Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o protestach przeciw obostrzeniom w Chinach: Fakty, relacje, opinie

Stosowana konsekwentnie od wybuchu pandemii i przez długi czas skuteczna polityka „zero covid” właśnie została zanegowana. Władze, które po niedawnym XX zjeździe Komunistycznej Partii Chin (KPCh) należy utożsamiać z jedynowładcą Xi Jinpingiem, nadal jednak się jej trzymają – bo nie było masowych ofiar śmiertelnych zarazy. Jednakże społeczeństwo, głównie młodzież i mieszkańcy miast, jednoznacznie powiedzieli: dość!

Napięcie rosło od wiosny tego roku, gdy okazało się, że dwie chińskie szczepionki są nieskuteczne na najnowszy wariant wirusa, omikron. W twardym lockdownie na ponad dwa miesiące znalazł się 26-mln Szanghaj, a potem inne miasta. Napięcie było tak wielkie, że wystarczyła iskra, by społeczne emocje wzięły górę. Stał się nią pożar zamkniętego z racji zarazy budynku mieszkalnego w mieście Urumczi, stolicy regionu autonomicznego Sinciang, w którym spłonęło żywcem dziesięć osób, w tym dwóje dzieci. Chińczycy zrozumieli, że każdego z nich może spotkać taki, nieszczęsny los. Dlatego wyszli na ulice.

Zaczyna być kontestowany cały kierunek i styl obecnej władzy, która odeszła od trzeźwego pragmatyzmu na rzecz ponownej ideologizacji

W systemie autorytarnym, przy ogromnej inwigilacji i zauważalnej wszędzie mnogości policji, to akt odwagi, a zarazem kontestacji. Natychmiast, w dzień po pożarze w Urumczi młodzież w Szanghaju protestowała już nie tylko przeciwko twardemu, nieludzkiemu lockdownowi, lecz skandowała: „Nie jesteśmy niewolnikami”. A zarazem wyszła z postulatami politycznymi, żądając ustąpienia Xi Jinpinga i KPCh.

Protestuje niemal cały kraj

Demonstracje błyskawicznie rozlały się po większości chińskich miast, co sprawia, że nie można tego masowego protestu porównywać z wydarzeniami na placu Tiananmen wiosną 1989 r. (byłem tam, książkę na ten temat napisałem). Tam był jeden plac i stolica, tutaj niemal cały kraj, a nade wszystko miasta (Chiny są już dziś zurbanizowane w ponad 60 proc.).

Na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to tylko i wyłącznie protest przeciwko restrykcyjnej polityce antycovidovej. Przykładowo w Chengdu, w ponad 20-mln stolicy prowincji Syczuan, która latem tego roku też była przez dwa miesiące zamknięta, pokazały się hasała: „Nie chcemy nowego cesarza”; „Nie chcemy rewolucji kulturalnej 2.0”.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Pekin i zero odpowiedzi

To dowód na to, że zaczyna być kontestowany cały kierunek i styl obecnej władzy, która odeszła od trzeźwego pragmatyzmu na rzecz ponownej ideologizacji i próby narzucania komunistycznego i „patriotycznego” (czytaj: nacjonalistycznego) żaru. Nikt poza władzą centralną nie chce powrotu do totalitaryzmu epoki Mao Zedonga (1949-76), widocznego szczególnie w jej końcówce.

Kwadratura koła

Co dalej? Wszystko zależy od niedawno konsekrowanego – by tak to ująć – na jedynowładcę Xi Jinpinga. On nadal podtrzymuje swoją mantrę „zero tolerancji dla covidu”. Jednak próby luzowania dotychczasowego twardego podejścia już były, bezpośrednio po XX zjeździe, m.in.: skrócenie kwarantanny, odchodzenie od zamykania ludzi na klucz itd. Tyle tylko, że natrafiły one na kolejną falę zachorowań, największą od wybuchu pandemii (ponad 40 tys. zakażeń w ciągu doby). Pod tym względem jest prawdziwa kwadratura koła.

A sytuację komplikuje jeszcze jeden, niebłahy czynnik: obok społecznego fermentu polityka „zero covid” przynosi potężne straty materialne, jest niezwykle kosztowana gospodarczo. Zamykane są przecież przedsiębiorstwa i małe zakłady, a zachodni kapitał, czemu trudno się dziwić, zaczął z Chin uciekać (są tego i inne powody, nie tylko lockdowny). Stąd sugestie, coraz częstsze, ekspertów, by ugiąć się, ustąpić nieco z narodowej dumy – i przyjąć do siebie bardziej skuteczne szczepionki z zewnątrz. Czy tak będzie, zobaczymy.

Co zrobi Xi Jinping

Wybory przed Xi są trudne, ale najtrudniejszy to, co zrobić ze zrewoltowaną młodzieżą i mieszkańcami miast. Odruch autorytarny jest jeden: pacyfikacja. Bo przecież władza jest nieomylna, no i nie może – tym bardziej w kulturze konfucjańskiej – utracić twarzy. Stąd częste spekulacje w mediach zachodnich, że lada moment dojdzie do krwawej łaźni, albo też, po przeciwległej stronie, że oto nadchodzi w Chinach fala demokratyzacji.

Na terenie Hongkongu też mieliśmy do czynienia z długotrwałymi masowymi protestami. Jak się skończyło – wiadomo: wojsko do akcji nie weszło

Obie mogą okazać się błędne. Ta druga niemal na pewno, przynajmniej na tym etapie. Natomiast pierwsza, dotycząca prób siłowego stłumienia demonstracji, nie musi wcale sprowadzać się do krwawego przesilenia (choć i takiego nie można, niestety, wykluczyć). Dawni chińscy mędrcy i stratedzy – a Xi Jinping dawał dowody, że ich czyta; nie tylko Marksa i Mao – radzili w takich sytuacjach oponenta zmęczyć, wyczerpać, podważyć jego argumenty i autorytet, a potem umiejętnie, fortelem, pokonać. Stąd nie dziwi wszechobecność policji (i kamer) na demonstracjach. Na początku rozruchy dokładnie się dokumentuje i mierzy skalę – czy demonstruje kilkuset, czy kilka tysięcy, czy więcej demonstrantów. Gdyby do akcji weszły miliony, może być trudno. Jeśli natomiast tysiące, no to się ich powoli zneutralizuje. Świadkami aresztowań już jesteśmy.

Decyzje, które określą przyszłość Chin

Jak to może wyglądać, pokazano niedawno na terenie Hongkongu, gdzie też mieliśmy do czynienia z długotrwałymi masowymi protestami. Jak się skończyło – wiadomo: wojsko do akcji nie weszło. Tyle tylko, że teraz ognisk zapalnych jest wiele, a wniosek z demonstracji płynący oczywisty: dotychczasowa polityka, nie tylko względem covidu, jest kontestowana. Arcyciekawy to moment – i niebezpieczny. W surowym autorytaryzmie, ze znamionami totalitaryzmu (tzn. systemu, gdzie rządzi strach), taki stan społecznego rozedrgania nie może trwać długo.

Natomiast wszelkie decyzje, jakiekolwiek będą, określą przyszłość Chin. Wielki egzamin dla Xi Jinpinga u progu jego „ery” (jak się nazywa w propagandzie jego rządy), wielki egzamin dla Chin. Trzeba tamte wydarzenia uważnie obserwować, bo przecież chodzi o drugi największy organizm gospodarczy na globie i mocarstwo z ogromnym potencjałem, które w minionych czterech dekadach obudzono – a teraz najwyraźniej budzą się jego obywatele. W Państwie Środka właśnie wybiły godziny prawdy. Jakie będzie jego oblicze za kilka tygodni i miesięcy?

AUTOR

Bogdan Góralczyk

Sinolog i politolog, profesor w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego