Donald Tusk 9 września na konwencji partyjnej w Tarnowie. Jak mamy rozumieć te słowa? Metaforycznie, niczym „odblokuję KPO w dzień po wyborach”, czy dosłownie?

Czymś absurdalnym jest fakt, że gdy opozycja poważnie się zastanawia, które z obietnic socjalnych zawiesić, ograniczyć albo odwlec w czasie, równocześnie wysyła jasny sygnał, że dowartościowani zostaną ci, którym w Polsce żyje się naprawdę dobrze. Informatycy. Zwłaszcza ci pracujący jako jednoosobowe działalności gospodarcze. „Koniec z niekończącymi się kontrolami w przedsiębiorstwach. Przedsiębiorcy chcą pracować, bo są lokomotywą polskiej gospodarki, a nie potencjalnymi przestępcami” – zapowiadał w „Gazecie” poseł Adam Szłapka.

Ulżyć najlepiej sytuowanym

Aby ulżyć tej lokomotywie, przyszły rząd zamierza przywrócić stare zasady ryczałtowego systemu rozliczania składek zdrowotnych, tak, jak było przed Polskim Ładem. Dziś osoba z przychodem do 60 tys. zł rocznie musi zapłacić minimum 353,59 zł składki miesięcznie. Po zmianach, o których myśli Koalicja Obywatelska – będzie to (z uwzględnieniem ulgi podatkowej) – 65,30 zł miesięcznie. Ci informatycy, którzy zarabiają do 300 tys. zł rocznie, oszczędzą 530 zł. Jeśli ktoś otrzymuje więcej niż 300 tys. – będzie miał co miesiąc 1 tys. zł więcej. Wszystkie te wyliczenia dotyczą pracowników na ryczałcie 12 proc. O takiej formie opodatkowania większość Polaków może pomarzyć.

Jak poprawianie życia jednej z najlepiej sytuowanych grup zawodowych w Polsce ma się do szukania oszczędności ze względu na rekordową dziurę budżetową? W jaki sposób połączyć ten postulat z poprawą jakości służby zdrowia? Czy etyczne jest, aby człowiek zarabiający miesięcznie 30 tys. zł, na państwowe leczenie wykładał co miesiąc kilkaset zł? Jeżeli opozycja pójdzie tym tropem, tj. radykalnie zmieni solidarystyczno-socjalny kurs Prawa i Sprawiedliwości, marginalizując przy tym wpływ na władzę oraz stanowisko Lewicy – sama wybierze najkrótszą drogą powrotu PiS do władzy. Bo to Piketty, a nie Balcerowicz, jest dzisiaj ekonomicznym punktem odniesienia na Zachodzie. Niech ktoś podsunie Tuskowi „Krótką historię równości”, nim będzie za późno.

o autorze

Marcin Makowski

Autor jest dziennikarzem i publicystą „Wprost”.


Nie minął tydzień od ogłoszenia wyników wyborów, a opozycja – a za chwilę przyszły rząd – rozpoczęła festiwal studzenia nastrojów związanych z szybką realizacją obietnic kampanijnych. Oficjalny powód? Większa, niż zakładano, dziura budżetowa. Problem polega na tym, że gdy Donald Tusk przyrzekał realizację „100 konkretów”, nie uzależniał ich od stanu finansów państwa. Program miał być opłacony z „uczciwości, kompetencji i dobrej reputacji przyszłego rządu”. Wycofanie się z dotychczasowego kursu polityki socjalnej może być dla PiS najkrótszą drogą powrotu do władzy.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Wyborcza dezinformacja od kuchni. Węgierscy analitycy obnażają machinę Orbána
Publicystyka
Tomasz Krzyżak: Ofiary pedofilii czekają na ruch biskupów
Publicystyka
Estera Flieger: Donald Tusk czuje gniew. Śmierć żołnierza powinna postawić granicę polaryzacji
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Rosja grozi Polakom bronią atomową. Dlaczego nie Amerykanom, Brytyjczykom czy Francuzom?
Publicystyka
Jaka była istota wyborów z 4 czerwca 1989 roku?